Arkadiusz Głuszek: Narodowo-socjalistyczna Rzeczpospolita rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej

29.05.2021

Nie, nie jest to cytat z żadnej z mów towarzyszy partyjnych z lat 70. ubiegłego wieku. Ani nie jest to parafraza słów towarzysza Pierwszego Sekretarza PZPR – Edwarda Gierka. To opis polskiej rzeczywistości w roku 2021.

Opory myślącej części opinii publicznej przed przyjęciem lokalizowania poglądów politycznych na prostokątnym układzie współrzędnych osi X i Y zamiast na jednej osi właśnie zostały wykorzystane politycznie przez Kaczyńskiego. Dwuosiowy podział sceny politycznej był pomysłem Davida Nolana i pozwalał na precyzyjne, jednoczesne umiejscowienie poglądów ekonomicznych względem jednej osi i światopoglądu względem drugiej osi. Taki układ rozjaśnia rzeczywistość polityczną i pozwala jednoznacznie zrozumieć intencje rozmówców. Bez niedomówień. Uporczywe trzymanie się jednej osi prawica-lewica w dyskusjach i dziennikarskich newsach wprowadza chaos do zrozumienia rzeczywistości i stwarza pole do manipulacji opinią publiczną. Teraz nadarzyła się okazja do zilustrowania powyższych słów.

Część opinii publicznej rozumie lewicowość jako program polityczny mający wspierać najsłabsze ekonomicznie środowiska, czyli według starej nomenklatury – proletariat miast i wsi. Dla części społeczeństwa lewicowość współcześnie oznacza wyłącznie otwarty i postępowy światopogląd. To drugie rozumienie lewicowości sprawdzało się w Polsce od 1990 do 2015. Kolejne rządy prawicowe i lewicowe konsekwentnie realizowały neoliberalną politykę ekonomiczną inspirowaną szkołą waszyngtońską, a walka polityczna rozgrywała się w sferze światopoglądowej, obyczajowej, pomiędzy konserwatystami i liberałami.

Tak bardzo przywykliśmy do ram tego podstawowego konfliktu, że z trudem dostrzegaliśmy narastające napięcia społeczne spowodowane polityką wolnorynkową. Na rynku politycznym pojawił się autentyczny popyt na tradycyjną lewicę ekonomiczną. Z poważną ofertą pospieszył PiS. Była też „Samoobrona”, ale została skutecznie wymanewrowana po tym, jak jej lider oficjalnie popełnił samobójstwo. „Razem” pozostaje partią niszową.

Kaczyński skutecznie zagospodarował niezadowolenie społeczne. Pieniądze z transferów socjalnych mówiły same za siebie, a w języku propagandy rząd odwoływał się wyłącznie do kwestii narodowych, religijnych i historycznych, czyli w dalszym ciągu ustawiał ring polityczny w materii światopoglądowej.

W sferze faktów ekonomicznych i prawnych Polska od 2015 roku jest stopniowo przekształcana z demokracji wolnorynkowej w narodowo-socjalistyczną demokraturę. Za zgodą wyborców i przy anemicznej asyście opozycji.

Jak przystało na rządy narodowo-socjalistyczne, polityka krajowa opiera się na najsilniejszych graczach. W Polsce na Kościele Rzymskokatolickim i na największych spółkach Skarbu Państwa. Kościół ma siłę do wymuszania na partii rządzącej kolejnych koncesji na rzecz tkania państwa wyznaniowego. I to Kościół stał się głównym źródłem kryzysów społecznych. Byliśmy świadkami ich kulminacji jesienią zeszłego roku. Kobiety, mniejszości seksualne, światopoglądowe i obyczajowe znalazły wówczas polityczne oparcie w „Nowej Lewicy”.

Ale Kościół i bunty społeczne przeciw niemu to nie jedyne zmartwienie Kaczyńskiego. Dla partii rządzącej równie groźne są przetasowania polityczne. Partie Gowina i Ziobry walczą o życie i należało stworzyć taką konfigurację, żeby zaszachować swoich formalnych sojuszników w „Zjednoczonej Prawicy”, czyli uniemożliwić im jakąkolwiek możliwość wpływania na realną politykę Kaczyńskiego w drodze szantażu.

