Wiktor Osiatyński: Zróbmy pikietę pod domem Brauna

2012-11-29. Jeżeli zostawi się świadomość społeczną na pastwę tylko jednej strony, trudno się dziwić, że to ona zdobędzie umysły obywateli. Mnie niepokoi słabość, miękkość tej drugiej liberalno-demokratycznej strony – intelektualna, medialna, społeczna – mówi prof. Wiktor Osiatyński.

Agnieszka Kublik: Grzegorz Braun, ten który chce na tamten świat wyprawić dziennikarzy “Gazety” i TVN …

Prof. Wiktor Osiatyński*: Kto? Nie wiem, o kogo chodzi.

Grzegorz Braun, reżyser, zrobił film o Wałęsie, że był agentem, abp Józefa Życińskiego nazwał “łajdakiem i kłamcą”.

– Tak, to pamiętam, ale nie zadawałem sobie trudu, żeby zapamiętać nazwisko kogoś, który ma potrzebę publicznej ekspresji ekskrementów psychicznych i umysłowych. Cóż, są i tacy ludzie.

Ścigać go, czy ignorować?

– Ani jedno, ani drugie. Nie wolno ignorować, to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Należy go poddać osądowi publicznemu – wyśmiać, napiętnować. Ale nie jestem pewien, czy należy go ścigać. Jestem zwolennikiem bardzo szeroko pojętej wolności wypowiedzi. Czyli ścigać tylko wtedy, kiedy ktoś wzywa do przemocy wobec konkretnych osób. On znalazł się blisko, ale chyba nie przekracza tej granicy.

Nawet stwierdzenie, że przydałoby się zlikwidować tuzin osób stąd, albo stamtąd, moim zdaniem nie jest jeszcze bezpośrednim wezwaniem do przemocy. Gdy w wypowiedzi pada chociaż jedno nazwisko, albo jeden adres pod jaki należałoby pójść, żeby kogoś wyprawić na tamten świat, to chyba można już ścigać. Pytaniem dla sądu jest to, czy “Gazeta” i TVN są adresem w tym znaczeniu.

Natomiast u nas na pewno jest za duża tolerancja, kiedy dochodzi do rozróby, do naruszenia porządku. Moglibyśmy się wzorować na niemieckiej policji, której w latach 60. udało się bez zawieszenia konstytucji poradzić sobie z lewackim terroryzmem. Kiedy nastąpi naruszenie porządku, reakcja sił porządkowych powinna być natychmiastowa i stanowcza.

Błyskawicznie złapać, osądzić i wsadzić.

– Tak, z tym, że do policji należy tylko to, by przywrócić porządek. Nie może używać przemocy, kiedy nie ma naruszenia porządku. To jest różnica. Na przykład kiedyś w Poznaniu zastosowano przemoc tylko po to, żeby usunąć nielegalnie, ale pokojowo demonstrujących ludzi w sprawie równości. To było nadużycie władzy. Policja powinna była sfotografować wszystkich uczestników i przedstawić ich kolegium wykroczeń albo sądowi. Powinna stanowczo reagować, ale dopiero wtedy kiedy porządek jest naruszony.

Dostrzegam natomiast zbyt dużo tolerancji wobec wypowiedzi będących przejawem dyskryminacji rasowej, gdzie istnieją ostrzejsze granice wolności wypowiedzi. Tutaj jesteśmy zbyt liberalni. Podobnie wydaje mi się, że partie, które wzywają do obalenia porządku przemocą, a z takim wezwaniem mieliśmy niedawno do czynienia, powinny być delegalizowane natychmiast, bo one łamią konstytucję. Nie w pełni mnie przekonuje pani prof. Ewa Łętowska, która w sprawie delegalizacji takich partii jest wstrzemięźliwa.

Prof. Łętowska powołuje się na zalecenia Komisji Weneckiej, prawniczego ciała europejskiego, która ostrzega, że w tej kwestii politycy zawsze mają pokusę wykorzystania instrumentu prawnego do walki z polityczną konkurencją.

– Ale kiedy takie radykalne partie dopuści się do działania, potem jest dużo trudniej je zdelegalizować, co widać było w latach 30., nie tylko zresztą w Niemczech. Więc jeżeli można byłoby udowodnić, że oni rzeczywiście wzywali do obalenia ustroju, to bym ich zdelegalizował.

Młodzież Wszechpolska i ONR wzywały do obalenia Republiki Okrągłego Stołu.

– No właśnie! Takie ruchy trzeba delegalizować, zostawiając im wolność wypowiedzi, ale już nie jako partii politycznej.

Wolność nie oznacza braku reakcji. Musi być na ten temat debata, ten facet ma być publicznie napiętnowany, ma być pokazywany jako chora dusza. Takich rzeczy nie można zostawiać. Na tle bzdury smoleńskiej bardzo dobrze widać bierność intelektualną przeciwników takiego pana, o którego mnie pani pytała na początku, a którego nazwiska nie znam.

