Andrzej Lewandowski: Kolano – jak pępek

05.04.2021

ECHA WYDARZEŃ: Najpierw chciałem osobiście podziękować panu Hubertowi Hurkaczowi za to, że… jest.

Nie spieszę z gratulacjami za zasilenie portfela ładną sumką 300 110 dolarów; nie podniecam się awansem na 16 miejsce w światowym rankingu, (co jest przecież wydarzeniem niebywałym), ale po pierwsze raduje mnie Pan Hubert tym, że jest! A swoim triumfem w Miami (historycznym dla polskiego tenisa), wlał w nas strumień optymizmu.

W trudnych, pandemicznych czasach – powszechnego strachu o siebie; obaw, że górę wciąż mają przeróżni samozwańczy filozofowie, którzy zamiast lać oliwę na fale złych nastrojów, chętniej wciąż bawią się zapałkami.

Prosty, jasny, wywalczony na oczach kamer oraz naszych sukces sportowy biorę za zastrzyk optymizmu. Normalności, która przecież sama nie przyjdzie, ani w sporach jałowych się nie ukształtuje…

Jest za co dziękować. Sama liczba wpisów radosnych w sieci jest dowodem, że nie tylko ja tak reaguję. Czekaliśmy na „coś takiego” w liczbie bardzo, bardzo mnogiej. Nie tylko z pozycji statystyka, kibica… To dużo więcej niż „prawie remis” futbolistów w Londynie, bliskość podziału punktów…

Temat wokółpiłkarski odkładam, zostaję przy Panu Hubercie… Jaki on jest, nie jako tenisista, bo to już nam pokazał, ale „w ogóle”.

24 lata, z Wrocławia rodem. Z rodziny o utrwalonych sportowych pasjach. Sam brał się za różne sporty, wreszcie trafił do tenisa i skupił się na nim. Tak piszą o NIM, którzy człowieka bliżej znają: „Skromny, cichy, grzeczny. Niektórzy mówią nawet, że za grzeczny jak na zawodowego tenisistę. Uwielbia szybkie samochody, ale jeszcze bardziej ciężką pracę… „.

Charakterystyka słowami amerykańskiego trenera:

Jest wyjątkowy. Chciałbyś tak wychować syna, idealny narzeczony dla twojej córki. Zawsze przepuszcza kobiety przodem, każdemu przytrzyma drzwi. Po meczach trzeba go ściągać z kortu, bo chce dać autograf i podziękować każdemu, kto oglądał jego mecz. To nie zdarza się często – powiedział po pierwszych miesiącach pracy z Polakiem amerykański trener Craig Boynton.:…

Ładne? Ładne! A dalej? Ma w planie szybko kolejne starty. Tacy jak ON oraz PANNA IGA dobrze wiedzą, że czas w sporcie liczy się potrójnie… A w ogóle, to za sprawą tu wymienionych czas na uogólnienie – mamy nową tenisową jakość made In Poland,

Dyngus? Nie będę polewał, raczej pożartuję…

Primo – pozwolę sobie zauważyć, że ostatnimi czasy stan zawodowo – medialny to „najgłośniej” reprezentują byle supertuzy sportu. W parciu na szkło, klawiaturę wyprzedzają większość nas, dziennikarzy – profesjonalistów. Zbigniew Boniek i Adam Małysz. Pierwszego niesie – jak niósł zawsze – temperament, drugi – tak ukochał skakanie na nartach oraz tak pojął dyrektorowanie następcom, ze żadnej okazji nie przepuści. Ale „w temacie”., bo Prezesowi to każdy impuls wystarczy…

Nie krytykuję, właściwie pochwalam, bo tak w ogóle to przecież w ogóle to środowisko sportowe bardziej jest zbiorowym niemową, niż gejzerem publicznej twórczości. Gdy – jubileusz, trybuny, koturny dostojeństwa – owszem, ale dzień powszedni jakiś mdły… Od ministerstwa, w przewadze teraz anonimowego poczynając…

Na koniec – wszyscy jesteśmy lekarzami… Czyli – kolano mistrza Roberta jako medyczny pępek świata. Dziesięć diagnoz – od takiej, że nic się wielkiego nie stało, wystarczy siknąć, zamrozić i gramy dalej – po terapie długie i złożone. „Bo gojenie takich urazów trwa tak samo długo u mistrza sportu, jak u zwykłego Kowalskiego”… Już po lekturach i dysputach w mediach sam zaczynam być… ortopedą. A do pełnej oceny (bo piłkarzowi i tak, po ludzku współczuję, miewał podobne kontuzje) brakuje mi jeszcze tylko jednej informacji, Na ile wyceniono kolano mistrza w ubezpieczeniu, bo wszelkie terminy i terapie od tego mogą być zależne.

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com