Jerzy Dzięciołowski: Kwestia czasu

25.09.2020

Do tej pory dobrze mu („Naczelnikowi” – przyp. J.D) szło w kierowaniu autem nawet bez wsiadania do samochodu – jak ładnie ujął to w „Gazecie Wyborczej” prof. Mikołaj Cześnik. Ale, dodał, nie uwierzę, jak nie zobaczę. Wicepremier Kaczyński podporządkowany Morawieckiemu (tak jest formalnie) nie mieści się w głowie, a tym bardziej w praktyce posiedzeń Rady Ministrów!!

Poplecznicy Naczelnika w Sejmie i okolicach wpadli w euforię. „To głupki są”, jak mawiał znany aktor filmowy. W 2009 roku, gdy Kaczyński chciał upokorzyć Ziobrę, to wysłał go (publicznie) na lekcje angielskiego. Teraz to Ziobro wysłał Kaczyńskiego do rządu.

Początek końca. Lata lecą. Już nie ta siła. Naczelnik sam podłożył głowę pod siekierkę odpowiedzialności. Ratuje się dziś. Ale za chwilę będzie jutro. I trzeba będzie dać ciała. Norki go nie obronią. Nie ma już moherowych beretów uwielbiających ojca chrzestnego na miesięcznicach.

Naczelnik zdecydował się na półśrodek. Nie odważył się na wariant z wywaleniem Ziobry i perspektywę rządu mniejszościowego i prawdopodobnych przyspieszonych wyborów. I jest tylko kwestią czasu, kiedy rozszarpie go żądna władzy dziewiętnastka Ziobry uosabiająca nadchodzące pokolenie radykałów. Młode, zdrowe, bez zahamowań.

Mógłby przynajmniej tych obecnych w ministerstwach, Sejmie, spółkach, radach nadzorczych, osłabić. A tak to sam słabo-silny, wiekowy i przeżytki z jego zakonu (Suski, Macierewicz, Brudziński i osobniki z doskoku: Terlecki, Sasin) odejdą w niebyt (Adam Lipiński wierny starozakonnik zdążył się ustawić w NBP na sześcioletnią kadencję, Jacek Kurski spadnie na cztery łapy, on tak ma, w okolicach Ziobry).

Nie będę płakał po „dobrej zmianie”. Strach pomyśleć, co wyłoni się z tej „stabilizacji” na górze.

Jerzy Dzięciołowski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com