Mianowicie kiedyś, gdy tylko 5 proc. ludzi wierzyło w zamach, liberalne centrum uznało, że zamach jest nonsensem, którym nie ma co się tym zajmować. I się nie zajmowali. Raport Millera przemknął, nie było dyskusji, spotkań, konferencji. Druga strona robiła dyskusje, spotkania, wiece, i w efekcie dzisiaj 36 proc. wierzy w zamach.

Jeżeli zostawi się świadomość społeczną na pastwę tylko jednej strony, to trudno się dziwić, że to ona zdobędzie umysły obywateli. Mnie martwi słabość tej drugiej strony. Słabość intelektualna, słabość medialna, słabość społeczna. A także ograniczony wybór: albo zakazać, albo zignorować. Nie! Debatować, dyskutować, pozyskiwać ludzi. Może zrobić marsz, może zrobić pikietę pod jego domem i zobaczyć czy przyjdzie sto osób, czy kilka tysięcy? Czemu nie ma pikiet pod prawicowymi ośrodkami? Ta miękkość liberalno-demokratycznej strony mnie niepokoi.

Braun był napiętnowany za nazwanie abp Życińskiego “łajdakiem i kłamcą”. I nic, i jest zapraszany na prawicowe salony.

– Bo tam właśnie tak się myśli. Więc może zróbmy też lewicowe salony, na których nie będzie się mówiło, że należy wyprawić na tamten świat tuzin ludzi? Wiem, że to jest trudne, bo goniące za sensacją, skądinąd nawet poważne, media bardziej przyciągnie wezwanie, żeby wyprawić na tamten świat tuzin redaktorów, niż powiedzenie, że ktoś, kto tak mówi jest po prostu złym człowiekiem i niebezpiecznym demagogiem. Chciałbym, żeby na temat tego pana się wypowiedział psychiatra albo psycholog. Bardzo by mnie ciekawiło, jak psychologowie wytłumaczyliby takie nasilenie złości.

Atmosfera w Polsce robi się taka czarnosecinna [od Czarnej Sotni]. Winna jest prawica. A minister Gowin, który usiłuje postawić znak równości między wezwaniami prawicowymi i lewicowymi, tylko śmieszy. Chciałbym widzieć więcej działań w centrum, więcej debat, łącznie z takimi dopuszczalnymi działaniami społeczeństwa obywatelskiego, jak marsze i demonstracje. Czemu tylko prawicy i “Krytyce politycznej” udaje się mobilizować ludzi na tego rodzaju marsze? Może dałoby się też ludzi z centrum na wiec zaprosić?

Panie profesorze, Adam Michnik w “Magazynie Świątecznym” mówił, że jedno z najważniejszych polskich, wielkich pytań brzmi, ile wolności dać przeciwnikowi? Ile pana zdaniem?

– To zależy, kto ma dawać: państwo czy człowiek. Ja dam dużo wolności przeciwnikowi, wolności wypowiedzi, ale nie mogę mu dać wolności naruszania moich praw i dóbr. Natomiast państwo może dać sporą wolność wypowiedzi przeciwnikowi państwa, ładu, czy porządku prawnego, natomiast już nie powinno mu dawać wolności działania.

A te wszystkie wypowiedzi o zamordowaniu 96 osób, o wybuchach, o zamachu, o krwi na rękach są dopuszczalne?

– Są obrzydliwe, ale dopuszczalne. Natomiast jest straszne, że nie ma kontrwypowiedzi, a jeśli już są, to mówiące o tym, że teorie zamachu są głupie i bezsensu. Ale to jest za mięciutkie!

Panie profesorze, w USA takie wypowiedzi są dopuszczalne?

– Są, a ich autor zostałby wyśmiany. Europa Zachodnia jest mniej liberalna, w Stanach Zjednoczonych granica wolności wypowiedzi jest bardzo daleko posunięta, ponieważ tam się uznaje, że wolność wypowiedzi jest w ogóle jednym z głównych praw obywatelskich i politycznych. Bez wolności wypowiedzi niczego nie ma.

Martwi pana, to co się dzieje w Polsce?

– Myślę, że żyjemy w fantastycznym świecie, we wspaniałym kraju, i że sami sobie psujemy dużo krwi, bo taka jest nasza natura. I dlatego radziłbym każdemu, żeby codziennie rano wymienić pięć rzeczy lub zdarzeń z poprzedniego dnia, z których się cieszę, i pięć rzeczy wokół siebie, za który mogę być wdzięczny.

Prof. Wiktor Osiatyński

ur. w 1945 r., prawnik, konstytucjonalista, obrońca praw człowieka, pisarz i wykładowca.

www.wyborcza.pl

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Magog 2012-11-29
    • Angor 2012-11-30
  2. andrzej Pokonos 2012-11-30
  3. adam furtak 2012-12-01
  4. Roman Słomiński 2012-12-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com