Bogdan Miś: Upusty żółci (maj)

01.05.2021

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz.

5.05

Proszę wybaczyć, ale troszkę sobie pożartuję. Uprzedzam z góry, bo część Czytelników mogłaby się za chwilę strasznie oburzyć i zacząć polemikę; a może nawet spowodowałbym tak popularną w sieci gównoburzę. Więc – bardzo uprzejmie proszę nie dyskutować z poniższymi pomysłami. One są po prostu czystym szyderstwem. Szkoda, że muszę to powiedzieć aż tak wyraźnie, ale nie ma wyjścia: lud kocha dosłowność.

Więc:

Przez pięć godzin szumiał mi i warczał za plecami telewizor, w którym szła transmisja live posiedzenia Sejmu, debatującego nad przyjęciem lub odrzuceniem planu odbudowy Europy po pandemii. I jedyna korzyść z tej transmisji – to była korzyść stacji, która zapewniła sobie stosunkowo niewielkim kosztem wypełnienie czasu antenowego. Bo ani ja, ani – sądzę – Czytelnicy żadnego zysku intelektualnego z tego nie mieli. Wszak bohaterów spektaklu znaliśmy od lat doskonale – i jego zakończenie też było przewidywalne. Zero suspensu. Marnota dramaturgiczna.

Więc i oceny będzie niewiele. Najgorzej w tym cyrku – moim zdaniem – wypadła Koalicja Obywatelska, która po bohatersku i zupełnie bez sensu karnie wstrzymała się od głosu. Co było demonstracją w ogóle bez znaczenia – i myślę, że jedynym efektem tej desperacji będzie dalszy spadek liczby zwolenników tego ugrupowania. Okazało się też, że stanowisko Lewicy było również nieistotne: rząd uzyskałby większość także bez niej i bez ugrupowania Ziobry. Odpadł argument, że Lewica umożliwiła wygraną Kaczyńskiemu i utrzymała jego rząd przy żłobie; pozostał pewien absmak, że z jego chłopcami w ogóle rozmawiała. Istotny argument.

No to teraz pomysł, zapowiadany na początku: zmieńmy konstytucję i rozwiążmy w cholerę ten cały parlament z obydwiema jego izbami. Zrezygnujmy też z partii politycznych i wyborów. Zastąpmy to wszystko losowaniem – na przykład, co pół roku – setki obywateli, którzy będą władzą ustawodawczą. Ograniczyłbym to losowanie wyłącznie do ludzi w wieku 30 – 75 lat; lubiłbym, żeby wszyscy mieli pełne magisterskie wyższe wykształcenie (z wyłączeniem wydziałów politologii, zarządzania i historii, a zapewne również ekonomii i socjologii; proszę mnie zwolnić z uzasadnienia tego szczegółu: sprawdźcie wykształcenie tych naszych polityków, którzy je w ogóle mają).

Będzie dużo taniej i – jak sądzę – efekt polityczny da to nie gorszy.

Pomysłu na sposoby wyłaniania władzy wykonawczej nie będzie, jeśli ktoś się czegoś takiego w tym miejscu spodziewa. Nie pretenduję do roli ojca nowego ustroju, a mądrala, który coś wymyśli, znajdzie się na pewno, jak znam kreatywność naszego społeczeństwa. W końcu znani jesteśmy w świecie z pomysłowości politycznej i świecimy katolickim przykładem z realizacji najlepszego ustroju na świecie od ponad 30 lat, czyż nie?

Zresztą poprzedni też był dosyć udany, prawda? W ogóle: zdolni jesteśmy.

A już Sejm, to mamy ponad poziomki.

4.05

Politykę odkładam do jutra. Tymczasem trwają „boje” parlamentarne o ratyfikację planu odbudowy popandemijnej; piszę boje w cudzysłowie, bo coraz bardziej mnie to pustosłowie i patos sejmowy nużą. Ale – zobaczymy; na to, by stało się coś rzeczywiście istotnego nadziei specjalnej nie mam.

Wobec tego kilka słów o innych sprawach.

Bardzo mnie niepokoi moja tenisowa sympatia Iga Świątek; nie dlatego, że źle gra (bo wręcz przeciwnie), ale zaobserwowałem pewien jej niezwykły odruch: takie mimowolne rzucanie głową. Przedtem tego nie było, od przedostatniego meczu się nasila. Mam nadzieję, że ma w ekipie lekarza; obym się mylił, ale potrzebna jest konsultacja neurologiczna. Mój zaprzyjaźniony emerytowany profesor–neurochirurg też na to zwrócił uwagę. I to jest zupełnie inny odruch niż ten, z którego słynie Rafa Nadal; myślę o jego rytualnym dotykaniu nosa i paru innych miejsc przed każdym serwem. Niepokojące.

