Ernest Skalski: About Russia with love

25.11.2020

Katedra i rzeka Moskwa w Rosji

Rosja wraca do rodziny narodów cywilizowanych, a także Z wroga Zachodu Rosja powinna przekształcić się w pełnowartościowego i równoprawnego partnera. To najważniejszy cel naszej polityki zagranicznej.

Jedno i drugie powiedział Putin w roku 2002. Pierwsza wypowiedź, w maju, przy podpisaniu, w bazie lotniczej koło Rzymu, deklaracji o współpracy z NATO. Druga, w czerwcu, podczas konferencji prasowej na Kremlu.

A w kwietniu 2005 roku, w dorocznym orędziu o stanie państwa, wygłoszonym przed Zgromadzeniem Federalnym Rosji, czyli połączonymi izbami parlamentu, Radą Federacji i Dumą Państwową, znalazło się pamiętne: „Największą katastrofą geopolityczną XX wieku był rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku”

I tamże: „Rosja sama zdecyduje, w jakim tempie i na jakich warunkach będzie rozwijać demokrację, zgodnie z naszą historią, geopolitycznymi uwarunkowaniami i innymi czynnikami, które wzięte pod uwagę zagwarantują podstawy demokracji”.

Żeby choć na chwilę oderwać się od naszej kotłowaniny: Kaczyński, Ziobro, opozycja, Unia etc., przypomnienie o dominium Putina. Artykuł, do którego dopisałem posłowie;

Lilia Szewcowa: Europa zaczyna rozmontowywać branżę rosyjskich biznesów w sferze międzynarodowej

Rosja potrzebuje Europy jak powietrza. Europa jest dla niej źródłem dochodów i dostawcą nowoczesnych technologii. Jest domem dla rosyjskiej klasy rządzącej, która wspólnie z zachodnimi lobbystami stworzyła mechanizmy prywatyzacji zysków z eksploatacji zasobów naturalnych kraju.

Dla Rosji zawsze najważniejsze były Niemcy. Umowa „gaz w zamian za rury i pieniądze”, zawarta przez Kreml z NRF w 1970 roku, pozwoliła ZSRR stać się mocarstwem energetycznym. Moskwa wykorzystała ją lepiej niż jej zachodni partnerzy. Niemcy łudzili się, że współpraca gospodarcza przyczyni się do transformacji Rosji. Nic z tego nie wyszło. Spróbowali powtórzyć ten eksperyment, proponując państwu Putina „partnerstwo dla modernizacji”. I znowu kompletna porażka.

Angela Merkel długo wierzyła, że z Kremlem trzeba rozmawiać i że dialog jest drogą do wzajemnego zrozumienia. W maju 2020 kanclerz Niemiec straciła wreszcie cierpliwość i oświadczyła, że „Rosja realizuje strategię wojny hybrydowej”.

Ideę przygarnięcia Rosji do piersi przejął prezydent Francji Emmanuel Macron. Jednak przerażony tragedią Nawalnego, zrobił coś, czego nie odważył się uczynić żaden inny zachodni przywódca. Postawił Kremlowi ultimatum z żądaniem „rzucenia światła” na próbę otrucia Aleksieja Nawalnego. „Trzeba wyjaśnić tę sprawę szybko i gruntownie, ponieważ musimy stawiać nieprzekraczalne granice” oświadczył Macron, zrywając z francuską tradycją szczególnej przyjaźni z Moskwą.

Zapytacie, czy niezdecydowana Europa zdoła adekwatnie odpowiedzieć Rosji? Przecież już wcześniej wiele razy się oburzała. Ale potem zawsze powracała do prób „zrozumienia” Moskwy, ściągając na siebie podejrzenie o polityczny masochizm.

Jednak Kreml popełni błąd, jeśli zignoruje ostry ton ostatnich rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie Rosji i Białorusi.

Europa zaczęła sobie uświadamiać, że jej miękka polityka wobec Rosji przynosi większe szkody niż zyski. Podszyta strachem niechęć do sprowokowania agresywnej reakcji Moskwy ustępuje lękowi przed wewnętrznym rozkładem. Europa zaczyna rozmontowywać branżę rosyjskich biznesów w sferze międzynarodowej.

W efekcie walki z praniem brudnych pieniędzy Londyn przestał być rajem dla rosyjskiej elity. Zawsze dotąd usłużny Cypr, zebrał się na odwagę i odbiera „złote paszporty”. To samo rozważa Malta.

