Zbigniew Szczypiński: Konfrontacja?

28.10.2020

Rewolucja u drzwi?

Po czwartkowym orzeczeniu TK odczytanego przez mgr Julię Przyłębską – odkrycie towarzyskie roku Jarosława Kaczyńskiego – w Polsce zapiekliło się. Na ulice wielu (ponad stu) polskich miast, wielkich i małych wyszły tłumy wkur… ludzi, którzy jasno dali wyraz swojej niezgody na ten werdykt. Przez kilka dni, w tym niedzielę, protest nie gasł, protest przybierał na sile. W niedzielę, pod kilkoma kościołami doszło do przepychanek z broniącymi wstępu do kościołów grup rosłej i wytatuowanej młodzieży męskiej określającej się jako obrońcy wiary, z różańcami w dłoniach. To była polska młodzież z faszyzujących organizacji ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

To bardzo znamienne, warto to zapamiętać. Sojusz hierarchów polskiego kościoła katolickiego z faszystami – bo przecież nie wiernych – to stara tradycja. Widok tych dużych chłopców, przygotowanych raczej od bicia niż odmawiania różańca, stojących na schodach wiodących do świątyni i zrzucających z nich kobiety, które chciały wejść do kościoła, często swojego kościoła, aby wykrzyczeć swój gniew na urzędników pana boga, bo przecież nie na niego samego, to obrazki, które na długo zostaną w naszej pamięci.

Ale to było.

Dzisiaj, w środę, mamy ogólnopolski strajk kobiet. Jestem przekonany, że to będzie ogólnopolska akcja, widoczna w mediach polskich i zagranicznych. Tak ma być !

Wczoraj uczestniczyłem w obradach sejmu siedząc nie na sali a przed telewizorem. Było warto!

Skala konfliktu politycznego w sejmie dorównuje skali konfliktu społecznego na ulicach polskich miast. 460 „wybrańców narodu”, zamkniętych w różnych pomieszczeniach (Covid 19), demonstrujących swoje poparcie albo potępienie dla setek tysięcy demonstrantów maszerujących przez Polskę pokazywało, że to nie jest parlament, miejsce, gdzie się rozmawia, uciera stanowiska, wypracowuje rozwiązania prawne. Polski sejm coraz bardziej przypomina parlamenty innych krajów, w których siłę argumentu zastępuje argument siły. Jak dotąd jeszcze nikt się nie bije, te przepychanki to jednak wstęp do rękoczynów. Czekam, kiedy to się stanie, bo to, że tak się stanie nie podlega wątpliwości.

Wczoraj na sali sejmowej można było zobaczyć widok jak z kabaretu. Marszałek Terlecki, bo on tak ma, wezwał straż marszałkowską, tę samą, którą tak rozbudował i wyposażył nieodżałowany marszałek Kuchciński do obrony posła Kaczyńskiego.

Widok strażników sejmowych odgradzających podwójnym szpalerem posła Kaczyńskiego od posłanek i posłów opozycji – bezcenny!

Każdy, kto ma trochę doświadczenia z wydarzeniami, które wymykają się spod kontroli, czy na sali sejmowej, czy na hali fabryki wie, że taki widok, taka sytuacja dla szefa, dla przywódcy, dyrektora, prezesa oznacza jedno – to jego koniec. Po czymś takim nie ma już powrotu do tej roli, jaką się miało przed tym wydarzeniem. Chyba że się zrobi coś nowego, wejdzie na nowy, wyższy poziom działań.

I prezes tak właśnie zrobił. Jeszcze tego samego dnia, na internetowej stronie swojej partii wystąpił z oświadczeniem/orędziem/wezwaniem (niepotrzebne skreślić).

Jarosław Kaczyński, prezes PiS, ale też od niedawna wicepremier polskiego rządu odpowiadający w tym rządzie za bezpieczeństwo, mający kontrolę nad resortami siłowymi i wymiarem sprawiedliwości wystąpił na tle białoczerwonych flag z apelem, wezwaniem o… obronę kościoła. Kościoła, który, zdaniem prezesa, jest ostoją polskości, gwarantem moralności i czego tam chcecie. Prezes Kaczyński nazwał tysiące protestujących oszalałym lewactwem i ruską agenturą. Stwierdził, że orzeczenie Julii Przyłębskiej jest ostateczne i nikt i nic tego nie zmieni.

No to raz jeszcze na spokojnie.

Jarosław Kaczyński, występujący od niedawna w dwóch rolach, partyjnego szefa i wicepremiera polskiego rządu, w sytuacji kryzysowej, jaką niewątpliwie mamy, wystąpił nie jako wicepremier rządu a jako szef partii i zwrócił się do członków i sympatyków swojej partii, aby tworzyli oni oddziały obrony kościołów przed rozszalałym lewactwem. To jest wezwanie do wojny domowej, w której ONR i Młodzież Wszechpolska będzie biła demonstrujące kobiety przy aprobacie państwowej policji.

Zobaczymy czy tak będzie.

I na koniec coś na chłodno. Nie dajmy się zwieść, że Kaczyńskiemu chodzi o kościoły, że tak zaciekle broni życia poczętego, że stoi na straży katolickiej moralności. Nic z tych rzeczy. To tylko rekwizyty w walce o sprawę zasadniczą – o utrzymanie zdobytej władzy.

Prezes ma tylko jedną potrzebę – potrzebę posiadania i powiększania swojej władzy i związanej z nią korzyści i przywilejów. Nic innego się nie liczy, nie ma żadnego znaczenia.

Tak było — a po upokorzeniu na oczach wszystkich, jakim był widok prezesa wszystkich prezesów za podwójnym kordonem straży marszałkowskiej nie miał wyjścia. Zrobił co zrobił – wypowiedział wojnę własnemu narodowi.

I jeszcze jedno – to, że jako wicepremier nie skorzystał ze swojej premierowskiej władzy świadczy o tym, że ta funkcja jest dla niego balastem, czymś zbędnym. Swoją władzę postrzega wyłączeni jako polityczne przywództwo, a nie administracyjne możliwości.

I to jest słuszne podejście, jako wicepremier ma różne ograniczenia, procedury, może też zderzyć się z nieposłuszeństwem podległych mu służb. Władza polityczna jest czysta, nie podlega żadnym procedurom, jest osobista, jego – Jarosława Kaczyńskiego.

Mamy prosty scenariusz: rozpętać piekło i walki na ulicy, a potem wezwać służby – policję, żandarmerię wojskową a w końcu wojsko i przywrócić porządek.

Bo najważniejszy jest spokój i porządek.

A na końcu spokój wiekuisty.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com