Andrzej Lewandowski: Luz w biodrach

20.02.2021

ECHA WYDARZEŃ: Narty – wirus, przedwyborczo…

Skoczkowie coraz bliżej mistrzostw świata, w skakaniu na nartach. Kamil Stoch jakby „szedł do góry”, naszej „reszcie” też dopisują apetyty. Źle nie jest, czy będzie bardzo dobrze – oto jest pytanie…

Na tydzień przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie FIS pogroziła palcem. Markus Eisenbichler i Halvor Egner Granerud, dwaj najlepsi skoczkowie w klasyfikacji PŚ, zostali zdyskwalifikowani za nieprzepisowe kombinezony.

Norweg rzekł mediom: „Kombinezon był nie taki; nowy, ale miał luz w biodrach”… Regulaminy i pomiary to z jednej strony dążenie do maksymalnego obiektywizowania kryteriów, z drugiej mają w sobie coś ze zmory…

Ja tam zresztą się nie zamartwiam, iż lidera „dotknęła miarka”, on też nie dramatyzuje. Jeśli trzeba ubiór poprawić, to się poprawi… Tyle że przykład sugeruje i nam wyostrzenie czujności. No, i trochę tępi medialne narzekania, że sędziowie często naszych krzywdzą w punktowaniu, kontrolowaniu itp. A tu „skrzywdzili” samego lidera, więc nie biadolmy tak często…

Jest sukces „alpejski”. Rodem z Tatr. Pani Maryna Gąsienica–Daniel zanotowała najlepszy wynik w historii polskiego narciarstwa w slalomie gigancie. Jeszcze nigdy Polka nie zajęła szóstego miejsca w tej konkurencji w mistrzostwach świata. Bywały w elicie, ale jednak niżej, i rzadko. Tatry musieliśmy (nikt nie kazał, ale tak się składało) uznać za barak, wobec nowoczesnej, światowej budowli tego wydania nart. Teraz jakiś sygnał, że może nadlatuje jaskółka nowego, 27–latka z rodzimych gór walczyła dzielnie, nawet o strefę medalową…

Myśl wraca tu do przeszłości. Pani (może panna) Maryna nawiązała do czasów, gdy na trasach zjazdów i slalomów polski sport miał bliźniaczki Tlałkówny. Zostanę przy panieńskim nazwisku, uzupełniając jedynie przypomnieniem, że ówczesne mistrzynie to córy sportowego małżeństwa – świetnego wtedy panczenisty z narciarską biegaczką.

Panie – Dorota i Małgorzata najpierw przecierały tatrzańskie trasy, pokazywały się w wielkim świecie nart, ale jednak uznały, że jest to ledwie przedpokój, a im się śnił wytworny salon. Stąd Francja. I panowie Magore; dwa małżeństwa – jedno z uczucia, drugie – żeby było obywatelstwo i drugi paszport. Były więc i starty w reprezentacji Francji, dziś jedna z gwiazd tamtych lat wciąż mieszka we Francji, druga – w Zakopanem, w innym układzie małżeńskim, ale wciąż w związku z nartami…

Lata temu przecierały trasy, teraz wjechała na nie pani Maryna. Teraz? Już była olimpijką (daleko), startowała (zwycięsko) w Uniwersjadzie, w mistrzostwach juniorskich, ale co wcześniej – było „po drodze”, talent dojrzewał, aż pojawił się kwiat. No, pąk… Na kwiat czas może dopiero przyjdzie…

Wyczytałem, że „minister od wojska” spotkał się ze sportowcami w mundurach. Relacje jakby świąteczne, choć przecież takie kontakty bym uznał za trwale przynależne powinnościom służbowym dnia powszedniego. Były obietnice:

Wkrótce powstanie Centralny Wojskowy Zespół Sportowy. Dzięki zmianom żołnierze dostaną szereg nowych możliwości, by jeszcze lepiej przygotowywać się do zawodów i reprezentować Wojsko Polskie na światowych arenach sportowych. Zwiększymy także liczbę etatów dla żołnierzy – sportowców.

– czytamy na twitterowym profilu Ministerstwa Obrony Narodowej… I tak dalej, w takim duchu oraz nastroju.

Zapowiedzi witam radośnie, ale trudno jakoś mi wyzbyć się uczucia, że odkrywamy Amerykę po raz n–ty. Zapominając, że dziesiątkami lat poprzednicy siła dokonali, i pakując propagandowo stare stereotypy w rzekomo nowoczesne ramy. Chyba że były jakieś rzeczywiste nowości, czego w sformułowaniach tłita autorzy nie przytoczyli.

