Telewizja pokazała (651)

23.01.2021

Dwanaście lat temu pewna kioskarka popełniła przestępstwo – wykonała ksero za 5 groszy, ale nie zarejestrowała tego w kasie. Miała oddzielne pudełko na takie pieniądze za usługi ksero a właściciel kiosku miał niedługo dostarczyć odpowiednie urządzenie do rejestrowania usługi. Urząd Kontroli Skarbowej w Łodzi oskarżył kioskarkę i sąd przysolił jej w sumie 300 zł kary – 130 zł grzywny i 170 zł kosztów sądowych. Sprawa ciągnęła się przez sądy, które stwierdzały winę kioskarki i dopiero teraz Sąd Najwyższy ją uniewinnił.

Może udałoby się wprowadzić paragraf nakazujący używanie zdrowego rozsądku?

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\651 a.jpg

* * *

W czasach PRL wiadomo było, że partia (PZPR) kieruje a rząd rządzi. Aparat państwa realizował wskazania partii a członkowie partii różnego szczebla, którzy nadzorowali różne ogniwa państwa, nie musieli wykazywać się fachowością – brali forsę za nadzór ideologiczny. PiS gorliwie stara się odtworzyć ten model, choć bez ideologii. Kiedy na jakimś lukratywnym stanowisku potrzebne są odpowiednie dyplomy i doświadczenie, to umieszcza się tam swego człowieka, żeby sobie zarobił i zmienia się przepisy, aby go te wymagania nie obowiązywały. Tak było na przykład w przypadku Bartłomieja Misiewicza — został członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej mimo braku wyższego wykształcenia (zrezygnowano dla niego z tego wymogu, zmieniając przepisy).

Nie był on wyjątkiem. Już pięć lat temu Ryszard Petru przedstawił „Listę 40 Misiewiczów”, czyli znajomków ludzi z PiS, którzy otrzymali lukratywne stanowiska w spółkach państwowych. Poniżej niektóre nazwiska z tej listy i poprzednie zajęcia i zasługi nowych awansowanych:

  • Zdzisław Filip — prezes Tauronu, kolega Beaty Szydło z podstawówki.
  • Janina Goss – pożyczyła kiedyś Jarosławowi Kaczyńskiemu 200 tys. złotych. Członek rady nadzorczej PGE — największej spółki energetycznej, była pracownica „Społem”, bez doświadczenia w branży strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
  • Andrzej Grządziel — szef Biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opatowie, ojciec makijażystki prezesa Kaczyńskiego.
  • J.M. Tomaszewski — doradca zarządu TVP, syn ciotki prezesa PiS.
  • R. Obolewski — wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, mąż właścicielki apteki „Aronia” w Łomiankach, w której pracował Misiewicz.
  • P. Bączek – szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, przedtem szef klubu „Gazety Polskiej” w Warce.
  • S. Bigos-Jaworowska — rada nadzorcza spółki PL. 2012+,   przedtem dyr. szpitala w Oświęcimiu, koleżanka premier Szydło.
  • J. Chwalenia – rada nadzorcza Polskiego Holdingu Nieruchomości, radny PiS, z zawodu fizjoterapeuta.
  • Violetta Mackiewicz-Sasiak — rada nadzorcza Energa-Operator, pielęgniarka, szefowa klubu „Gazety Polskiej” w Wejherowie.

Mam silne podejrzenia, że w podobny sposób obsadzono różne resorty, na przykład edukację czy służbę zdrowia.

Teraz PiS przyjął ustawę o służbie zagranicznej, która pozwala na mianowanie ambasadorów bez spełnienia dotychczas wymaganych warunków. Ambasador nie będzie musiał mieć wyższego wykształcenia, nie będzie musiał znać języków obcych, nie będzie się od niego wymagać przejścia odpowiedniego szkolenia (dotychczas musiał zdać egzamin dyplomatyczno-konsularny). Taka polityka zagraniczna zapewne pozwoli zrealizować hasło PiS „Polska niezależna” – wkrótce nic już nie będzie od Polski zależeć.

* * *

Poseł lewicy Łukasz Kohut złożył swego czasu zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez kardynała Dziwisza. Z reportażu nadanego w TVN „Don Stanislao” wynikało, że Dziwisz mógł wiedzieć o wykorzystywaniu dzieci przez innych duchownych ale nic nie zrobił w tej sprawie.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, bo uznała, że w tym czasie nie było obowiązku zawiadamiania o tym, a przenoszenie księdza pedofila do innej parafii nie stanowi poplecznictwa.

