Andrzej Lewandowski: Przebudzenie?

15.10.2020

ECHA WYDARZEŃ: Polska – Bośnia i Hercegowina – 3:0. Oczywiście w futbolu i — też oczywiście — wyjście na prowadzenie w Lidze Narodów UEFA. Na poprawę humoru…

Wrażenia?

Krzysztof Wilski, dyplomata, kibic, jazzman i smakosz zapytał na FB: „Czy to aby na pewno polska reprezentacja grała z Bośnią…? Ta sama, która grała z Włochami” ?

Przypomnę – z Włochami było 0:0…

Pytanie traktuję dwojako. Jako wyraz uznania za granie, jak też jako ogólną recenzję obrazu naszej reprezentacji.

Pierwsze – że tym razem było bardzo dobrze.

Drugie, że wciąż tam za dużo z kameleona. Choć tym razem zaskoczenie było sympatyczne.

Jasne, zapis dnia numer 1 jest słuszny, bo zwycięstwo i styl (oraz punkty) są w dorobku. Ale, żeby już „koncert”, jak ocenili niektórzy medialni recenzenci… wahnęło się poza rozsądkiem…

Tak, Krzysztofie – grał ten sam zespół, lecz przeciw rywalowi z dolnej jednak półki europejskiej etażerki, a Włosi są na najwyższej…

Do tego przeciwnikowi przyszło długo grać w dziesiątkę, a to z góry struga ambicje. Bo część siły odbiera i plan zakłóca.

Na tle średniutkiego konkurenta łatwiej o szybkie rośnięcie skrzydeł, i to się właśnie stało. Też biorę to za zasługę, jasne… Bo w takiej sytuacji bywa, iż przyjmuje się „grę bezpieczną”, na jednobramkową przewagę, betonowanie itd.

Wygrali mniej zapewne zmęczeni niż komentatorzy TVP, których słuchałem. Moda na zalewanie rzeką słów tego, co na boisku — ma już charakter powodzi. Na szczęście wciąż pilot daje władzę… Marny żart – wiem, nawet półtorej godziny nie bez reszty spiesznego biegania za piłką kosztuje litr potu, gaworzenie o tym tak nie zmorduje… Ale jednak wytknę. FB nie ma wpływu na styl opowiadania via mikrofony, nawet takich uwag nie przeczytają, ale co powiem, to powiem… Grochem o ścianę przyzwyczajeń…

Fakt, grali dobrze i efektownie. Nawet 5:0 nie byłoby grzechem wobec obrazu z boiska. Ale… czekam na powtórkę stylu, gdy rywal jest szybszy i „po prostu” więcej może niż mogli ci goście… Czekam w obudzonej nadziei…

Co jeszcze? Że wydało mi się, iż nadal widzę dwie drużyny. Tę – z Robertem, gdzie zauważam dyrygowanie, bardziej pobudzoną wyobraźnię i tę – bez kapitana, gdy jest na ławie – impet zachowany, ochota do ofensywnego grania – także, ale jakby zbrakło jakiejś farby do malowania ładnego obrazu… Błąd oka sprzed telewizora? Może…

Gramy (grają) dalej… A bramki wciąż dwie, zaś piłka jedna… Jak mawiał Pan Kazimierz… Kolejne mecze to opcja „sprawdzam”… Nadzieja się jakby przebudziła, już nie zaśnie…?

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com