Andrzej Lewandowski: Ryszard Wielki

15.01.2021

ECHA WYDARZEŃ: „Echa” rzadko służą budowaniu pomników. Ale przecież wyjątki tylko gruntują reguły…

Ryszard Szurkowski miał 75 urodziny.

Jeszcze nie „80”, podobno upoważniająca do szybkiego szczepienia antycovidowego (podobno, bo ministerialna elektronika i rządowe słowa jeszcze się rozbiegają z życiem), ale trzy ćwiartki Pana Ryszarda to już piedestał pod pomnik.

Dziś Pan Ryszard walczy nie na niwie sportowej, ale walczy o siebie. Dając przykład uporu, optymizmu, wytrwałości. Teraz nie są to uśmiechy zwycięzcy kolejnej rowerowej batalii, lecz jakby upewnianie świata i siebie, że wciąż jest wola wygrania z życiowym pechem. Po owej kraksie w wyścigu weteranów, która przyniosła ból, cierpienie i lata ciężkiej walki o odzyskanie sprawności.

„Żebym chociaż na trzykołowy rower mógł wsiąść…” Cały mistrz, z humorem, choć wciąż pewnie przecież obolały…

Bez dyskusji – jeden z herosów sportu. Od dawna i trwale. Wedle rejestru zawodniczych zdobyczy, a także walorów osobistych, bez których nie byłoby mistrzostwa.

Listy przewag na szosie w szczegółach nie cytuję. „Echa” nie kronika dokumentacyjna… Szosowiec, trener, prezes…

Karierę zaczął dość późno, ale ileż wspaniałych dokonań! Seryjny zwycięzca Wyścigów Pokoju. Tą drogą „dojechał” (z całym naszym kolarstwem) do mistrzostwa świata i medali olimpijskich…

Jak kiedyś Wiktor Kapitonow (po Wyścigu – mistrz igrzysk), czy Gustaw Adolf Schur (mistrz świata, ale w stylu jeszcze lepiej widocznym, bo właśnie „seryjnie”. Co start – to faworyt, a bardzo często właśnie jeszcze zwycięzca.

Kolarz uniwersalny. Chytry w finiszowych rozgrywkach; szybki – gdy trzeba było się sprawdzać w czasówce, wytrwały w górach. Kompletny, jak zwykli mówić komentatorzy.

Świetny w solówkach, ale też znakomicie zorganizowany, gdy brał udział w „grze zespołowej”. To w kolarstwie normalne, ale nie takie proste – przecież każdy ma swoje ambicje, aspiracje i poświęcenie tego interesowi „asa atutowego” wymaga porozumienia innego rodzaju. Musiał Pan Ryszard mieć też umiejętność przekonywania i jakby liderowania mentalnego. Tego trenerskim ani prezesowskim postanowieniem się nie osiągnie…

Zapisał wiele pozycji w kronikach, napisali o Nim książki. Krzyś Wyrzykowski, Marek Jóźwik. Na markowej (ekspłotkarz – olimpijczyk, kolega redakcyjny, w książce mnie trącił bez sympatii, ale z czasem mu przeszło, więc nie zauważam) Pan Ryszard napisał mi dedykację: „Byłeś przy tym”… Fakt, byłem i dobrze pamiętam, jak jeździł (z kolegami) i błyszczał…

Nie zapomniałem też trzech obrazów z powyższym jakoś powiązanych.

* Pierwszy – to rozterki związane z Wyścigiem, którego miejscem startowym był Kijów, a dymił oraz groził światu Czarnobyl. Pan Ryszard był wtedy trenerem, posłem i… nieco starszym kolegą swoich podopiecznych. Musiał dzielić ich wątpliwości i… nie być nielojalnym wobec owego „panie pośle”… Łatwo nie miał, ale … dał radę…

* Drugi – gdy (pamięć coś jakby podpowiadała) w moskiewskiej próbie przedolimpijskiej – na piekielnie trudnej trasie wytyczonej i zbudowanej wedle projektu Kapitonowa, coś Panu Ryszardowi poszło nie po myśli… Ale uwagi w głowie zostały…

W roku 1985, gdy trener Szurkowski dowodził wyścigowo-pokojową drużyną triumfatorem na Kryłatskoje został Lech Piasecki, drugie miejsce zajął Andrzej Mierzejewski a blisko podium był jeszcze Marek Leśniewski

* Trzeci – to tłum ludzi na rynku w Żywcu. To był Wyścig Pokoju, któremu dyrektorował Ryszard Szurkowski. On, śladem Doleżela jednego z dawnych asów Wyścigu ze strony południowego sąsiada, postanowił utrzymać imprezę, nad którą inni już postawili krzyżyk – bo „ideowo im nie pasowała”…

Pan Ryszard, wraz nim koledzy – partnerzy z dawnej elity dali piękny dowód lojalności tradycji, którą współtworzyli… Niestety, tonu nie podchwycono, a byłby dziś wyścig jak Tour, Giro, Vuelta… Na miarę tego, jak dawny Pan Ryszard, kolarz–amator wedle ówczesnych pojęć (sztucznych, ale obowiązujących, bo Karta Olimpijska ze swoim paragrafem 26 stała na straży przestarzałych reguł), już umiał popędzić kota arcymistrzowi profesjonałów – Mercxowi…

Dzięki – Panie Ryszardzie! Powodzenia w tym najtrudniejszym z wyścigów!

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com