Śledztwa poważnie odbiły się na reputacji solidnych banków w Austrii, Niemczech, Holandii i Skandynawii (w tym Danske Bank, Swedban, SEB, Deutsche Bank, Raiffeisen Bank), którym zarzucono wypranie setek miliardów rosyjskich brudnych pieniędzy.

Wszyscy zamarli i czekają z napięciem, kiedy i w jaki sposób Unia Europejska i Wielka Brytania przystąpią do realizowania piątej dyrektywy unijnej, likwidującej anonimowość rachunków bankowych. Jej działanie rozciąga się na wszystkich, poczynając od księgowych, którzy zajmują się finansami osób, budzących podejrzenia.

Rynek dzieł sztuki, popularne narzędzie prania rosyjskich kapitałów, długo bronił się przed wprowadzeniem nowych uregulowań prawnych. Od teraz europejskie domy aukcyjne mają obowiązek ustalania tożsamości nabywców, dokonujących wysokich transakcji.

Uwaga regulatorów europejskich rynków finansowych skupi się przede wszystkim na „osobach eksponowanych politycznie” (politically exposed persons) czyli politykach, ich krewnych i bliskich.

Europa odpowiada na rzucone przez Rosję wyzwanie samooczyszczeniem i walką z enablers – ludźmi, ułatwiającymi rosyjskiej elicie integrowanie się z europejskim społeczeństwem.

Jeśli nawet Europejczycy okażą opieszałość we wprowadzaniu w życie nowych uregulowań, Amerykanie są już do tego gotowi. Potężnej wrzawy należy się też spodziewać ze strony niezależnych konsorcjów dziennikarskich (takich jak Organized Crime and Corruption Project) i Transparent International, które wzięły się na poważnie do badania przepływów brudnych pieniędzy.

Ironia losu polega na tym, że rozpoczęty przez Europę proces samooczyszczania pokrywa się z oczekiwaniami prezydenta Putina, który zażądał wprowadzenia „pełnego zakazu sprawowania funkcji rządowych przez osoby z zagranicznym obywatelstwem, poddaństwem albo pozwoleniem na pobyt lub posiadające rachunki i lokaty w zagranicznych bankach i instytucjach finansowych”. Ciekawe, jak nasi urzędnicy państwowi przyjmą taką dyskryminację: inni mogą mieć „zapasowy spadochron”, a my nie!

Pragmatyzm już nie przeszkadza Europie w sformułowaniu odpowiedzi na przemoc na Białorusi i zamach na Nawalnego.

Bruksela nie tylko nie uznała Łukaszenki za prawowitego prezydenta, lecz, co więcej, ogłosiła, że uważa Radę Koordynacyjną za „tymczasową reprezentację narodu, który domaga się demokratycznych zmian w Białorusi”. Teraz Rosji znacznie trudniej będzie kontrolować wymianę władz w Białorusi z pominięciem Rady Koordynacyjnej.

Europa zaczęła mówić o „hybrydowej ingerencji” Rosji w wewnętrzne sprawy Białorusi. Nie zdziwmy się, jeśli ci, którzy w tym uczestniczą (łącznie z gwiazdami rosyjskiego popu), znajdą się na liście objętych sankcjami.

„»Nie« dla ingerencji i »nie« dla zbrodniczego milczenia” rzucił wyzwanie Putinowi prezydent Macron, mówiąc o sytuacji na Białorusi.

Europejscy dyplomaci zajęli stanowiska obronne w mieszkaniu noblistki Swietłany Aleksijewicz i nie dopuścili do jej aresztowania.

„Czynnik Nawalnego” zmusił Europę nie tylko do domagania się wyjaśnień w sprawie bojowej substancji trującej, która krąży sobie po Rosji, lecz także do zastanowienia się nad własnym bezpieczeństwem.

„Dlaczego Kreml nie chce się zgodzić choćby na pokazowe śledztwo?!” – pytają europejscy stronnicy Kremla, zdając sobie sprawę, że stanowisko Rosji psuje im reputację.

Europa wciąż jeszcze pozostaje rosyjskim zasobem. Ale Rosja robi wszystko, by Europa uznała ją za zagrożenie. Przed Białorusią i Nawalnym zaledwie 31% Europejczyków deklarowało przychylny stosunek do Rosji (12% Szwedów, 23% Holendrów, 26% Brytyjczyków, 35% Niemców, 33% Francuzów). 27% Europejczyków ufało Putinowi. Możemy się tylko domyślać, jak te liczby wyglądają dzisiaj.

