Sławek: Naiwność, głupota, hipokryzja czy cynizm – a może coś pominąłem?

31.08.2021

Jarosław Gowin. Zdj.Flickr (domena publiczna)

26 sierpnia 2021 ukazał się na łamach SO tekst Andrzeja Koraszewskiego zatytułowany: „Pan Hitler mnie oszukał”. Następnego dnia Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad z Jarosławem Gowinem z nagłówkiem „Kaczyński postrzega współczesny świat jako źródło zagrożeń dla Polski”, choć moim zdaniem trafniejszym tytułem byłoby sformułowanie samego Gowina zawarte w tekście: „Jarek, oszukałeś mnie”.

Gowin nie jest politykiem, którego cenię, czy choćby darzę minimum sympatii. Jeżeli zdecydowałem się przeczytać jego wypowiedź to z jednego powodu. Z ciekawości jak wyjaśnia to, w czym brał udział od roku 2015 do wyrzucenia go z rządu pisowskiego 10 sierpnia 2021 r. Zastanawiałem się jaką linię wyjaśnienia swojej aktywności politycznej w tym okresie przyjął.

Dziennikarki Agata Kondzińska i Dominika Wielowieyska postawiły politykowi pytanie: czego żałuje po tych latach u boku Kaczyńskiego?

Odpowiedź nie zaskakuje – Gowin od początku stara się czytelnikowi przedstawić jako idealista, patriota, który dla Polski chciał dobrze. Wspólnie z Dudą i Morawieckim miał w pierwszej kadencji, skutecznie we własnym mniemaniu, powstrzymywać Kaczyńskiego przed populistyczną rewolucją. Działał na rzecz wielkich osiągnięć, do których sam zaliczył takie kwestie jak: „Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, ustawy o innowacyjności, moja reforma uniwersytetów, walka z mafiami vatowskimi. Program 500+…”. Program tamtego okresu przyjęty przez koalicjantów określił jako „program zachodnioeuropejskiej chadecji”, choć zaznaczyć wypada, że takie programy miały w Zachodniej Europie partie chadeckie ostatnio 50-60 lat temu. W tym sensie albo Gowin nie ma pojęcia o współczesnej chadecji, albo przypuszcza, że czytelnicy takiego pojęcia nie mają. Te rzekome „osiągnięcia” nie nadają się nawet do komentowania.

Łatwo też przychodzi Gowinowi powoływanie się w swoich intencjach na uznane autorytety w zakresie koncepcji IV RP jak prof. Rafał Matyja, dzięki czemu rządzący mieli rzekomo program działań na rzecz „instytucjonalnego wzmocnienia państwa”.

Dziennikarki punktują go po kolei pokazując, że od początku wspólnego rządzenia w 2015 roku razem z PiS dokonali szeregu zamachów na Konstytucję i zniszczenia wielu rozwiązań instytucjonalnych, co spotyka się z uwagami Gowina, że on ma inne poglądy. Dla niego stanowiska Komisji Weneckiej, KE czy autorytetów prawniczych w Polsce i świecie nie mają żadnego znaczenia.

Przy okazji dowiadujemy się, że Polska nie jest krajem na drodze do autorytaryzmu a tylko stopniowalną demokracją. Prawda, że „ciekawa” narracja: „…w niektórych obszarach udało się standardy rządzenia poprawić, ale w innych jakość demokracji się niestety pogorszyła. Ale demokracja jest czymś stopniowalnym, nie jest zero-jedynkowa…”. Ciekawe gdzie poprawiono standardy demokracji? Najbliżej chyba w San Escobar.

Gowin w tym wywiadzie, politycznie tonący na własne życzenie, „brzydko się chwyta”. Jawi się jako symetrysta. Zaczął od starego, pisowskiego kłamstwa: „wyboru przez PO dwóch tzw. nadliczbowych sędziów”, co jego zdaniem rozpoczęło: „… działania psujące demokratyczny fundament państwa”. I dalej warto „…nie zapominać o ośmiu latach rządów Platformy”. Kontynuował insynuacyjne sugestie wobec Platformy Obywatelskiej: „Nigdy nie mówiłem, że PO doprowadziła Polskę do ruiny, ale z rozczarowaniem przyjmowałem politykę ciepłej wody w kranie oraz jej skręt w lewo”. W innym miejscu: „Nie tęsknię za Polską sprzed 2015 r. Ówczesny program Zjednoczonej Prawicy był ambitnym pomysłem, jak modernizować kraj, a jednocześnie zachowywać tradycyjne wartości”. Właśnie przez 6 lat doświadczamy realizacji tego „ambitnego” pomysłu !

Ciekawe jest opowiadanie Gowina o sprawie, w której głosował, „ale się nie cieszył”, czyli o deformie wymiaru sprawiedliwości. Od początku był jej przeciwny w kształcie proponowanym przez Ziobrę. Współdziałając w tym dziele z Dudą i Morawieckim. To, że Duda i on (Gowin) zostali w końcu jak dzieci ograni przez JK, skwitował podobno w osobistej rozmowie przywołanym wcześniej „Jarek, oszukałeś mnie”.