Drugi dzisiejszy mój temat – to matury. Moim zdaniem, coraz bardziej bez sensu. Wydajemy jako państwo pieniądze na czynności, które w gruncie rzeczy niczemu nie służą. Gdyby zrezygnować z obowiązkowej matury w szkołach a wrócić do egzaminów wstępnych na uczelniach, byłoby – moim zdaniem – dużo sensowniej. Mimo wszystko spory odsetek maturzystów dalszej nauki nie podejmuje, więc po co ich męczyć? Na uczelniach egzaminowano by tylko tych, którzy pragną studiować; praw młodzieży do nauki w niczym by to nie ograniczyło, bo można by było podchodzić do tej próby dowolnie wiele razy i na dowolnej uczelni. A jeśli uczelni (niestety, tak jest w sektorze prywatnym) zależy tylko na czesnym a egzaminu zorganizować nie chce lub nie umie, to zamiast konkursu matur – i tak w wypadku niektórych uczelni fikcyjnego – można policzyć średnią z dwóch ostatnich lat nauki.

Ja wiem; to magia słowa. Matura jest często nazywana świadectwem dojrzałości. Ale… do czego? Małżeństwo matury nie wymaga, podjęcie pracy w bardzo licznym zestawie zawodów – jak wyżej; o rodzicielstwie już w ogóle nie wspomnę.

Więc może dajmy sobie spokój z tą zabawą?

3.05

Dziś dzień świętej Hipokryzji. Kurwicy racic i pyska można dostać, jak się ogląda te wszystkie ceremonie ku czci „pierwszej konstytucji w Europie”, celebrowane przez ludzi, którzy notorycznie konstytucję lamią. Superstar dnia to oczywiście pan rezurekcja / insurekcja / erekcja prezydent. Przemawia i przemawia, i przemawia… A tymy rencyma macha i macha… A krzyczy…

Swoją drogą – ciekaw jestem, czy on tak sam z siebie z tym stylem oracji, czy go jakiś czwartorzędny aktorzyna uczył? A może ma jakiegoś trenera osobistego wśród tych setek doradców i urzędników, zaludniających Pałac? W każdym razie tego osobnika, który mu prowadzi konta na witrynach społecznościowych, to bym wywalił na zbity pysk. Kompromitacja za kompromitacją.

No, chyba że to syn jakiegoś znajomego księdza. W takim razie przepraszam, że się wtrącam.

Od wczoraj tkwię też w niemym zbulwersowaniu naszym kolejnym ekscesem dyplomatycznym. Jakiś pan z naszej ambasady w Czechach (mimo wszystko – nie mogę uwierzyć, że to dyplomata; nawet jak na normy pisowskie, to niezbyt fachowy urzędnik, żeby niczyjej godności nie naruszyć dokładniejszym określeniem) domaga się od czeskiego rządu jakiegoś działania, uniemożliwiającego Polkom „turystykę aborcyjną” celem ominięcia przenajświętszego polskiego katolickiego prawa.

Jeśli kiedyś ktoś napisze podręcznik robienia z siebie idioty w skali światowej, to przykład będzie jak znalazł.

Jedna myśl mnie w związku z tym nurtuje: jakie konkretnie działania strony czeskiej wobec polskich kobiet miał na myśli ów duplomata (to nie literówka)? Mam chyba niezłą wyobraźnię, ale tego nie potrafię nią objąć; może czytelnicy tych słów wpadną na jakiś stosowny pomysł.

Chociaż – bo ja wiem? Może i mam sposób. W dodatku już stosowany. Otóż kilkadziesiąt lat temu moja mama z jakiejś tam okazji musiała składać zaświadczenie o moralności, wystawiane przez proboszcza. Pamiętam jak dziś, bo dokument był oszałamiający; katabas bowiem zaświadczał na piśmie, że matula „z moralnością nic wspólnego nie miała”.

Ogromnie żałuję, że ten dokument mi się w archiwach rodzinnych nie zachował; byłby jak znalazł. Zagadką dla mnie pozostaje, do czego mógł taki dokument służyć we wczesnej PRL, ale widziałem na własne oczy. Zapamiętałem tak samo, jak słowa pewnego powiatowego działacza, który zwracając się do mojego pokolenia użył zwrotu „młoda polska degeneracjo”…

Prorok jakiś był? Może nie z nas, ale z następnych pokoleń coś takiego wyrosło…

2.05

Myślę, że czytelnicy tych słów znają pojęcie korelacji. Co, nieśmiało pozwolę sobie powiedzieć, nie znaczy, że każdy je rozumie. Część z nas utożsamia bowiem korelację ze związkiem przyczynowo–skutkowym i – jeśli słyszy o korelacji np. 30% między dwoma zjawiskami, to uważa, że jedno na drugie jakoś fizycznie (właśnie w 30%) wpływa. A tu jest inaczej. Zjawiska korelują – znaczy, że sobie w jakimś procencie towarzyszą i owo towarzyszenie zgoła nie musi oznaczać powiązania logicznego; nawet w wypadku korelacji 100%.

