Dariusz Wiśniewski: Kościół pod respiratorem

30.10.2020

Kościół w Polsce nie ma nic do powiedzenia strajkującym kobietom oprócz gróźb i wyzwisk.

Więc to już nie jest Kościół powszechny ani Kościół otwartych drzwi i ramion, co to przyjmuje każdego cierpiącego. Nie jest też miłosierny. Dzisiaj to Kościół ekskluzywny, klubowy, statutowy. Nie dla wszystkich.

Rozdział Kościoła od Państwa jest w Polsce koniecznością. To kwestia publicznego bezpieczeństwa. Oczywiście, PiS do tego rozdziału nie dopuści. Pozornie więc scenariusz irlandzki jest odległy. Ale postępująca desakralizacja Kościoła (wspólnoty, wiary i moralnego oblicza kleru) i wzrost nastrojów antyklerykalnych wskazują, że rola Kościoła w społeczeństwie jest podtrzymywana sztucznie; siłą pańszczyźnianej tradycji, mocą klątwy i zakazu, wizji piekła, a teraz nawet przy pomocy policji i faszystowskich bojówek.

Zamknięty na ludzkie potrzeby i cierpienia, skostniały i fundamentalistyczny, Kościół w Polsce wydaje się dzisiaj mały i słaby. I najważniejsze – pozbawiony autorytetu.

Olga Tokarczuk powiedziała, że tam, gdzie jest religia, pojawiają się cierpienie i łzy. Ale religia zmieszana z polityką przynosi jeszcze coś innego; wyklucza szeroki kompromis społeczny, a więc, między innymi, nie dopuszcza, aby mniejszości miały te same prawa, co wszyscy. Przynajmniej w sferze obyczajowości. A właśnie ten kompromis – ludzki, chrześcijański i zdroworozsądkowy – jest potrzebny nie tylko jako moralna powinność, ale również jako warunek harmonijnego rozwoju nowoczesnego społeczeństwa. I tego chcą młodzi ludzie, którzy dzisiaj wyszli na ulicę: życia bez napięć i swobodnego rozwoju.

Powstrzymywanie społeczeństwa przed zawarciem tego kompromisu prowadzi do ciągłych konfliktów. Oraz nienawiści. Tracimy czas i energię na wewnętrzne walki i nie posuwamy się do przodu. Nie jesteśmy – przypominają nam celowo – ani jednym narodem, ani jedną kulturą. A więc wojna. Której nikt tak naprawdę nie potrzebuje oprócz dyktatury stworzonej przez garstkę fanatyków i kilku butwiejących hierarchów.

Ucierpi nie tylko taca. Bo chyba nikt nie liczy na to, że po zakończonym strajku większość tych ludzi powróci do Kościoła. Byłby to kolejny cud nad Wisłą. Kościołowi zresztą już nie chodzi o tacę. Są możliwe poważniejsze konsekwencje. Polska może wstąpić na ścieżkę, która, tak jak to się wydarzyło w Irlandii, wiedzie do przyspieszonej ateizacji społeczeństwa i znacznego spadku roli Kościoła. Chrześcijaństwo – ktoś odkryje – jest możliwe bez świątyni, a dobrą nowinę można głosić bez pośrednictwa kleru.

Kościół nie jest potrzebny człowiekowi, aby ten czynił dobro.

A zatem wypowiedzenie posłuszeństwa. Druga Irlandia. Jeżeli tak się stanie, nie będzie to jakieś epokowe odkrycie i trudna do wyobrażenia rewolucja, a raczej moment olśnienia, poczucie doświadczonej prawdy, po którym przychodzą ulga i radość. Coś jak zburzenie muru berlińskiego.

Niech to się wreszcie stanie.

Wygrana Kościoła w sprawie aborcji jest więc pozorna i wkrótce obróci się przeciw tej wiekowej instytucji. Fanatycy, rzecz jasna, pozostaną z zepsutym Kościołem Jędraszewskiego, ale Godek nie zapełni wszystkich ławek w świątyniach. Odebranie kobiecie prawa do decydowania o własnym życiu i zdrowiu spowoduje wzrost antyklerykalizmu i spadek religijności – to, co powinno się wydarzyć w naszym kraju już dawno. To opóźnienie jest teraz nadrabiane.

Dopiero wtedy będziemy gotowi na Europę.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com