Już Państwo wiedzą, o czym za chwilę napiszę. To logiczne wyjaśnienie prostego ciągu zdarzeń:

Gowin i Ziobro otwarcie szantażują Kaczyńskiego – „Zjednoczona Prawica” zaczyna przegrywać sejmowe głosowania – otwarty, uliczny bunt środowisk liberalnych, kobiet, mniejszości i młodzieży – fiasko prób przechwycenia posłów opozycji – widmo przyspieszonych wyborów – Lewica popiera rząd w kwestii Krajowego Planu Odbudowy – rząd realizuje swoje plany – niebezpieczeństwo przyspieszonych wyborów zażegnane – tryumfalny Kongres PiS – ogłoszenie Nowego Ładu.

Bardzo prosty i logiczny zabieg przywrócenia lewicowości jej historycznego znaczenia, czyli namówienie lewicy na współpracę wokół spraw socjalnych i odłożenie na bok spraw obyczajowych pozwoliłby Kaczyńskiemu jeszcze bardziej wzmocnić swoją władzę.

Można sądzić, że po stronie lewicy największą rolę w dotychczasowym zbliżeniu z PiS odegrała partia „Razem”. To inteligencka partia powstała wokół programu neomarksistowskiego, stricte socjalnego. Dla PiS nie jest ona politycznie odległa w kwestiach socjalnych. Zobaczymy jak politycznie rozwiązane zostanie zaangażowanie działaczy „Razem” na rzecz środowisk LGBT i kobiet.

Postawa Biedronia i czołowych polityków „Wiosny” rozczarowuje. Ta partia, która powstała ze środowisk lewicy światopoglądowej stała się teraz wydmuszką. Stała się egoistyczną trampoliną dla osobistych ambicji Biedronia. Ciekawe co zrobią działacze „Wiosny” w najbliższym czasie. Co zrobią tak wybitni i bezkompromisowi działacze jak Joanna Scheuring-Wielgus, która otwierała niedawną Konwencję Lewicy? Przecież zaprezentowany tam program „Pięć filarów lewicowej Recepty dla Polski” to był szczyt hipokryzji. Zęby bolą. Ani słowa o równouprawnieniu, świeckiej szkole, prawach kobiet i prawach mniejszości.

Tajemnicą dla mnie są motywy liderów SLD. To środowisko tak mocno od lat wrośnięte w działania na rzecz mniejszości obyczajowych i wyznaniowych pokazało im teraz środkowy palec. Czy chodziło wyłącznie o stanowiska, co sugerują ostatnie nominacje prominentnych członków SLD? Czy jest to taktyka à la PSL, żeby z każdym byle do władzy? Ale upadek PSL pokazuje, że to samobójstwo. Wiele mówi wściekła reakcja Millera skierowana do Czarzastego.

W umowach, jak to w umowach, mamy coś za coś. Czy możemy spodziewać się liderów lewicy na listach wyborczych PiS w najbliższych wyborach? Wejścia „Nowej Lewicy” do nowej koalicji rządowej razem ze „Zjednoczoną Prawicą”? Już niedługo się przekonamy, czy powyższa hipoteza jest poprawna.

Konsekwencji tego porozumienia byłoby co niemiara i na dobrą sprawę rozpoczęlibyśmy nowy rozdział w polskiej polityce. „Narodowo-Socjalistyczny” człon w opisowej nazwie naszego kraju zostałby uklepany.

Na razie trwa cisza i wyczekiwanie. Trudno się dziwić. PiS musi stworzyć nową narrację, w której „komuch” nie ma nic wspólnego z dobrą lewicą, dobrymi chrześcijanami z lewicy. Lewica ma jeszcze trudniejsze zadanie – zatrzymać jak najwięcej wyborców głosujących w sprawach światopoglądowych. I dużą część swoich działaczy. Jestem mocno sceptyczny, czy im się to w ogóle uda. Równie dobrze może to być koniec lewicy w tym rozdaniu.

