Zbigniew Szczypiński: Gdy rządzi satrapa…

25.02.2021

Photo by Capri23auto on Pixabay

Wiele razy na naszej stronie (ale i na wielu innych łamach) formułowany był przekaz opowiadający jak w Polsce budowane jest państwo autorytarne, będące zaprzeczeniem państwa prawa, w którym łamana jest zasada trójpodziału władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Dla uwspółcześnienia tego klasycznego podziału dodawaliśmy czasem czwartą władzę – władzę wolnych mediów, kontrolujących te trzy pozostałe.

Czasem też używane było pojęcie satrapii z Jarosławem Kaczyńskim jako satrapą. Nie ukrywam, że jest mi to bardzo bliskie, tak pisałem i tak myślę o tym, co tu i teraz.

Blisko już sześć lat rządów Kaczyńskiego (a gdy doda się dwa lata poprzednich rządów PiS w koalicji z Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha, to jest już osiem lat) – budowania, w jego rozumieniu, nowej Polski i wychowywania nowego Polaka-katolika, świadomego swej wielkości, historycznej misji przeciwstawienia się zachodniemu lewactwu i obrony wartości chrześcijańskich. Polacy pod rządami Jarosława wstają z kolan i w sojuszu z Donaldem Trumpem mieli zbudować Nowy Wspaniały Świat.

W tym programie nie ma pojęcia obywatela, są Polacy. Nie ma pojęcia społeczeństwa, jest naród – najlepiej pisany wielką literą. Nie ma również rozumienia współczesnego świata opartego o informację i techniki jej przetwarzania. Nie ma zrozumienia dla globalnych wyzwań, jakie niesie kryzys klimatyczny i wynikająca z niego potrzeba odejścia od tradycyjnych, nieodnawialnych źródeł energii. Nie ma zrozumienia dla wywołanych kryzysem klimatycznym zagrożeń, wynikających z naprawdę wielkich ruchów migracyjnych.

Listę takich zagrożeń można rozbudowywać w nieskończoność.

Wszystkie kolejne przyszłe problemy będą wymagać działań ludzi wykształconych na podstawie nauki, a nie wiary w takiego czy innego boga. A właśnie Polska i jeszcze parę krajów muzułmańskich stawia obecnie bardziej na religię, na wiarę – a nie na naukę.

Coś, co było cechą czasów średniowiecza — odradza się w decyzjach i programach polskich ministrów w rządzie Morawieckiego. Przykładów takich decyzji jest aż nadto. Prawie codziennie wolne (jeszcze) media informują o nowych pomysłach ministra Czarnka czy poczynaniach Kurskiego w jego telewizji. Nie będę ich opisywał, bo nie byłoby końca – wolę po całości.

Przywołane na wstępie pojęcie satrapii, historycznie określone, sprzed wielu wieków, z innej kultury, jest mniej ważne niż pojęcie satrapy. Satrapia to nazwa własna okręgu administracyjnego, w którym cala władza należała do satrapy. Satrapa to był władca bezwzględny, nieznoszący sprzeciwu, okrutny w traktowaniu swoich poddanych, a nawet podległych mu urzędników, zadufany w sobie, przeświadczony o swojej nieomylności, człowiek na granicy szaleństwa albo wręcz oszalały. Znamy wiele takich postaci z odległej przeszłości, ale znamy także współczesnych satrapów.

Czy Polską usiłuje rządzić satrapa? Moim zdaniem tak.

Jarosław Kaczyński spełnia wszystkie kryteria satrapy. Ma takie właśnie widzenie świata, taki zestaw celów.

Jeżeli historia nas czegoś uczy, to tylko tego, że takie systemy kończą w spektakularnej katastrofie wszystkiego i wszystkich. Najgorsze jest to, że śmierć satrapy, naturalna czy wymuszona, nie kończy i nie rozwiązuje problemów, jakie po nim pozostają. Wychodzenie z kryzysu państwa, odbudowa wspólnoty ludzi, zasypanie rowów nienawiści budowanych przez satrapę w imię tego, że tylko w tak krańcowo podzielonym społeczeństwie/narodzie można rządzić siłą.

Każda wojna jest straszna, jest nieszczęściem. Pamiętam z dzieciństwa kościelne wołanie –„od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas panie”. Najgorsza, najbardziej okrutna jest jednak wojna domowa. Znamy to z historii.

Satrapie i ich władcy są szczególnie bezsilne wobec wyzwań, jakie niesie świat zewnętrzny. Na przykład zdarzenia losowe takie jak pandemia. To, jak radzą sobie w sytuacji kryzysu epidemicznego różne kraje, pokazuje wyraźnie jak cechy autorytarnej władzy przekładają się na niesprawność w radzeniu sobie z problemem.

Nawet kraje o ugruntowanej demokracji, takie jak Stany Zjednoczone, które weszły w pandemię pod rządami Donalda Trumpa mającego osobliwy stosunek do demokracji, mają złe wyniki w walce z wirusem. Nowa administracja nowego prezydenta musi naprawiać błędy i zaniechania poprzedników. W porządku zachodniej demokracji ta zależność jest wszędzie widoczna.

Piszę o zachodnim porządku demokratycznym, by uniknąć zarzutu błędu w rozumowaniu o zależnościach typu przyczyna – skutek, mając na uwadze takie kraje jak Chiny gdzie bezwzględna władza, stosując krańcowe restrykcje opanowała epidemię.

Wobec wyzwań, jakie przynosi świat zewnętrzny, a pandemia jest tego dobrym przykładem, sprawność państwa zależy w największym stopniu od sprawności i kompetencji jego funkcjonariuszy. To nie osoba satrapy, który jest jednostką, to mianowani przez niego – bezpośrednio czy pośrednio funkcjonariusze muszą zmierzyć się ze zmienną sytuacją. O poziomie kompetencji funkcjonariuszy publicznych w czasach rządów „dobrej zmiany” powiedzieliśmy już wszystko, najlepszym tego przykładem jest armia (ponad 100) wiceministrów w rządzie Mateusza Morawieckiego. Przypominam – mówimy o wiceministrach, nie o ministrach, bo to jest stanowisko polityczne.

Wiceministrowie powinni być wybitnymi fachowcami, specjalistami w dziedzinie, w której rządzą. Jak zaś jest, każdy widzi. Nie będę wymieniał nazwisk, by nie robić kreaturom publicity (stara zasada przedwojennej gazety – dobrze czy źle, byle po nazwisku; więc: nie).

W nadchodzącym trudnym czasie trzeciego etapu pandemii jakość i sprawność państw łatwo przekłada się na statystykę zachorowań i zgonów. A to są rzeczy ostateczne. Liczba zgonów, spowodowanych kowidem i zapaścią służby zdrowia związaną z jej systemowym niedofinansowaniem, plasuje Polskę w ścisłej czołówce światowej. Od dołu oczywiście. I nie jest to powód do chwały.

Jak te problemy widzi satrapa?

On ich w ogóle nie widzi. Dla niego jest tylko jeden cel najważniejszy – utrzymanie zdobytej władzy; i dla realizacji tego celu gotów jest poświęcić wszystko. Wynika to z głębokiej pogardy, jaką satrapa żywi wobec swoich poddanych. Każdy satrapa tak ma.

I dlatego trzeba zrobić wszystko, aby ten zły sen dobiegł końca. Czego sobie i wszystkim życzę.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com