Zbigniew Szczypiński: Obrazki ze sceny polskiego politycznego teatru

20.07.2021

Elementarne pojęcia socjologii to pozycja społeczna i rola społeczna. Mówiąc krótko: pozycja to miejsce, jakie się zajmuje w społecznej strukturze a rola – to to jak się ją pełni.

Możemy zajmować różne pozycje w różnych strukturach: dochodu rocznego, wykształcenia, prestiżu i wielu jeszcze innych. Rola społeczna to całość naszych zachowań, tego, co i jak mówimy, jak się zachowujemy, ubieramy. Zupełnie tak jak w teatrze, oceniamy aktora za całość jego gry na scenie – i tego, jak oddaje charakter postaci, którą gra.

Bardzo często w publicystyce używane jest pojęcie sceny politycznej. Sceny, a więc wprost nawiązania do teatru, na politycznej scenie politycy, niczym aktorzy w teatrze, odgrywają swoje polityczne role.

Chciałbym zająć się tym, co stało się i nadal się dzieje na polskiej scenie politycznej. Struktura pozycji jest ukształtowana decyzją wyborców, którzy w wyborach parlamentarnych, ale i prezydenckich dali władzę obozowi Zjednoczonej Prawicy – a konkretnie Jarosławowi Kaczyńskiemu. Tak się stało i skutki tego widzimy każdego dnia. Ludzie, których pozycja wynika z decyzji prezesa wszystkich prezesów, odgrywają swoją rolę tak jak ją rozumieją, tak jak wyobrażają sobie, że chce tego prezes.

Sześć lat władzy Jarosława zabetonowało scenę polską scenę polityczną. Rządzący motywowani są tylko jednym celem – „raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”. To prawie dosłowny cytat z poprzedniej epoki. Przy tak sformułowanym podstawowym celu możliwe jest wszystko, każde oszustwo, każdy przekręt.

Dodatkowym wzmocnieniem jest to, że każdy, nawet poseł Suski, musi zdawać sobie sprawę z grożącej mu odpowiedzialności, nie tylko politycznej, ale i karnej – to wielki wzmacniacz determinacji, aby władzy nigdy nie oddać. To dlatego ta władza zrobi wszystko, zagarnie Polska Press, zamierzy się na TVN 24, zrealizuje prawny polexit, zrobi powtórkę z wyborów kopertowych – a mając pod butem wszystkie instytucje zatwierdzające wyniki wyborów powszechnych, nawet w przypadku przegranej ogłosi swoje zwycięstwo.

Przy tej skali przekrętów, politycznej korupcji i szalejącego nepotyzmu możliwe jest wszystko. Przypomnę – ta władza w pierwszych miesiącach funkcjonowania zlikwidowała tworzącą się służbę cywilną, konkursy na stanowiska, szkoły kształcące kadry dla państwowej administracji. Wróciliśmy do starego hasła – nie matura a chęć szczera zrobi z ciebie oficera. W trudnych powojennych latach dało się to jakoś tłumaczyć – to, co dzieje się obecnie jest nie do wytłumaczenia w żadnej logice poza pragnieniem nieoddania władzy

Wróćmy jednak do początku. Do starych aktorów sceny pisowskiej sceny politycznej. Do tych, do których przywykliśmy, o których wiemy co powiedzą, zanim otworzą usta — takich jak Zbigniew Ziobro, marszałek Terlecki czy sam Jarosław Kaczyński — dołączyła ostatnio marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, pani marszałek Elżbieta Witek. To, co wykrzyczała z siebie pani marszałek na wiecu, na którym zgromadzili się nie tylko zwolennicy PiS-u, ale i jego przeciwnicy – przeszło wszelkie wyobrażenia.

Wydawało się, że spokojna, nawet pozbawiona politycznego żaru pani Witek nie jest zdolna zagrać roli przekupki z małomiasteczkowego jarmarku. Nie chcę analizować treści tego, co mówiła. To były standardy tej formacji, dzielenie Polaków na tych, co popierają władzę – i im się należą pieniądze, łącznie z emeryturą –i tych, którzy nie popierają, a więc nie powinni brać tych pieniędzy. To było rozumowanie zaczerpnięte z logiki Beaty Szydło, gdy była premierem. To Beata Szydło krzyczała bowiem niegdyś do zgromadzonych na wiecu, że pieniądze, które rząd przeznaczył na różne zasiłki i dodatkowe emerytury to… prezent od Jarosława Kaczyńskiego. Tak jakby to były jego pieniądze.

Minęło kilka lat a takie myślenie jest nadal obecne w rządzącym obozie. Obraz marszałek Witek krzyczącej niczym przekupka te wszystkie pisowskie kłamstwa i nonsensy — pozostanie jako główna treść jej roli społecznej… Tego się nie da zapomnieć, nie da się przykryć niczym.

Pani Witek pozostanie w naszych oczach jako przekupka wykrzykująca nonsensy i polityczne androny szkodliwe nawet dla rządzącej formacji. Czy taka refleksja pojawi się także w PiS – zobaczymy. Jeżeli zostanie wycofana z pierwszej linii frontu na wyłączną pozycję fotela marszałka w sejmie — to będziemy mieli dowód, że prezes wszystkich prezesów ocenił jej występ podobnie. Czyli że coś zaczyna rozumieć.

Wiec polityczny to trudny teatr, występowanie na tej scenie wymaga najwyższych kwalifikacji. Polityk-aktor na wiecowej scenie może uzyskać spektakularne efekty, większe niż w czasie mrówczej pracy posła czy senatora. Przykładem takiego aktora w pełni przygotowanego do roli wiecowego mówcy był Donald Tusk, który w moim Gdańsku, na Długim Targu, przy Neptunie spotkał się z dużym tłumem ludzi i wygłosił mobilizujące przemówienie. Donald Tusk nie krzyczał, wręcz przeciwnie zawieszał głos, robił pauzy po to, aby wzmocnić puentę tego, o czym w danej chwili mówił.

Efekt wiecowy nie jest trwały, można go łatwo stracić. Ale liczy się to zostaje w pamięci: polityka-aktora grającego swoją rolę perfekcyjnie — lub amatora, partacza, myślącego, że skoro ma się mikrofon a druga strona go w tym momencie nie ma, to wystarczy ją zakrzyczeć.

To tak nie chodzi… Zrozumieją?

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com