Andrzej Lewandowski: Personalia

20.11.2020

ECHA WYDARZEŃ: Pomeczowo

Grzegorz Lato. Kiedyś wspaniały napastnik, z czasem średni – tak zapamiętałem jakość kadencji – prezes PZPN. Po przegranym – 1:2 meczu z Holendrami, w Lidze Narodów. Co przesądziło o braku awansu, ale nie odebrało miejsca w tych elitarnych rozgrywkach. Zacytuję:

Gdyby trenerzy grali i decydowali o wszystkim, mistrzem świata byłaby Arabia Saudyjska. Kupiłaby sobie najlepszego szkoleniowca, zapłaciła mu worek pieniędzy i miałaby zagwarantowany sukces. Tak to niestety nie działa, potrzeba jeszcze wykonawców. Epidemia sprawiła, że ci, którzy mają szerokie kadry i duży wybór wśród dobrych piłkarzy, radzą sobie lepiej. My takiego komfortu nie posiadamy. Są też jednak inne problemy. Coś w zespole szwankuje. Gdy oglądałem mecz z Włochami, miałem wrażenie, że każdy gra pod siebie. Było widać wzajemne pretensje, a potem jeszcze słyszałem, że w reprezentacji tworzą się grupy. Podziały psują, drużyna musi być jednością…

ZGODA, dawny mistrzu pradawnego (bo jednak minęły pokolenia sportowe) boiska…

Potem trochę rozwinę. Wcześniej jeszcze – dla uśmiechu – kolportowany przez sieć żarcik pana Grzesia po fatalnym meczu przeciw Włochom. „Czy drużyna, w której pan grał miałaby jakieś szanse w spotkaniu z dzisiejszą…? –Wygralibyśmy 1:0… 1:0? Nie więcej, przecież jesteśmy po siedemdziesiątce…”

Holendrzy wygrali, bo byli lepsi. W wyszkoleniu, szybkości, opanowaniu piłki oraz nerwów. Tak długo przegrywali, że nerwy mogły się napiąć, a oni – spoko, jak dziś mawiają młodzi… I inaczej niż Włosi, tamci lubili atakować skrzydłami i stosować tzw. dośrodkowania; „tulipaniarze” pokochali długie, prostopadłe podania… Z którymi – czas dodać – obecna nasza linia obronna jednak długo nieźle sobie radziła.

Można było gości ograć? Pewnie – tak, ale wcześniej by trzeba ich zniechęcić do myślenia o własnej ofensywie, a to może łatwe w pomyśle, trudne było w wykonaniu. Zwłaszcza pod koniec, gdy własne siły się wykruszyły…

Punktów nie ma, ale styl porażki nie boli. Z Włochami – tak zabolało, że się aż tzw. generalia naszej piłki zatrzęsły. Przy Holendrach było inaczej. Personalnie, jakościowo; wiatr ducha walki jakby wiał w dobrą stronę, nie walił tylko po oczach.

Widziałem coś – z bardzo dowolnie cytowanej doktryny – pradawnego biskupa Sebastiana Kneipa. O wspomaganiu leczenia wodą, m.in. kąpielami przemiennymi. Woda, lodowata, potem gorąca. We Włoszech był bardzo zimny prysznic, przy Holendrach jednak cieplej…

Co kanty wrażeń łagodzi, ale przecież ogólnego obrazu za jednym zamachem nie zmienia. Do prawa mocarstwowego myślenia naszemu futbolowi wciąż daleko. Mamy zamożny PZPN, niektóre kluby może lepiej sytuowane niż wynika to z ich sportowej klasy, a reprezentacyjnym graniem wyłącznie na zasadzie zbiórek kilkunastu tuzów zarabiających na dostatnie życie w klubach zagranicznych – prawdziwie światowego boiska trwale nie podbijemy.

Niezależnie od tego, kto selekcjonerem – tu wracam do tezy Pana Grzegorza…

Znaleźć i zaangażować trenera, który z sobą wniesie gwarancję z rękojmią oraz wykona tak określone zadanie – to utopia. Zawsze można wybrać lepiej lub gorzej, mądrzej lub głupiej – można, ale… na boisku gra nie trener!

Kto zapomniał – temu przypomnę, że nawet powszechnie (i słusznie) wielbiony Pan Kazimierz – wzorzec znawcy sztuki oraz dobrotliwości, po Igrzyskach w Montrealu (a jednak było srebro!) ocenił, że… I pojechał do Grecji… Tyle że On sam zdecydował, nie media, nie głosy (bądź wymowne milczenie) na konferencjach prasowych.

Kropka. Choć wiem, że dla dyskusji nie meta. Engel, Strejlau, Benhakker, Smuda, Janas, Fornalik, Nawałka i podobni też to przeżywali… Taka jest piłka i MY tacy jesteśmy…

Za 2 lata mają być w Krakowie europejskie Igrzyska Olimpijskie. Kiedyś region aspirował do światowo – zimowych, ale nie wyszło. W głosowaniach, a także, gdy zaczęto – przypóźno – chęci przymierzać do opinii mieszkańców. Ale to historia, tu o przyszłości.

Takie imprezy to wynik harmonijnych działań organizacji ruchu olimpijskiego (u nas – PKOl i zespoły z nim związane – przez skład zarządu itp.), „góra” administracji Państwa, plus samorząd regionu.

Rząd już złożył deklarację – odpowiada wicepremier Jacek Sasin. Będzie nawet miał do dyspozycji stosowne biuro…

Pojawił się w ten sposób nowy, kolejny adres dla sportu jako interesanta. Dla mnie – bezsens, przewaga formy nad racjonalnością. Mnożenie bytów, nie logika. Nie wicepremier, który jest dla „sportu” metrykalnym współojcem, nie Narodowe Centrum – ramię samego premiera, lecz jeszcze jeden pan wice… Wyjdzie lepiej niż z wyborami przez pocztę?…

Zamiast puenty. Wyszedł wpis jakiś trochę dziwny. W dużej mierze – o personaliach, a nie o medalach z rekordami. Sorry, takie jest życie. Taki mamy SPORT, nie tylko za sprawą wirusa.

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com