Andrzej Lewandowski: Tadek…

22.09.2020

ECHA WYDARZEŃ: Tour de France za metą. Zakończone – przetrawiane.

1. Sukces sportu, sukces imprezy, sukces człowieka walczącego z wirusem. Pierwsza wielka impreza w czasie pandemii. Nie słychać, że ryzyko było ponad sens.

Czyli – można. Może Igrzyska wejdą w ten ślad…

Z maseczką w roli ważnej, bez takich tłumów jak normalnie, ale z sukcesem. Sportowym, widowiskowym, zapewne też sponsorsko-marketingowym. Bo nagrody były, jak trzeba, reklam wiele, a Skoda pewnie znów wiele swoich aut sprzedała. Sam prezydent jechał czeskim samochodem, gdy odwiedził kolarzy na trasie…

2. Zbiorowym niejako bohaterem narodowym została Słowenia. Społeczność na podobieństwo Warszawy, a echa występu światowe. Tadej Pogacar wygrał z … Roglicem, a dopiero za nimi byli „skazani na rolę faworytów”.

Pozazdrościć, szczerze podziwiając. Niewielki kraj, a sportowo jakże mocny, z aspiracjami – nie starań o dotrzymywanie kroku, lecz o własnym ataku. Na szosie, na skoczniach, na boisku; na nartach, na nogach, na rowerach… Mają TAM ministra sportu? Rad bym poznać i pogadać…

3. Tadej Pogacar. Dla mnie już poufale „Tadek” – lubię to imię, sam noszę „na drugie”. Prawo startu w Tour de France było marzeniem młodziaka – 22-latka, na mecie (właściwie dzień wcześniej) wziął berło. Nie z uśmiechu fortuny, co się zdarza w rywalizacji o sekundy, ale z kompletu dowodów, że był we wszelkich przekrojach pierwszym kolarzem imprezy. Góry – z podjazdami i serpentynami karkołomnych zjazdów, sprinty finiszowe – 80 km na godzinę, rower w rower, pedał w pedał; metryka, fenomenalny pojedynek sam na sam ze stoperem – ledwie około 20 lat, co dla debiutanta może być uznane za wiek juniorski…

Ostatnie uznaję za godne szczególnego podkreślenia, bo przecież zwykło się uważać, że na szosie, w próbie wieloetapowej najpierw trzeba swój plecak solidnie, latami napychać doświadczeniem, długo być woziwodą, dostarczycielem liderowi bidonów, ubezpieczaniem „numeru jeden”, a dopiero potem myśleć o osobistym natarciu. A tu – siup, wszystko w debiucie i za jednym zamachem; jakby jeszcze bez kokonu świetnych pomocników.

Fenomen – czy sygnał o modernizacji doktryny? Nie wiem, ale coś mi się wydaje, że to drugie… A tu – czytam, że być może Rafał Majka, as doświadczony, już medalista olimpijski zasili sobą tę grupę, czyli liderem jednak nie będzie… Bo tę pozycję zajął młodziak…

Sport lubi takie zaskoczenia i bardzo ceni taką agresywność. Jak ta, którą na szosie zaproponowali Słoweńcy a np. na skoczni szwedzki młodzian Duplantis, który seryjnie oswaja wysokości niebotyczne. Ostatnio np. 6,15, co tylko dlatego podobno nie jest rekordem świata, że pod dachem było 3 cm wyżej. Zresztą też w jego wykonaniu… A rocznik 1999…

4. Wracam do „Tadka”. Nie tylko zrobił furorę, lecz też sporo zarobił. Za końcowe klasyfikacje – czytam – około 550 tys. euro, a co „po drodze”? Ładna sumka, choć piłkarze by uznali ją za skromną. A przecież kolarstwo jest może i lepszym nośnikiem reklam. Tyle godzin, dzień po dniu…

Margines: duża forsa znów się czkawką odbija w piłkarskich echach. Pan Kuba kupił, (więc miał za co, czyli „za wykopane”), jakieś wspaniałe apartamenty, pan Robert jest z powodów finansowych w ostrym a publicznym konflikcie z byłym menadżerem i przyjacielem – co tylko potwierdza tezę, że w interesach uczucie to nie tylko przyjaźń… Wiem, sumy, o których media informują bywają szokujące, a biznes związany z boiskiem bywa, że przekracza wyobraźnię. Od siebie dodam – i zdrowy rozsądek, ale wiem – to głos w gęstej puszczy. Zginie, tylko fiskus miewa lepsze uszy. Jeśli oczu nie zamyka…

5. Wracam do Touru. Żeby powiedzieć, iż pobrałem kolejną wiedzę o możliwościach telewizji. Eurosport błysnął podejściem do widza. Świetne zbliżenia, kapitalne tło – równocześnie jakby przewodnik po kolarstwie oraz pokaz regionów i piękna Francji.

Godziny przekazów, mała dawka wzruszeń pierwszego gatunku (mieliśmy przecież w stawce tylko Michała Kwiatkowskiego, i ostatni chyba wyścig grupy CCC, czyli „stajni obuwniczej”), a nudy nie było. Słów relacjonowania nie recenzuję.

Lubię ten slang – że się trzyma koło, bo noga podaje…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com