Jeżeli otwierałby się nowy rozdział w polskiej polityce, to tym samym otwierałaby się nowa perspektywa dla pozostałej części opozycji. Zwróciłem uwagę na fragment przemówienia Kaczyńskiego na ostatnim Kongresie PiS. Stwierdził on, że rewolucja obyczajowa w Polsce pozostanie sprawą marginalną i jak mamy rozumieć, bez większego wpływu na życie społeczne i polityczne. Było to tryumfalne przemówienie wskazujące, że Kaczyński jest z siebie bardzo zadowolony i dumny, że spreparował polityczny majstersztyk. To jednak nie musi skończyć się tryumfem dla konserwatystów.

Wiemy, że PiS zleca dużo szczegółowych i kosztownych badań opinii publicznej. Ważne decyzje podejmowane są przez Kaczyńskiego i jego ludzi, jak można przypuszczać, po starannej analizie danych z badań. To są tylko moje domysły, ale wydaje mi się, że można zaryzykować hipotezę, iż badania wskazały na rosnącą rolę progresywnych poglądów społeczeństwa, znaczenie buntu kobiet i możliwość przechwycenia władzy przez te środowiska w niedalekiej perspektywie. W takim przypadku porozumienie z lewicą byłoby także ruchem wyprzedzającym, pacyfikującym polityczne zaplecze środowisk progresywnych. A Kongres PiS był pokazowo zapełniony kobietami.

Jeżeli politycy Koalicji Obywatelskiej zachowali czujność, to z pewnością dostrzegają ogromną szansę, jaka hipotetycznie otwiera się przed liberałami. Rezygnacja lewicy z walki w sprawach światopoglądowych oddałoby bez walki całe spektrum środowisk wolnościowych w ręce liberałów. Należałoby jedynie wyciągnąć rękę. „Przesunięcie na lewo”, ale już na poważnie i na osi światopoglądowej, bo przecież nie ekonomicznej. W normalnej sytuacji można by zakładać, że w KO trwają już analizy, dyskusje i przygotowanie inicjatyw, ale w świetle tego, co opozycja dotychczas pokazała, takiej pewności mieć nie można. Teoretycznie KO dostałaby nowe życie i znaczącą szansę przejęcia władzy w niedalekiej przyszłości mając już i struktury, i pieniądze.

Odrodzeni liberałowie szybko znaleźliby wspólny język z kobietami i mniejszościami w kwestiach ideologicznych. W kwestiach ekonomicznych też nie widzę problemu, żeby mówić do małych i średnich przedsiębiorców językiem „Konfederacji”. To ważne, bo KO pozwoliła sobie odebrać „Konfederacji” inicjatywę w tej materii. Nowy Ład daje dużo amunicji politycznej w ręce opozycji. Poza tym KO nie musi udowadniać swojej europejskości. „Zieloni” uwiarygadniają politykę prośrodowiskową, a „Nowoczesna” sekularyzację państwa.

Pozostaje jedynie „drobny” problem. Czy pojawi się odważny lider, który rzuci wyzwanie Kościołowi – najważniejszemu graczowi konserwatywnej Polski?

Ten „drobny” problem, jak i miałkość KO może zablokować odrodzenie się liberałów. Wówczas czekają nas długie lata patriarchalnego, opresyjnego państwa wyznaniowego. Narodowo-socjalistycznej Rzeczpospolitej narodu katolickiego. Nie wierzę w skuteczną moderację polityki przez lewicowych koalicjantów w takiej konfiguracji. Gdzie szukać ratunku?

Ps. Już po napisaniu poniższego tekstu natknąłem się w natemat,pl na felieton Janusza Majcherka „Rozdwojenie lewicowej jaźni”. Skupia się on na omówieniu korzyści, jakie historycznie czerpała lewica z rozwijania programu socjalnego, a jakie z upominania się o sprawy mniejszości i kwestie światopoglądowe. Ciekawostką dla mnie było wskazanie na motywy podjętej współpracy z PiS. Motywy czysto wyborczo-arytmetyczne.

Arkadiusz Głuszek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com