Owszem, przepisy kościelne nie nakazywały, a nawet zakazywały zawiadamiać władze o takich przestępstwach, ale prokuraturę powinny chyba obowiązywać przepisy prawa, które nakazuje zawiadamiać aparat sprawiedliwości o przestępstwie. Tu nie obowiązuje rozgrzeszenie.

* * *

Firma Moderna zaproponowała niedawno swoją szczepionkę Polsce, z dostawą w czwartym kwartale tego roku. Minister Dworczyk z dumą powiedział, że rząd odrzucił tę ofertę – przyjąłby ją „z pocałowaniem ręki”, gdyby dostawy były teraz, ale pod koniec roku…

Mam wrażenie że będziemy potrzebować szczepionek także w przyszłym roku, nawet jeśli by się udało otrzymać wkrótce inne szczepionki i zwiększyć dwukrotnie obecne tempo szczepienia. Wiceprezydent Warszawy oceniła, że w obecnym tempie uda się zaszczepić mieszkańców stolicy w ciągu 6 lat. Na razie władze zrzucają winę za bałagan na Unię, która dostarcza za małe ilości szczepionki. A może rząd wyliczył, że do końca roku większość Polaków odchoruje Covid-19 (fachowcy oceniają, że przechorowało już znacznie więcej osób niż podają oficjalne statystyki) i szczepionki nie będą już potrzebne?

* * *

Parę lat temu przed świętami odwiedził nas zakonnik, pytając, czy chcemy przyjąć księdza po kolędzie. Zdziwiłem się, bo wiele lat temu chętni mogli się zapisywać, a ci, co się nie zapisali (m.in. ja) nie byli nigdy nagabywani. Zakonnik powiedział, że zapomniał zabrać ze sobą listę chętnych lokatorów. Nie zdążyłem zapytać go, czy takie kłamstwo jest grzechem i jak dużym.

Kłamstwa nas otaczają a politycy kłamią nagminnie. Ciekawe czy księża mają dla nich inną „taryfę grzechu”? Wiele tych kłamstw jest od razu demaskowanych jako świadome, więc nie można się wymawiać niewiedzą. Ciekawe czy Macierewicz otrzymał jakąś pokutę za kłamstwo smoleńskie? Oczywiście, jeśli wyraził skruchę i obiecał nigdy więcej tego nie robić.

* * *

Już mi się przejadło słuchanie i czytanie szyderstw z Jacka Sasina, który „wydał 70 mln zł na wybory, które się nie odbyły”. Gdyby nie opór Jarosława Gowina, to by nie wstrzymano tej bezprawnej akcji i Sasin by zrealizował wredny plan PiS-u. Jest on urzędnikiem wykonującym posłusznie polecenia przełożonych i nie jest jego winą, że akurat tę akcję zatrzymano. Memy, które go wyśmiewają, zalecając, żeby się zajął jakąś sprawą to wtedy jest gwarancja, że nie zostanie ona zrealizowana, mylą się.

* * *

À propos sondaży oceniających popularność polskich polityków:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\651 b.jpg
C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\651 c.jpg

* * *

Antoni Słonimski pisał kiedyś o pewnym malarzu z czasów carskich, który dla żartu napisał list do władz wojskowych, z postulatem, aby zaopatrzyć wszystkich żołnierzy w rozkładane krzesełka. Uzasadniał to tym, że taka ogromna armia nie może stać, żołnierze powinni mieć możliwość usiąść. Ten żart był przez pewien czas poważnie rozpatrywany w sztabie, bo paru wojskowych zobaczyło możliwość zarobienia przy takim zamówieniu.

Niewiele się zmieniło. Co pewien czas słyszymy o projektach, które nie mają szans realizacji, ale już teraz pozwalają utworzyć zarząd inwestycji, który sobie zarobi na przygotowaniach. Na pewno kolejne projekty związane z lotniskiem w Radomiu dały szansę na załapanie się na fuchę, a i tak nikt praktycznie z tego lotniska nie latał.

Innym przykładem jest projekt, który powstał jeszcze za rządów PO-PSL — pomysł wybudowania Centralnego Portu Lotniczego między Warszawą a Łodzią. Miał to być gigantyczny przesiadkowy międzykontynentalny port lotniczy. Zlikwidowano by lotnisko Chopina w Warszawie zmodernizowane przy ogromnych nakładach finansowych. Do Portu miała dowozić podróżnych Kolej Dużych Prędkości (KDP), z pociągami jeżdżącymi z prędkością 300–350 km/godz.