Przykład: jest (albo było, ostatnio sprawy nie badałem) zwyczajem kolejarzy, że przed odjazdem pociągu ze stacji konduktor gwiżdże. Zgodzą się państwo zapewne łatwo, że ani gwizdek nie jest przyczyną ruchu pociągu, ani start maszyny nie jest przyczyną gwizdka. A korelacja wynosi tu właśnie 100%.

Inny przykład: załóżmy, że jakiejś chorobie towarzyszą zawsze dwa objawy; powiedzmy ból głowy i biegunka. W wypadku tej choroby obydwa objawy łączy stuprocentowa korelacja – co absolutnie nie znaczy, że ból głowy wywołuje biegunkę lub odwrotnie.

Jest oczywiście możliwe, że wysoka korelacja jest wynikiem wspólnej przyczyny obu zjawisk; tak jest właśnie w tym przykładzie.

Proszę o wybaczenie za ten przydługi wstęp teoretyczny, ale chcę opowiedzieć o pewnym zjawisku, które i mnie zadziwia, ale z całą pewnością nie ma charakteru przyczynowo–skutkowego, lecz jest w jakiś sposób znamienne.

Zrobiono mianowicie badania nad chęcią rozmaitych kategorii obywateli naszego kraju do poddania się szczepieniu przeciw wirusowi obecnej pandemii. I między innymi wyszło, że wygląda to całkiem inaczej wśród zwolenników różnych partii politycznych. No i antyszczepionkowców jest najwięcej wśród Konfederatów (połowa; czego się spodziewałem) i … zwolenników Hołowni (aż 36%). Moja robocza hipoteza jest w tym wypadku taka, że w obu tych ugrupowaniach wyraźnie widać wpływ kościelnych bajań o „niegodziwości” szczepionek, rzekomo produkowanych z tkanek, pobranych od abortowanych dzieci.

Dlaczego jednak zdecydowanie najmniej zainteresowani szczepieniami są młodzi mężczyźni, w wieku 18-39 lat? Aż 42 proc. z nich nie chce się szczepić, a 1 proc. nie ma zdania. Tu już hipoteza o wpływie zaufania do opinii księży raczej nie działa… Na dodatek 5 pkt procentowych więcej kobiet niż mężczyzn chce się zaszczepić. Jakiś pomysł – dlaczego?

Warto się zapoznać z wynikami całego badania, zrobionego przez IPSOS dla oko.press.

1.05

Stare powiedzenie znów okazało się słuszne: presja ma sens. Dziś były katolicki harcerz Dworczyk, który niedawno okazał się bardzo sprawnym ochroniarzem premiera, zdecydowanie odpychając od jego przenajświętszej Osoby panią Hartwich, domagającą się preferencji w szczepieniach dla osób z niepełnosprawnościami – otóż dziś ten pan Dworczyk uległ. Niepełnosprawność uprawnia od dziś do pierwszeństwa w szczepieniach – zarówno osoby nią dotknięte bezpośrednio, jak i opiekunów.

Nasuwa się złośliwe pytanie: a nie można był od razu? Czy koniecznie trzeba wam przyłożyć, żebyście cokolwiek zrozumieli i zachowali się jak ludzie?

Chyba jednak koniecznie. Bo elektorat zareagował takimi na  przykład komentarzami:

Czyli zdrowie i życie niepełnosprawnych jest cenniejsze niż pełnosprawnych? Może na kolana padajmy i po rękach całujmy?

Albo

Hartwich rządzi, rozum śpi, żenada.

Albo, najłagodniej:

Min. Dworczyk niepotrzebnie uległ naciskom.

No i mówcie mi dalej, że po obu stronach naszej sceny politycznej są ludzie, tylko zapatrywania mają inne. A rządzący to kość z kości i krew z krwi swojego elektoratu.

A po ostatnich wydarzeniach politycznych, zwłaszcza po porozumieniu Lewicy i PiS–u OKO.PRESS pisze z uzasadnieniem, że Zjednoczona Opozycja staje się coraz mniej powabna. Fakt; to się czuje. I dlatego z niepokojem – ale i cieniem nadziei – czekam na 4 maja, czyli na posiedzenie Sejmu. To chyba ostatnia szansa, by ten powab się choć trochę odświeżył. Ciągle mam wrażenie, że żyjemy na scenie teatru, w którym wystawia się „Wesele”. Może jednak zdjąć już ten spektakl z afisza?

Genialny. Ale starczy.

Bogdan Miś

Print Friendly, PDF & Email
 
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com