Stanisław Obirek: IPN jako Instytucja Prezesa Nijakiego

22.02.2021

Poniższe uwagi kreśliłem w czasie weekendu, a więc przed decyzją obecnego prezesa IPN Jarosława Szarka, który 9 lutego powołał na stanowisko wrocławskiego OIPN znanego z sympatii faszystowskich Tomasza Greniucha. Pod wpływem krytyk, również swego własnego obozu politycznego, zdecydował o wycofaniu tej kompromitującej kandydatury w 22 lutego w czasie konferencji prasowej. Jednak ten epizod nie załatwia sprawy, natomiast rzuca sporo światła na działanie tej instytucji.

Krótki, nie ukrywam — subiektywny — rys tych działań może się przydać każdemu, kto próbuje zrozumieć jej meandry. Od razu dodaję. Nie jestem stroną w sporze tylko krytycznym obserwatorem, który z rosnącym zażenowaniem obserwuje jak potężne środki finansowe płynące do IPN-u są marnotrawione, a nawet wykorzystywane do bieżącej walki politycznej. To musi się skończyć, jeśli reputacja naszego kraju ma być zachowana jako państwa, które w sposób odpowiedzialny zmaga się z własną przeszłością.

Przypomnijmy. IPN jest jedną z najważniejszych instytucji państwa demokratycznego, o wysokim stopniu zaufania społecznego. Powołany został również po to, by wesprzeć RP w procesie transformacji w kierunku pełnej demokracji przez rzetelne badania mrocznych tajemnic PRL, w celu przecięcia ich wpływu na kształt obecnej rzeczywistości.

Jeszcze jako jezuita miałem okazję spotkać pierwszego prezesa IPN prof. Leona Kieresa w Kolegium Jezuitów w Krakowie. Towarzyszył mu wtedy kierownik krakowskiego Oddziału IPN prof. Janusz Kurtyka. Ta młoda instytucja w sposób odpowiedzialny zmierzyła się z budzącymi ogromne emocje publikacjami prof. Jana Tomasza Grossa. Zorganizowałem wtedy debatę z udziałem m.in. prof. Pawła Machcewicza, dyrektora Pionu Edukacyjnego IPN, ks. prof. Waldemara Chrostowskiego i prof. Jana Woleńskiego. To była pełna namiętności, ale rzetelna debata, których teraz brakuje.

Od kilku lat mam sposobność zaglądać przez „dziurkę od klucza do salonu” IPN. Okazją ku temu są konsultacje, które prowadzę z autorami podczas prac nad książkami z zakresu rozpracowania Kościoła szczególnie „po zagadnieniu jezuitów” (żargon SB). Przy okazji zacząłem się interesować pewnymi sektorami działalności IPN. Wiedza moja jest wycinkowa, niemniej jednak na tyle dostateczna, że pozwala mi formułować pewne wnioski.

Od tragicznej śmierci prof. Janusza Kurtyki, który był bardzo dobrym managerem i osobą z wizją, następuje powolna degradacja IPN za sprawą „mianowania” na stanowisko Prezesa osób o marnych predyspozycjach do zarządzania tą instytucją. A przecież ipeenologia jest dzisiaj bodajże najbardziej rozwijającą się dyscypliną wiedzy humanistycznej w Polsce, o czym wiedzą historycy historii najnowszej. Powstała przed paru laty książkowa bibliografia prof. Filipa Musiała z Krakowa ilustruje rozmach prac naukowych opartych na materiałach SB. Niestety za obecnego Prezesa postępuje „kłujący w oczy” impas w tych badaniach. Prezes ratując swój słabnący autorytet, wyrzucił Dyrektora Biura Badań Historycznych dopiero jesienią 2020 – u schyłku dogorywającej kadencji.

