Andrzej Lewandowski: Babinicz?

20.06.2021

ECHA WYDARZEŃ: Zawodowy nawyk dążenia do obiektywizowania dyktuje porządek zdań.

Gdy piłkarze mało udolnie grali (i przegrali) ze Słowacją – krytyka była na miejscu. Gdy zremisowali (1: 1) z faworyzowaną Hiszpanią – trzeba spieszyć z uznaniem oraz gratulacjami. Nie „od ściany do ściany” – Jak część Kolegów, którzy obiektywizowanie trzymają w kieszeni, i niektórzy już zaczęli kolejne dmuchanie balonu…

Sportowa złość – na krytyków oraz wątpiących i na siebie urodziła świetne rozwiązanie – to prawda.

Rodacy z piłką byli – moim zdaniem – mentalnie mocniejsi niż rywale stawiający na łatwe 3 punkty.

Prawda, że Polacy zapewne wydali z siebie dużo więcej energii, bo jednak wyszkolenie technicznie sprzyjało rywalom, ale sił jednak – i pragnienia zwycięstwa dało jakby dodatkowe siły. Od kapitana poczynając, który tym razem rzeczywiście przewodził (i ten gol wielkiej urody), po resztę graczy. Nawet jeśli ten i ów zrobił raz coś gorzej, bardzo starał się osobiście o naprawę. Nie przez dysputę, gest wobec sędziego… A że Hiszpanom dobrze szło, gdy grali „na luziku”, zaś wykańczanie akcji nie było atutem – ich sprawa, nie nasza. A może to i wpływ postawy polskiej drużyny, agresywnej do końca. W każdym razie pewnie na Półwyspie analitycy komentują, że w krainie takiej klubowej piłki jak Real (nie jeden), Barca itd., parę zespołów, (czyli z „legią cudzoziemską”) mogło dać sobie radę z taką reprezentacją, jak ta, której rodacy zasłużenie dali popalić…

Kibic kocha dyskusje – na tym też polega fascynacja sportem. Nie dziwota więc, że po tym meczu – radosnym – wraca też ten przeciw Słowakom. Gdyby wtedy zagrali podobnie, to byłby nie jeden punkt… I awans pod ręką…

Tak np. głosi pan Janek (dawna ksywa: „legendarny bramkarz”; dzisiejsza: „i tak wiem lepiej”), stawiając trenerowi zarzut nadto ciężkich ćwiczeń przed grą ze Słowakami. Dlatego – podobno – nie byli potem na boisku w pełni dyspozycji i…

Czyli – kardynalny błąd w sztuce, coś z abecadła BPS (bezpośrednie przygotowanie startowe). Zarzut – łatwiutki, a zarazem jednak ciężki. Między nami, wykształconymi trenerami, mówiąc… Na pytanie: po co? Nie odpowiadam. Bo nie wiem, jak było, i co na to np. prezes PZPN, też przecież trener.

Bez niego – podobno nic się nie dzieje. Oko ma na wszystko, nawet z premierem jest na ty… Mogły nadzwyczajne treningi ujść uwadze?

Nawiasem – przypomniała mi się montrealska przeszłość olimpijska. W aspekcie szkoleniowo – bpsowskim. Podobno po serii początkowych gier ktoś ważny zagadał trenera Wagnera z propozycją, by parę wolnych dni poświęcił na cięższy trening… „Bo wygrywają tylko po 3:2”…

Wagner miał odpowiedzieć, że właśnie przebieg spotkań finalizowanych takim wynikiem, świadczy o dobrym przygotowaniu, i teraz to on podopiecznym zaproponuje kielicha, relaks, a nie mocniejszy trening. Zostali – przypomnę – mistrzami igrzysk… To tak, na marginesie… marginesu…

Gramy dalej. W środę. Przeciw Szwedom. Jak w sienkiewiczowskim „Potopie”. Objawi się „Babinicz” (dawniej Kmicic), który wysadzi szwedzką kolubrynę? W każdym razie teraz klucz raczej trzymają Szwedzi (4 pkt), a my mamy pragnienia oraz nastrój podniecony dobrym graniem przeciw Hiszpanom. I jeden punkcik w bilansie. Ale… „Babinicz” też nie miał szans, a kolubrynie i Kuklinowskiemu dał radę… U Mistrza Henryka…

A granie z Hiszpanami było – raz jeszcze dobre słowo na adres aktorów – fajne. Był impet. Nawet tym razem nie przypnę kolegom z TVP łatki grafomanów mikrofonu. Mam innych kandydatów…

Relacjonujący mecz szczerze, z sercem – słowem pomagali… Wtedy i potknięcia uchodzą…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com