Nie da się już dłużej mówić, jak to mieliśmy w zwyczaju, do diabła z nią, Europą, zaraz zapomni. Nie zapomni.

Czas pomyśleć o nowej epoce. Zewnętrzny zasób rosyjskiej władzy, polegający na wykorzystywaniu Europy w charakterze „klamry” systemu, jest bliski wyczerpania.

Nie wiemy jeszcze, kiedy przebudzi się gospodarczy olbrzym, który postanowił być politycznym karłem. Ale nie ulega wątpliwości, że dzięki Rosji, zaczyna się budzić. Kreml nie pozostawił Europie wyboru, zmusił ją, by wyszła z kąta i przypomniała sobie o swoich genach.

Rosja straciła Europę. W każdym straciła razie jej zaufanie. A jaki konkretnie znajdzie to wyraz, dopiero się okaże.

Lilia Szewcowa

A cake with candles

Posłowie:

Prawie dwadzieścia lat temu omawiałem w Gazecie Wyborczej książkę Lilii Szewcowej „Putin’s Russia” i książkę Dmitrija Trienina „The End of Eurasia”. Oboje są politologami z moskiewskiego centrum amerykańskiej fundacji Carnegie (Carnegie Endowment for International Peace). Omawiane książki obojga łączyły się tematycznie ze sobą.

Trienin wkrótce po 11 września 2001 opisywał i uzasadniał prozachodnią wówczas politykę Putina. Wielowiekowy dogmat założycielski Księstwa Moskiewskiego, Carstwa Moskiewskiego, Imperium Rosyjskiego, ZSRR, dyktował euroazjatycką politykę. Polegała na opanowywaniu obszarów Azji na wschodzie i na południu, w celu tworzenia obszaru warownego i bazy wypadowej. Na zachód, ale i w innych kierunkach. Na przełomie wieków nie miała już ona sensu.

Rosję od wschodu, pokojowo i po przyjacielsku, krok po kroku anektowały Chiny i nadal w tym czynią postępy. Historyczne role ZSRR i ChRL z czasów Stalina i Mao, dzisiaj są już odwrócone.

Na południu – pokazywał Trienin – Rosja ma niespokojny i niebezpieczny świat Islamu, kłopotliwy i agresywny. A z nieudanej interwencji w Afganistanie powinna była wyciągnąć wnioski, że lepiej się jest od tego obszaru odgrodzić i w nic się tam nie mieszać. Putin nie korzysta z tej rady. Miesza się. Rosja nie ma tam, żadnych realnych interesów, ale interesy Putina w Rosji polegają na pokazaniu, że jest ona mocarstwem uczestniczącym w międzynarodowej polityce.

Wtedy jednak, dwie dekady temu, Trienin pokazał, że tylko Zachód w niczym postradzieckiej Rosji nie zagraża. A tylko odeń może ona oczekiwać wsparcia. Nowoczesne inwestycje, technologia i nauka, kredyty, otwarcie na świat, udział w projektach cywilizacyjnych. Potwierdza to w powyższym artykule Szewcowa.

Putin może to wówczas rozumiał i wyciągał wnioski. Deklarował uznanie dla zachodnich wartości oraz gotowość współpracy, co udowadniał, ułatwiając Ameryce rozprawę z Al Kaidą.

W tym czasie Szewcowa w swojej książce pokazywała Rosję, znajdującą się w momencie wyboru, po zamieszaniu lat dziewięćdziesiątych. Społeczeństwo nie przejawiało aktywności. Było wszakże w stanie zaakceptować standardy nowoczesnego, demokratycznego państwa z gospodarką rynkową. Ale mogło też – dowodziła – inercyjnie pozostawać w odgórnie zarządzanym, postfeudalnym biurokratycznym systemie. Tkwiąc w nim jeszcze, pozostawiało władzy dokonanie wyboru, a ta wybrała jak wybrała.

Kiedy wychodziła „Putin’s Russia”, nie było jeszcze wiadomo jaki ten wybór będzie. Autorka też jeszcze nie wiedziała, uważając, że szanse wte-wefte są wyrównane.