Śp. prezes Janusz Kurtyka postawił sobie za cel – również profesjonalną lustrację elit religijnych. Np. w każdym Oddziale IPN zamierzał powołać komisję ds. lustracji duchownych. Co pozostało z tego projektu dowiadujemy się od ks. Józefa Mareckiego, członka Kolegium IPN: Kiedy zaczęły działać pierwsze komisje diecezjalne, problem ich przerósł. Okazało się, że najwybitniejsi hierarchowie, kanonicy, dziekani, proboszczowie, liderzy życia religijnego w Polsce właśnie mają albo na początku swego nazwiska TW, albo inny [skrót] oraz pseudonim, itd. Sytuacja się po trzech miesiącach rozpadła, ja zostałem nadal pracownikiem i do żadnej współpracy nie doszło pomiędzy tymi komisjami diecezjalnymi a tymi właśnie, nazwijmy je komisjami, które miały być przy oddziałach IPN. Sprawa upadła (video z 6 września 2016:

http://vod.gazetapolska.pl/14196-instytut-pamieci-narodowej-wyzwania-i-zamierzenia).

Nie tylko ta sprawa upadła. Badacze IPN nie podejmują się dwóch zagadnień badawczych: inwigilacji kurii diecezjalnych i zakonnych oraz uniwersytetów miejscowych przez SB. Z kolei naukowcy z uniwersytetów pracujący na drugim etacie w IPN unikają jak ognia promowania doktoratów z takich zagadnień a sami, mając na względzie własne bezpieczeństwo, nie napiszą habilitacji, czy książki profesorskiej z tego obszaru. Nic więc dziwnego, że dwie znakomite i jedyne monografie z tego zakresu są autorstwa naukowców niezatrudnionych w IPN. Prof. Piotr Franaszek zrobił bilans lustracyjny Uniwersytetowi Jagiellońskiemu („Jagiellończyk”, 2012), a prof. Bogusław Górka – warszawskiej kurii prowincjalskiej zakonu jezuitów (Anty-autolustracja t.w. „Student”, 2021).

Z lektury tej drugiej książki wyłania się ponura rzeczywistość: „nieboszczka” SB po 1989 r. za pośrednictwem „dynastii t.w. Student” wywiera znaczny wpływ na kształt rządów prowincji Wielkopolsko‑Mazowieckiej jezuitów. Równoległa „dynastia” funkcjonuje w mojej byłej prowincji, Polski Południowej, „założona” przez t.w. „Anteusza”. Podobne „dynastie” można identyfikować w innych kuriach zakonnych czy diecezjalne. Przywołajmy jeszcze raz listę ks. Mareckiego: najwybitniejsi hierarchowie, kanonicy, dziekani, proboszczowie okazywali się tajnymi współpracownikami; dodałbym jeszcze do niej; biskupi — i tu jest pies pogrzebany. Skoro głowa diecezji jest uwikłana, trudno się dziwić, że nie spieszy się z analizą trefnych dokumentów…

Pozwolę sobie na osobisty wtręt. Gdy w 1976 r. nawiązałem kontakt z jezuitami, o. Ludwik Piechnik był pierwszym zakonnikiem, jakiego spotkałem w zakonie. Do końca mego pobytu u jezuitów, czyli do 2005 r., darzyłem go ogromnym zaufaniem. Co więcej, byłem redaktorem poświęconej mu Księgi Pamiątkowej pt. „Jezuicka ars educandi” (1995). Później z książki ks. T. Isakiewicza dowiedziałem się, że był efektywnym tajnym współpracownikiem o pseudonimie t.w. „Anteusz”.

W miejsce tego typu koniecznych przedsięwzięć lustracyjnych wiele działań w IPN skupia się na „puszczaniu pary w gwizdek”. Zilustruję to na dwóch przykładach. Pierwszym jest zbędna książka o kard. Henryku Gulbinowiczu („Dialog należy kontynuować…”, 2020). Od strony metodologii publikacja ta w zasadzie niczego nowego nie wnosi do dotychczasowych ustaleń badaczy IPN z Wrocławia. Autorzy z Krakowa dokonują ogólnie rzecz biorąc reinterpretacji opublikowanych materiałów. Takie książki wychodzące z IPN, wykluczające się wzajemnie, sieją zamęt w głowach czytelników. Ponadto, skandaliczną jest rzeczą pozostawienie wrażenia, że kardynał Wrocławia był tajnym współpracownikiem SB. Nie wyobrażam sobie, żeby Prezes IPN nie znał zastrzeżeń wysuwanych pod adresem tej książki na etapie przygotowania do edycji.

