Zbigniew Szczypiński: Jedna rada i kilka gorzkich pytań

07.04.2021

Nadal nie ma ważniejszej sprawy niż epidemia, nasilająca się zapaść w opiece zdrowotnej, pogłębiający się chaos decyzyjny w obozie władzy. Jesteśmy w trzeciej fali i właściwie już przegraliśmy – Polska znajduje w ścisłej światowej czołówce w liczbie zgonów w stosunku do wielkości populacji. To nie jest powód do dumy. Dla nikogo, dla rządu, ale i dla nas, społeczeństwa, które wykazuje taki, a nie inny stosunek do przestrzegania tych najprostszych zasad i reguł: maseczki, dystans, dezynfekcja rąk.

To proste zasady, ich przestrzeganie jest w zasięgu każdego myślącego człowieka (wyłączam z tej grupy kilku znanych posłów i polityków).

Jak jest, każdy widzi!

Skoro nie mamy wpływu na rządzących, bo oni wiedzą wszystko najlepiej (a na pewno wie to ich prezes), to może dałoby się coś zrobić, aby wstrząsnąć tą myślącą częścią społeczeństwa ?

Codziennie wszystkie media, podają liczby nowych zakażeń, zgonów, obłożenie łóżek cowidowych i liczby zajętych respiratorów. To stało się już rytuałem, trwa od wielu miesięcy a efektów mobilizacji społecznej do przestrzegania zasad nadal nie ma.

To mnie nie dziwi. Elementarna wiedza psychologiczna mówi, że reakcja na stale powtarzany bodziec słabnie do zera, bodziec przestaje działać. Coś, co jeszcze na początku akcji informacyjnej wzbudzało zainteresowanie, a nawet strach – pamiętaliśmy wartości z poprzedniego dnia i tygodnia, teraz wywołuje coraz częściej zniecierpliwienie, pojawia się zjawisko wyparcia – nie chcemy tego słuchać.

No to co można zrobić w tej sytuacji?

Można, i to bez wielkich kosztów i nowych środków.

W przekazie medialnym, zresztą w każdym przekazie, wyróżniamy poziom propagandy i poziom agitacji. To taki elementarz w tej robocie. Propaganda to upowszechnianie jakichś treści za pomocą argumentów racjonalnych – przekonujemy kogoś do naszych racji podając mu argumenty oparte na wiedzy, wielkości pomiarów, statystyki zjawiska, raportów naukowych zespołów. Wszystko to ma wzbudzić u odbiorcy chłodną refleksję dotyczącą tematu naszych działań propagandowych. Tak to trzeba robić, zawsze i wszędzie.

Ale jest też drugi poziom działań propagandowych, poziom agitacji. Agitacja w przeciwieństwie do propagandy odwołuje się do uczuć i emocji. Nie do rozumu jak to jest w propagandzie. Przekaz agitacyjny ma być gorący, ma wzbudzać emocje i uczucia, ma wywoływać skurcze twarzy i okrzyki oburzenia, ma powodować płacz i łzy u odbiorcy. W tej konkretnej sytuacji, trwającej i rosnącej skali zagrożenia życia i zdrowia wielu ludzi, brakuje mi w przekazie medialnym materiałów z sal szpitalnych, opowieści o dramatycznej walce, często jednak przegranej, bo pacjent zmarł, widoku zapełnionych szuflad w prosektorium, relacji z pogrzebów. Może to i okrutne, ale rzeczywistość jest jeszcze bardziej okrutna.

Zdecydowane zwiększenie ilości takich gorących treści w przekazie medialnym poprawiłoby poziom dyscypliny społecznej i przestrzeganie zasad higieny w czasach epidemii. Zmiana proporcji ilości propagandy i agitacji jest możliwa i nie wymaga przy tym nowych nakładów pieniędzy i środków technicznych. To zmiana modelu.

Jeżeli mowa o modelu to pamiętam sprzed paru lat model Ma-Be-Na prof. Zybertowicza. To był taki pomysł, aby władza „dobrej zmiany” posługiwała się spójnym przekazem medialnym, aby „przekazy dnia” dla posłów i polityków rządzącej prawicy nie wpadały w pułapkę sprzecznych doniesień i interpretacji. Pamiętam też, że model Ma-Be-Na budził krytykę wielu komentatorów (sam do nich należałem). Ma-Be-Na na czas kryzysu mogłaby być przydatna a chyba jej nie ma, bo jest to co jest. Czy to dlatego, że powstała w drużynie pana prezydenta czy z innych powodów – najważniejsze, że jej nie ma.

Epidemia otwiera jednak worek spraw bardziej złożonych, fundamentalnych, z którymi przyjdzie się zmierzyć (tym, którzy przeżyją) po jej zakończeniu.

Jeżeli WHO planuje zaszczepienie całej światowej populacji do końca 2022 roku to mamy mało czasu, aby pomyśleć, jak będzie wyglądał świat po pandemii. Jedno wiemy – nie będzie to ten świat, jaki znamy.

man in black t-shirt and black pants holding fire

Konieczne są zmiany w modelu służby zdrowia, wzrost liczbowy, wzrost prestiżu zawodu lekarza i całej grupy pracowników medycznych. Pytanie – czy w Polsce zaakceptujemy to, co jest normą na świecie – wyższe płace dla medyków, czy nadal będzie wisiało nad nami pytanie kiedyś ważnego polityka – „pokaż lekarzu co masz w garażu”?

Czy zmieni się i w jakim stopniu trwale, proporcja pracy zdalnej do tej wykonywanej w pomieszczeniach biur i instytucji? Czy nadal będzie w modzie wyskoczyć na weekend do Barcelony, bo LOT oferuje bilet za mniej niż PKP do Warszawy? Czy powstaną naprawdę skuteczne instytucje międzynarodowe dbające o ład gospodarczy i zmniejszanie różnic w poziomie zamożności pomiędzy różnymi krajami tego samego świata? Czy utrzyma się milcząca akceptacja dla takiego rozwarstwienia w poziomie już nie zamożności a bogactwa, w wyniku której 1% populacji ma więcej niż pozostałe 99%? Czy da się utrzymać, bez wywołania powtórki z historii – krwawych rewolucji i przewrotów – stan, w którym celebryta otrzymuje tygodniowe wynagrodzenie za swoją pracę równe rocznej płacy innego człowieka? Czy w końcu powstanie ośrodek podejmujący kierunkowe decyzje, wiążące dla świata i mające zapobiec katastrofie klimatycznej i związanej z nią migracją setek milionów ludzi z obszarów, w których nie da się dłużej żyć? Czy nadal najważniejszą zasadą motywującą ludzi do pracy i działania będzie ta, która obowiązuje, przynajmniej w naszej części świata, że „greed is good” ?

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com