Stanisław Obirek: Jak zrozumieć 75 milionów zwolenników Donalda Trumpa

12.01.2021

Od 6 stycznia Ameryka już nie jest taka sama. Wiadomo, że i tam może się przydarzyć szturm jak na Pałac Zimowy w Rosji. Na razie szturmujący sami się sobie dziwią i wielu z nich żałuje, że wzięło udział w tym barbarzyńskim akcie wandalizmu i kpiny z demokracji. Donald Trump chyba sam nie wie, co ma o tym myśleć, bo wysłał już tak wiele sprzecznych sygnałów, że nie sposób pojąć co on tak naprawdę myśli lub nie myśli.

Przyznaję, że zarówno dojście do władzy, jak i polityka prezydenta Trumpa przez cztery lata jego prezydentury to był dla mnie ciąg zaskoczeń i nieustannie intrygowały mnie jej irracjonalne źródła. Już przez wielu zapomniany Steve Bannon, główny architekt jego zwycięskiej kampanii prezydenckiej był tylko jednym z wielu i być może nawet nie najważniejszym strategiem mijającej w bólach prezydentury.

Owszem to człowiek najbardziej wyrazisty i pewnie wyjątkowo skrajny w swoich opiniach. Ale też będący reprezentantem pokolenia, które na własnej skórze odczuło konsekwencje kryzysów ekonomicznych początku XXI wieku. Owszem to właśnie Bannon potrafił połączyć ekonomiczną frustrację z kulturową wściekłością. Niezwykle istotne okazały się też skrajnie prawicowe platformy jak Breitbart News Network czy sprzyjające do końca prezydentury Trumpowi Fox News. Jednak szczególną rolę odegrały media społecznościowe, które Trump potrafił wykorzystać do szerzenia swoich paranoicznych obsesji. Jednym z najskuteczniejszych środków perswazji było kłamstwo, a szczególnie to największe o sfałszowanych wyborach.

O tym od lat pisuje Thomas Frank, zastanawiając się nad przyczynami powodzenia radykalnej, rasistowskiej i ksenofobicznej retoryki niektórych przedstawicieli partii Republikańskiej, zwłaszcza jej agresywnego skrzydła tzw. Tea Party. Jego książka Co z tym Kansas? czyli Opowieść o tym, jak konserwatyści zdobyli serce Ameryki Powinna być obowiązkową lekturą dla każdego, kto chce zrozumieć siłę populistycznej demagogii.

Oczywiście wspomniany wyżej Bannon wcale nie wyczerpuje ideologicznego zaplecza administracji Donalda Trumpa. Dosłownie na naszych oczach wyrosło nowe pokolenie, które swoją bezkompromisowością może nawet przewyższa pokolenie Bannona i Trumpa. Ich twarzą stał się urodzony w 1985 roku Stephen Miller, również bliski współpracownik Trumpa. To on był autorem inauguracyjnej mowy Trumpa. To on właśnie pod koniec tej prezydentury najgłośniej i najczęściej, jako rzecznik Białego Domu, mówił o sfałszowanych wyborach. Nie jest to takie zaskakujące, bo już od czasów studenckich nie krył swoich radykalnych poglądów, które z czasem tylko się wyostrzały. Dzisiaj to on uosabia nową wiarę w „wielkość Ameryki”, która dla podobnie myślących jest oczywiście „first”.

Równie ciekawy, a może najciekawszy z tej trójki jest senator Josh Hawley urodzony w 1979 roku, którego kariera polityczna stała się punktem wyjścia do ciekawego artykułu opublikowanego 11 stycznia w New York Times pod znamiennym tytułem „Korzenie gniewu Josha Haveleya. Dlaczego tak wielu republikanów wypowiedziało wojnę zarówno prawdzie, jak i demokracji?” No właśnie dlaczego? Jego autorka Katherine Stewart od lat zajmuje się radykalną prawicą i jest autorką kilku książek poświęconej tej tematyce.