Drugi przykład jest bardziej pikantny i obnaża tzw. pion prokuratorski. Reprezentatywnym jest tu kazus pana Kazimierza Kujdy, z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. W bardzo dobrym eseju opublikowanym 15 lutego 2021 roku w Sieci dr Piotr Gontarczyk konkluduje w jego sprawie: To kolejny dowód, że tzw. prokuratorsko‑sądowa lustracja dawno przekształciła się w karykaturę. Autor zapowiedział drugi, naukowy artykuł na ten temat w Glaukopisie.

Od pewnego momentu koledzy w nauce zwracają mi uwagę na werdykty sądów, w których zapadają przedziwne wyroki „lustracyjne”. Sądy te, w ramach dochodzenia do konkluzji, czy ktoś był t.w. czy nie był, powołują na świadków np. funkcjonariuszy SB. Ci oczywiście nie są zobligowani do mówienia prawdy, bo to nie jest proces karny, więc mogą bezkarnie „oszczędnie gospodarować słowem”. A mają ku temu powody, jako że obniżono im emerytury do poziomu socjalnego. Tego rodzaju obyczaj przedostał się do pionu prokuratorskiego i aktualnie „odłamkowym oberwał” pan Kazimierz Kujda.

Przy tej okazji pragnę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Prokuratorzy pracujący w instytucji IPN nie są odpowiednio przygotowani od strony historycznej do podejmowania problemów lustracyjnych. Powinno się dobierać do tej roboty najlepszych prokuratorów z prokuratury krajowej, posiadających minimum licencjat z historii, albo zmusić ich do uzyskania takich kwalifikacji.

Po drugie, w IPN funkcjonują dwie opcje odnośnie do uznania kogoś za t.w. Pierwsza opcja posługuje się takim szablonem: jeśli SB kogoś zarejestrowała w danej kategorii – to jest to prawda objawiona, ponieważ dokonała tego na pewno na podstawie wysoce sformalizowanych procedur. Zarejestrowany nieborak może najwyżej starać się udowodnić, że nie podjął faktycznej współpracy. Ta maniera dominuje. Korygujące czy przeciwne głosy są tłumione wewnątrz IPN i nie przedostają się do świata nauki czy opinii publicznej. O przypadkach naciąganej, a wręcz pozorowanej rejestracji, mogą sobie ipeenowcy towarzysko gawędzić przy kawie podczas przerw w pracy…

Jestem na bieżąco z tym problemem, jako że ponownie zostałem konsultantem rozprawy naukowej, w której Autor (nazwisko in pectore), zadaje sobie trud wykazania, że pewien jezuita widniejący w ewidencji SB jako t.w. w latach 1965-1970 został zarejestrowany w wyniku sfingowania materiałów operacyjnych w procesie tworzenia podstawy pod tzw. nominalną rejestrację.

Tych kilka mankamentów wykazanych powyżej wystarczy, aby „serdecznie” podziękować obecnemu Prezesowi i zwolnić go z dalszej troski o IPN. Instytucja IPN dłużej „nie pociągnie” z zaimprowizowanymi prezesami, chyba że rządzącym zależy na jej dokumentnym skompromitowaniu w oczach opinii publicznej, co doprowadzi do aktu samorozwiązania.

Pomijam w tym eseju takie sprawy, jak polemika członków Kolegium IPN na Twitterze, powierzenie funkcji dyrektora Oddziału IPN we Wrocławiu zdeklarowanemu sympatykowi faszyzmu, co ośmieszyło IPN w oczach opinii światowej, czy bulwersującą sprawę współpracy IPN z kontrowersyjną Redutą Dobrego Imienia, która ostatnio wsławiła się pociągnięciem do sądu dwojga wybitnych historyków Zagłady: Barbary Engelking i Jana Grabowskiego. Takie działania wybitnie szkodzą wizerunkowi Polski w świecie.

Żeby nie popaść w dotychczasowe koleiny generowania Prezesa, podpowiadam, że należy to stanowisko „obsadzić” profesorem tytularnym o niekwestionowanym autorytecie i pozycji naukowej, który nie będzie się musiał kłaniać na wszystkie strony innym naukowcom. Inne atrybuty kandydata na nowego Prezesa pewnie precyzyjniej ode mnie dookreślą sami pracownicy IPN.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Ostatnie artykuły Autora

6 najnowszych

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com