Andrzej Lewandowski: Sobota po polsku

27.02.2021

ECHA WYDARZEŃ: Może być fasolka po bretońsku, ryba po grecku, „Kofi po warszawski” – z cytryną, śledzik po japońsku, dlaczego ma dziś nie być SOBOTY PO POLSKU? Za sprawą sportowców; uprzedzam, by inni się nie dopisywali…

Piotr Żyła został mistrzem świata na średniej skoczni. Nie obronił tytułu, (choć był bardzo dzielny) Dawid Kubacki, nie podkreślił swego dawniejszego osiągnięcia Kamil Stoch (konkurs do szybkiego zapomnienia), ale obaj wzięli na ramiona zwycięzcę i ponieśli przez narciarski światek. Dając gestem dowód, że wprawdzie konkurs solistów jest dla każdego sprawą osobistą, to radość ma charakter zespołowy. Coś z dumasowskich muszkieterów. Ładne i wymowne, konkurencyjność spleciona z koleżeństwem.

Piotr Żyła „napisał” najważniejsze dotychczas wiersze w kronice swej sportowej kariery. Wcześniej poznał smak i zapach medali – ale w drużynie. Teraz został dyrygentem światowej orkiestry. Był wcześniej w gronie kandydatów na solistów, ale sezon faworyzował nie jego z kolegami, lecz Norwega… Wygrana w takiej sytuacji smakuje lepiej jak potrawa znakomicie przyprawiona…

Jak było u kolebki, przypomnę dwoma zdaniami:

Piotr Żyła urodził się 16 stycznia 1987 r. w Cieszynie. Obecnie mieszka w Wiśle, jest zawodnikiem klubu WSS Wisła. Jak wielu zawodników, rozpoczął przygodę ze skakaniem jako dziecko – w wieku 8 lat. W dzieciństwie pytany o swojego idola, bez wahania wskazywał Adama Małysza.”… I tą drogą poszedł. Ambitny, zadziorny, chętnie grający w zespole rolę swego rodzaju trefnisia – z mało ujmujący niektórych, a czarującym innych poczuciem humoru. Wojownik, nawet gdy uśmiechnięty. Jak skakał – widzieliśmy. Najpierw by objąć prowadzenie, potem – by je utrzymać. W nastroju pokory dla konkurentów i równocześnie psychicznej koncentracji; bez strachu, z pewnością siebie… Opisywał to potem swoim prościutkim, rubasznym językiem, takie żarty, ale przecież na serio:

„ Ojej ale miałem energii, nakręciłem się dzisiaj. Już na skocznię przyszedłem nakręcony, musiałem to wygrać. Miałem „wyrypane” na wszystko. Mówiłem, że pójdę full gaz, że będzie ogień i nie będzie półśrodków …

… Nażłopałem się Frugo. Mówiłem, że tam kofeina i dostałem szwungu, jak ta wiewiórka … FULL GAZ, JEDZIEMY DO KOŃCA!”

To była część sportowej soboty. Mistrzowskie otwarcie najważniejszej w świecie imprezy narciarstwie klasycznym…

Wcześniej panna Iga Świątek wygrała tenisowy turniej w Adelajdzie. Drugi w sezonie, i drugi w „życiu sportowym” turniej tej rangi. Wcześniej był paryski.

Styl wygrywania znakomity. Nie tylko z dowodem w postaci zwycięstw „wysoko na punkty” – użyję formuły z boksu. Nie tylko dlatego, że jedna z rywalek tak się poczuła stłamszona, że zeszła z kortu przed czasem. Poza wynikami pojedynków urzeka właśnie styl. Dynamit spleciony z rozsądkiem; agresywność z zimną głową; gotowość atletyczna – tak to z grubsza określę – z wdziękiem dziewczęcym. Klasa współgra z urodą i elegancją. Co piszę nie z pozycji nestora w zawodzie, który młodość płci pięknej ocenia z góry dając „plusy dodatnie” (za „klasykiem”), lecz starając się o obiektywizm w każdym słowie własnej recenzji.

Jest jeszcze jeden element wart podkreślenia – wrażliwość i tzw. kindersztuba.

Zacytuję, co m.in. oczarowane media zauważyły, z konferencji poturniejowej, i wystąpieniu po angielsku – jak zwyczaj nakazuje:

„Dziękuję rządowi Australii za to, że mogłam tu grać. Wiem, ile wysiłku to kosztuje w czasach pandemii, by turniej się odbył… A ja kocham Australię, uwielbiam tu grać i będę chciała tu przyjeżdżać tak długo, jak będę mogła…

…Jestem wciąż bardzo młoda, a już zabezpieczona finansowo. To dzięki sponsorom czuję się bardzo bezpieczna…

…Wreszcie – donosi Interia – przeprosiła Australijczyków, że przejdzie na język polski i w ojczystym języku przemówiła: – Zwracam się teraz do wszystkich Polaków, którzy tu są i mnie dopingowali. Nie przypuszczałam, że będzie was aż tylu. To dzięki wam, choć gram na drugim końcu świata, czuję się jak w domu…

Powodzenia Panno Igo. I już uznanie… Jako ocena i także coś z kredytu zaufania…

I żeby tezę o błysku rodzimego sportu dopełnić, przypomnę, że Pan Robert znów strzelił dla Bayernu dwa gole… No, ale to już prawie norma…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com