I zapachniało mi nastrojem pradawnego CWKS, tyle że teraz (na zawsze?) bez kart powołania, bo armia zawodowa; a czekam na porządny program rozwinięcia tego, co w spadku po poprzednikach zostało. Materialnie, historycznie i jako trwały program resortu: Legia, Zawisza, Grunwald, Wawel, Śląsk…

Sto, czy ileś więcej etatów – to jeszcze nie program… Nie koncepcja. Raczej – pijar, żeby media odnotowany, że są starania…

Panna Iga Świątek graniem i walecznością na korcie przyciąga dobre duchy oraz powszechną sympatię. Ale już pojawiają się wyjątki. Jak publiczne wytknięcie – przez redaktora mającego się za wzór obiektywizmu, sformułowań użytych przez zawodniczkę. A ona napisała w tweecie tak: „Jestem podekscytowana – zostałam częścią rodziny Rolex. To dla mnie ważne, bo uświadamiam sobie, jaką drogę pokonałam. Od bycia dzieckiem oglądającym w telewizji, jak Roger podnosi trofea z zegarkiem na nadgarstku do posiadania własnego – zegarka, nie trofeum (jeszcze?)”.

Piotr Semka z miejsca przywalił: „Czy też bylibyście podekscytowani, gdybyście zostali częścią rodziny Rolex? Czy byłoby to dla was ważne i uświadomiłoby to wam jaką drogę pokonaliście? A tak serio. Póki co to chyba pijarowcy pokonali Igę Świątek”.

I z „niczego” zrobiło się „coś”. Ciąg dalszy tłumaczenia, że właściwie nie chodzi o zegarek (media się podniecają wartością, a mnie to nie szokuje, bo każdy sprawia prezent, na jaki go stać), lecz o słowo RODZINA. Takie sztandarowe, złote, jakby zarezerwowane dla … już daję spokój.

Mnie też „Rodzina Rolex” nie urzeka, ale prawo Autorki uszanuję, nawet jeśli ciut mało zręcznie zachwyt opisała (bądź zaakceptowała, co Jej przedłożono, za mało krytycznie), ale nie dajmy się zwariować. A Rodzina Olimpijska, to – tu nieśmiałe pytanie do pana Piotra i jemu podobnych – też uchybienie?

À propos – ostatniego zdania: Rodzina Olimpijska, określenie w świecie zadomowione. Takie dziwne skojarzenie.

Był tzw. briefing z udziałem wicepremiera i wiceprezesa siatkówki. Główny cel to informacja i list gratulacyjny dla premiera. Poinformowano, że Polski Związek Piłki Siatkowej otrzyma dofinansowanie na organizację mistrzostw Europy w wysokości 1,2 mln euro (5 452 320,00 zł).

Cytuję:

Premier Mateusz Morawiecki dotrzymał słowa, które dał we wrześniu 2019 roku. Wówczas obiecał, że polski rząd wesprze walkę Polski o organizację siatkarskich Mistrzostw Europy Mężczyzn 2021 i siatkarskich Mistrzostw Świata Kobiet 2022. Zapowiedź finansowych gwarancji rządowych była ważnym argumentem za przyznaniem Polsce tych imprez.

– Chcemy potwierdzić organizację Mistrzostw Europy w piłce siatkowej mężczyzn w Polsce. Odbędą się one we wrześniu w czterech krajach – w Polsce, Estonii, Czechach i Finlandii. W naszym kraju, w trzech miastach, rozegranych zostanie 25 spotkań. Polacy kochają siatkówkę, a polski rząd zrealizował swoje zobowiązanie…

Zadowolenie dzielę, bo wypada być organizatorem wielkich imprez. Żeby nie tylko, jak mawia Pan Maria – „Z gębą na pączki”… Z tym jednak, że w panegiryku – z jedynym adresem sensu nie widzę.

Po pierwsze – nie za swoje, tylko za to, co podatnicy wkładają do budżetu. Czyli adresat nie ma jednego imienia i nazwiska.

Po drugie – po to jest minister sportu, (jeśli już jest), żeby częścią budżetu na sport przeznaczoną (nie okazjonalnymi datkami) gospodarzyć od „a” po „z”.

Jest system, a nie solówki – dam, albo – nie dam… Temu dam, tamtemu – nie dam… A siatkówce i nam, fanom – niech będzie na zdrowie.

Rodzina, czas wrócić do słowa. Ze strony Związku brylował nie prezes, lecz wice – ksywa „Obatel”. Nie to jednak jest ważne, bo z dawna wiadomo, że prezesa świat kibiców prawie nie zna, zaś „wice” jest najważniejszy. Teraz także.

W prezentacji medialnej po raz pierwszy zobaczyłem tytuł: „Członek Prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego”. Sam kiedyś byłem, po dziś uważam za życiowy zaszczyt, ale nigdy do żadnej „wizytówki” tej informacji nie wstawiałem. Jeśli teraz ją spotykam w wersji publicznej, to… wietrzę pytanie nieodległej przyszłości: kto kolejnym prezesem PKOl? Na znaku zapytania kończę, temat zasad, reguł, statutu, klucza wyborczego kiedyś TU rozwinę. Dla dobra rodziny sportowej, OLIMPIJSKIEJ.

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com