Idiotyzm tego pomysłu długo nie trafiał do decydentów. Dlaczego miliony podróżnych miałyby lądować i startować akurat na tym lotnisku? Jak PKP dałaby sobie radę z KDP skoro ma problem z dostosowaniem torów do znacznie wolniejszych pociągów Pendolino?  Skąd wziąć pieniądze na takie inwestycje?

To oczywiście nie zniechęciło rządzących, a rządy PiS podjęły pomysł. Zarząd tej inwestycji świetnie sobie daje radę finansowo. Jest mała szansa, że coś się będzie tam robić, ale zarobić – owszem.

Inny pomysł to przekopanie Mierzei Wiślanej – tylko po to, żeby pokazać Rosjanom, że polskie okręty mogą wpływać do Zalewu bez rosyjskiej kontroli. Koszty ogromne, skutki ekonomiczne żadne, ale można działać i podlizać się władzy, oczywiście za godziwą pensję.

Chciałoby się zapytać, czy jest u nas taka partia, która praktycznie ukróci możliwości takich kombinacji? Ale to chyba myślenie obce politykom. Tam obowiązuje biblijna zasada, aby „nie wiązać pyska wołu, który młóci zboże”.

* * *

Na pewno wielu z Państwa podobał się film „Rejs”. Jest on często powtarzany, a jeszcze częściej powtarzane są różne scenki z filmu. Uderzyło mnie ostatnio coś, z czego wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, a mianowicie łatwość, z jaką kaowiec, grany przez Stanisława Tyma, narzuca swoje zdanie innym, niczym im przecież nie grożąc. Weźmy jedną z najczęściej pokazywanych scenek, kiedy jeden z pasażerów śpiewa smutną piosenkę, a kaowiec, który w tym czasie spał i jej nie słyszał, po przebudzeniu tłumaczy, że ta piosenka miała zupełnie inny sens. Słuchacze przyjmują to bez oporu, podobnie jak inne inicjatywy kaowca. To jest ta paskudna cecha ludzi, że wolą się nie wychylać, nawet w sprawach, które im niczym nie grożą.

Po pierwszym roku studiów mieliśmy wiele egzaminów. Zaczęła się sesja, ale jedna z katedr nie wywieszała dość długo terminów egzaminów. Jeden z kolegów wybierał się po coś do tej katedry, więc poprosiłem go, żeby zapytał asystenta, kiedy wywieszą listę terminów. – A coś ty, nie będę go pytał. – Ale dlaczego? – zapytałem. – A jeszcze mnie zapamięta… Nie mogłem tego zrozumieć – co z tego, że go zapamięta, że zapytał? Ale inni koledzy dobrze go rozumieli.

* * *

Czytuję NIE, a tam felietony Jerzego Urbana, chyba że są nudne. Urban, niestety, ma jedną wspólną cechę z Jarosławem Kaczyńskim, mianowicie lubi czasem po chamsku prowokować. A w dodatku, pisząc o jakichś znanych mu osobach, nawet zaprzyjaźnionych, podaje intymne szczegóły – co zrobili, co powiedzieli, a rzecz nie ma nic wspólnego z tematem felietonu. U nas w rodzinie mówiło się o kimś takim, że zwracał się do znajomego prawnika „dzień dobry panu, panie kulawy sędzio”. No faktycznie, sędzia był kulawy, a więc to była prawda, ale po co o tym mówić?

* * *

Od rana zalewa nas potok złych wiadomości. W czasach PRL, kiedy pokazywali różne nieszczęścia, to działy się one za granicą, a u nas gospodarka rosła w siłę, ludzie żyli dostatniej, no może trochę za często pokazywano w telewizji spust surówki.

Media przedstawiają nawet błahe sprawy tak, jakby to były poważne nieszczęścia, a do tego straszą nas różnymi wersjami końca świata. Nic nie poradzę na zmiany klimatu, mogę używać mniej plastików, i bardziej mi przeszkadza inteligencja polityków niż zagrożenie sztuczną inteligencją, która podobno już wkrótce da nam popalić.

Teraz często chciałbym powiedzieć jak ten rabin ze „Skrzypka na dachu: – Jak będę potrzebował złych wiadomości to poczytam sobie o Noem i o potopie.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\651 d.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com