Przywołam pierwszy akapit artykułu, który znakomicie tłumaczy enigmę poparcia dla idei, które wywracają do góry nogami cały porządek demokratyczny. Otóż zdaniem Stewart:

W dzisiejszej Partii Republikańskiej droga do władzy jest zbudowana na kłamstwach w celu obalenia demokracji. Przynajmniej tak mówił nam senator Josh Hawley, gdy salutował zaciśniętą pięścią tłumowi zwolenników Trumpa, zanim splądrowali Kapitol, i jest to ta sama wiadomość, którą przekazał w Senacie w następstwie ataku, kiedy podwoił kłamstwa o oszustwach wyborczych, które w pierwszej kolejności podżegały do powstania. Jak doszliśmy do punktu, w którym jedna z młodych, jasnych gwiazd Partii Republikańskiej wydaje się w stanie wojny zarówno z prawdą, jak i demokracją?”

Katherine Stewart obficie cytuje elokwentnego senatora, który jest zwolennikiem ni mniej, ni więcej tylko totalnej władzy Jezusa na ziemi, któremu powinno być wszystko podporządkowane, w tym również polityka. Jakbym słyszał Jana Pawła II, który zwykł mawiać, że bez Chrystusa nie można zrozumieć ani człowieka, ani historii Polski. W każdym razie Josh Hawley nie jest katolikiem, tylko gorliwym członkiem ruchu ewangelikalnego, którego wpływ na politykę jest coraz większy. Być może spektakularne i odbywające się w atmosferze skandalu odejście Trumpa zwróci większą uwagę na chrześcijański fundamentalizm religijny, który podmywa podstawy demokracji amerykańskiej.

Tak więc mityczna liczba 75 milionów głosujących na Trumpa to armia ludzi, których poglądy wcale nie tak bardzo różnią się od tych, jakie przez cztery lata z okładem wygłaszał ich idol.

Czy jest to wynik przebywania w komfortowej bańce informacyjnej i brak kontaktu z rzeczywistością? Na tak postawione pytanie jestem gotów odpowiedzieć twierdząco, choć wiem, że nie tylko nikogo z tych 75 milionów nie przekonam, ale usłyszę dokładnie tę samą ocenę mojego stanowiska.

Jednak to nie są dwie symetryczne opinie. Za jedną stoi paranoik, a za drugą chłodna analiza rzeczywistości. Pomocną dla chętnych może być esej profesor International Affairs w The New School w Nowym Jorku, Niny Chruszczowej, wnuczki Nikity, która 7 stycznia w Project Syndacate ciekawie opisała „Dziesięć godzin, które wstrząsnęły Ameryką”. W opisie Chruszczowej można odczytać również echa podobnych godzin szturmu na Pałac Zimowy. Pokazuje proces, który doprowadził do wielkiego kłamstwa o sfałszowanych wyborach. To lektura obowiązkowa dla 75 milionów entuzjastów prezydenta, któremu tak trudno akceptować reguły, dzięki którym został prezydentem.

Jeden fragment wydaje mi się wyjątkowo celnie tłumaczy przyczyny tak szerokiego poparcia dla Trumpa. Pisze Chruszczowa:

W końcu smutny spektakl na Kapitolu był również podporządkowany republikańskim ustawodawcom, takim jak senatorowie Ted Cruz z Teksasu, Josh Hawley z Missouri i prawie trzy czwarte republikańskiego klubu w Izbie Reprezentantów. Wszyscy otwarcie zasygnalizowali zamiar sprzeciwienia się głosowaniu, które zostało już należycie poświadczone przez rządy stanowe. Potwierdzając paranoiczne teorie spiskowe o „oszukiwaniu wyborców”, to właśnie oni dali Trumpowi — prawdziwemu tchórzowi w każdej innej sytuacji — brawurę, by wbić się w wyjący tłum.

Nie sposób odmówić jej racji.

Przypomnieć się godzi, że na Hitlera głosowało 10 milionów ludzi już w 33’, potem zwolenników tylko przybywało. Na Stalina nikt nie musiał głosować, on po prostu jednych zastraszył, innych wymordował. Trump używa podobnych metod, choć USA to nie faszystowskie Niemcy ani bolszewicka Rosja. Przynajmniej jak do tej pory.

Więc jest nadzieja, że demokracja przetrwa nawet jego największe szaleństwa.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Ostatnie artykuły Autora

6 najnowszych

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com