Po paru latach, kiedy już nie było wątpliwości, jaki ten wybór jest: w polityce wewnętrznej i w zależnej od niej – zagranicznej, chciałem porozmawiać o tym z autorami. W pewnym odstępie czasu spotkałem się z obojgiem w Warszawie, ale w konferencyjnej atmosferze nie było warunków do spokojnej rozmowy. Miałem przyjechać na poświęconą temu tematowi sesję w fundacji Carnegie, w Moskwie.

Gdy przyjechałem, Putin akurat realizował program „Krym nasz”, buntował Donbas i próbował tego samego na innych terenach Ukrainy. Trienin i Szewcowa kursowali między Moskwę i Kijowem, szansy na sesję i na rozmowę nie było żadnej.

Wcześniej, w roku 2010, Szewcowa wydała książkę „Odinokaja dierżawa, (samotne mocarstwo), dlaczego Rosja nie stała się Zachodem i dlaczego Rosji tak trudno idzie z Zachodem”. Do mnie trafiła ta książka całkiem niedawno i nie znalazłem w niej odpowiedzi na jedno nurtujące mnie pytanie. Odpowiedziałem sobie sam. I nawet napisałem o tym w Studiu Opinii, o ile dobrze pamiętam. Nie pamiętam natomiast daty i tytułu tej publikacji, a nie chciało mi się jej szukać. Piszę więc jeszcze raz.

Putin Władimir Władimirowicz, czyli rola jednostki w historii. Gdyby prawie dwie dekady temu, korzystając danej mu przez historię szansy wyboru, postawił na demokrację i na Zachód, byłby prezydentem przez dwie kadencje. Nie miałby możliwości, aby zrobić w roku 2008 szacher-macher, zamieniając się na jedną kadencję stanowiskami z premierem Miedwiediewem i nie oddając ani na chwilę faktycznej władzy.

Jako prawdziwie demokratyczny prezydent byłby najważniejszy w kraju, jednym z najważniejszych polityków świecie, ale miałby na karku prawdziwą opozycję w Dumie i społeczeństwie, krytyczne duże i popularne media. Nie za bardzo mógłby się bogacić, narażony na kontrolę. A po 2008 roku byłby byłym prezydentem, zapraszanym na ważne spotkania i na dobrze płatne prelekcje. Ale jakby się to miało do tych dziesiątków (?) miliardów dolarów, które zgromadził?

Nie miałby tłumu dworaków wokół siebie, prężących się gwardzistów, dyspozycyjnych rezydencji, samolotów i helikopterów, nie mówiąc już o kolumnach samochodów, pędzących ze wściekłą szybkością, po pustych i obstawionych zbrojną ochroną, drogach. Trudno się od czegoś takiego odwyka i łatwo można wówczas samemu siebie przekonać, że jest się potrzebnym swojemu narodowi i światu tak długo jak organizm wydoli.

Nie mówiąc już o perspektywie, podobnej do tej, która czeka Netanjahu po opuszczeniu urzędu. Dochodzenie, sąd, kara. Byłoby za co.

Oczywiście wybór Putina był również wyborem jego kamaryli, rzesz siłowików, sprytnych karierowiczów na każdym miejscu, oligarchów, którzy uznali, że konfitury są tylko przy nim i że warto dorzucić do tego interesu parę rubelków.

A naród, jak pisała na progu XXI wieku Lilia Szewcowa zdawał się na wybór naczalstwa. „Im tam na wierchu widnieje”

Znany w świecie „prawozaszczitnik”, obrońca prawa, Siergiej Kowaliow, w roku 2001: „Nie mogę sobie wyobrazić ani jednej barbarzyńskiej idei, której nasze społeczeństwo z zadowoleniem by nie poparło. Oprócz tradycji zawdzięczamy to także perfekcyjnej działalności naszych specjalistów od technologii politycznych. Działają bezwstydnie i z bezgranicznym cynizmem” No i mamy co mamy.

„Nie ma społeczeństwa, jest ludność.” Początkowo, Jurij Afanasiew, mój kolega z roku na historii MGU (Moskiewski Państwowy Uniwersytet) mawiał to przy kielichu. Był wtedy, w momencie likwidacji ZSRR i w latach dziewięćdziesiątych jednym z grupy czołowych polityków, „ojców rosyjskiej demokracji”. Założył Uniwersytet Historyczny, którego został rektorem. Nie mógł sobie pozwalać na takie obrazoburcze wypowiedzi. Gdy już został tylko pisarzem i publicystą, publikował co myślał o swoich rodakach.

Przy rzadkich spotkaniach próbowałem, ze średnim przekonaniem, oponować. Przestałem.


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com