Andrzej Lewandowski: Stały fragment?

18.01.2021

ECHA WYDARZEŃ: Jakoś doczekam do czwartku, ale dziwię się już w poniedziałek. Strona internetowa PZPN przyniosła wieść, że Jerzy Brzęczek przestał być trenerem i szefem reprezentacji Polski.

Prezes Zbigniew Boniek właśnie dopiero na czwartek zapowiedział konferencję prasową, podczas której ma powiedzieć – co, jak, dlaczego, po co, kto zamiast i tak dalej.

Dziś tak kochający szybkie „tłitowanie” prezes odpowiada tylko portalom, że go serce boli… Ani cienia komentarza, najwyżej coś, co biorę za zaskoczenie. Przecież tenże prezes, reagując na różne sugestie i przytyki tyle razy podtrzymywał publicznie swój kredyt zaufania dla trenera, że – co dziś, jest sensacją i zaskoczeniem.

Co za tym stoi, kto za tym stoi – tak by kiedyś pytano… Decyzja osobista, impuls zewnętrzny, pogorszenie nastroju w zespole, a może jeszcze coś innego… Jest dym – musiał być ogień.

Poczekamy, może się dowiemy. Może.

W tej fazie jednak prezes wziął przykład z premiera oraz jego ludzi i bez konferencji prasowej ani rusz… Taki – w pewnej przenośni „stały fragment gry”, jak mawia mój ulubiony komentator telewizyjny…

Futbol, niby na oko prosty, jest jednak nieobliczalny… Choć, to już ciąg dalszy wywodu – wciąż przeliczalny. Na ogromne pieniądze…

Odskakuję od sensacyjnej na oko i ucho decyzji, ale futbolu nie opuszczam. I jego „stałych fragmentów gry”. Nie będzie komplementu na adres mediów, bo one nadto chętnie podgrzewają nastroje i bezmyślnie dobierają farby do malowania obrazów. Jak np. serial medialny z główną rolą piłkarza Arkadiusza (na imieniu poprzestanę, bo przecież nie sympatyczny młodzian winien, że go „widzą” wyłącznie jako dbającego o portfel), który u zagranicznego pracodawcy gra rzadko, a w reprezentacji kiepsko. A medialiści tylko – o jaki kontrakt chodzi, za ile, jak przebiegają targi, nic zaś z troski, by klasa sportowa zwyżkowała. Żeby przestał funkcjonować głupiutki dowcip, jak to ponoć skazany na rozstrzelanie zbrodzień miał wyjawić ostatnie życzenie: „Żeby strzelał Arkadiusz”… Że niby szansa, iż nie trafi…

Więcej znajduję przykładów łatwej medialnej fascynacji pianą zagranicznych karier niż ich istotą. Także – korzyściami dla reprezentacji.

Teraz o lekcji pokory. Zakopiańskie skakanie na nartach nie wyszło rodakom źle, ale też nie tak, jak wróżono oraz oczekiwano.

Gospodarzom w sporcie niby ściany sprzyjają, a tym razem „ściany” faworyzowały gości. I pogaduchy, że puszczano w złych warunkach, że coś jeszcze było nie tak – biorę za szkolne tłumaczenia („to nie ja proszę pana, to on”), a nie za analizę. Inni też narzekają – na reguły, na sędziowanie, na podporządkowanie telewizyjnym zegarom i programom, więc raczej spokojnie potraktujmy, co było jako normalną w sporcie lekcję pokory, i spróbujmy wziąć rewanż np. w mistrzostwach świata… Tak, jak pamiętajmy, o czym zapomniano nie sprawdzając porządnie ubioru skoczka, za cenę dyskwalifikacji. Że może reguły za bardzo uwierają (różnica między obwodem bioder a obwodem bioder w kombinezonie nie może być większa niż trzy centymetry; mówi się, że tutaj zadecydował jeden centymetr) – TU i TAM, ale przecież tak uwierają wszystkich…

Na marginesie: Pamiętam jak dawnymi laty, gdy obowiązywał sztuczny podział na kolarstwo profesjonalne i tzw. amatorskie, sędzia główny Wyścigu Pokoju – Szwajcar – biegał z linijką i sprawdzał, czy napisy na strojach nie mają więcej niż dozwolone wtedy 8 cm… Podśmiewaliśmy się, ale jednak, co przepis, to przepis. Dziś „w temacie bioder”…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com