Wątków związanych z deformą sądownictwa jest w wywiadzie więcej. Gowin, jak Piłat umywa ręce, wskazując na kolegów z koalicji – to Solidarna Polska odpowiadała za tę dziedzinę życia. W dalszej części tekstu nie zgadza się z oczywistymi wnioskami, że ustawy sądownicze zaproponowane przez Dudę także łamały konstytucję, kiedy autorki przywołały niekonstytucyjne skrócenie kadencji prezes Gersdorf. W końcu przyparty przez dziennikarki do muru niechętnie zgodził się, że pseudo reforma sądownictwa: „Na pewno spowolniła proces orzekania. Okazała się przeciwskuteczna, co przyznali nawet Kaczyński i Morawiecki. Za nami sześć zmarnowanych lat, jeżeli chodzi o wymiar sprawiedliwości.” Tylko co to za rewelacja, kiedy powiedzieli to przed nim wymienieni jego byli szefowie. Gowin zaraził się chyba komunistycznym schorzeniem – jak coś nie zostało publicznie powiedziane przez przywódców, to tego nie ma.

Gowin nie byłby jednak sobą, gdyby nie odwołał się, podobnie jak w innych miejscach, do fałszywej narracji symetrysty: „Gdybym patrzył na PiS tak, jak patrzą radykalni wyborcy opozycji, to oczywiście już dawno z tego rządu bym odszedł. Panie koncentrujecie się na jednym, najbardziej kontrowersyjnym aspekcie. Pomijacie milczeniem wysokie tempo wzrostu gospodarczego, bardziej zrównoważony rozwój regionalny czy pomoc dla uboższych warstw społecznych. Miliony ludzi po raz pierwszy zaczęły mieć poczucie, że państwo się o nich realnie troszczy. Wyborcom Zjednoczonej Prawicy należy się szacunek. Proszę też nie zapominać, że jestem konserwatystą. W tym, co filozofowie nazywają wojną kultur, zawsze opowiadałem się po stronie tradycji. I pomyśleć, że ten populista był kiedyś Ministrem Sprawiedliwości !!!

Jak bardzo Gowin był i nadal jest odklejony od rzeczywistości lub co najmniej takiego udaje, świadczy jego podsumowanie pierwszej kadencji PiS–u 2015-2019: „Przy wszystkich w dużej mierze uzasadnionych zastrzeżeniach do tego, co działo się w wymiarze sprawiedliwości, w bilansie pierwszej kadencji przeważają pozytywy. Zjawiska naprawdę groźne jak ryzyko wypaczenia wyborów prezydenckich, szalony pomysł zawetowania budżetu unijnego czy skrajnie szkodliwy kurs na izolacjonizm, to kwestia ostatnich kilkunastu miesięcy. Dlatego powiedziałem dość!”

Podobnie jak deformę sądownictwa Gowin ocenia także politykę zagraniczną. Ale także i tu nie byłby sobą, gdyby na koniec nie wkleił symetrystycznej uszczypliwości: „W poprzedniej kadencji oceniałem politykę zagraniczną rządu ambiwalentnie. Po niefortunnych czasach min. Witolda Waszczykowskiego ster dyplomacji ujęli fachowcy, czyli Jacek Czaputowicz i Konrad Szymański. Jednak w tej kadencji polityka zagraniczna jest pasmem katastrof. Mając u granic agresywną Rosję, nie wolno mieć równocześnie fatalnych stosunków z Berlinem, Brukselą, a teraz także z Waszyngtonem. Tu musi nastąpić głęboki reset po przejęciu władzy przez opozycję. Chciałbym jednak znowu podkreślić, że i na tym polu nie tęsknię do powrotu do polityki prowadzonej przed objęciem władzy przez Zjednoczoną Prawicę. Przyszły rząd powinien działać dużo bardziej podmiotowo niż w latach 2007-15”.

Konia z rzędem temu, kto to podmiotowe „wstawanie z kolan” zinterpretuje inaczej jak „padanie na pysk”. Ciekawe, że Gowin po ponad 6 latach upadku MSZ odżegnuje się w wywiadzie od polityki zagranicznej PO, mimo iż dla Polski jej skutki były bardzo korzystne, gdy tymczasem skutki pisowskie są katastrofalne!

Autorki poruszają jeszcze w wywiadzie szereg istotnych zagadnień: kryzys graniczny z Białorusią, stosunek PiS–u i Ziobry do UE, polexitu, relacje kościół – episkopat – państwo, wybory kopertowe, Lex TVN, refleksje o swoim odejściu z rządu i nielojalności innych członków jego partii, o polityce haków, Mariuszu Kamińskim, Kukizie, Banasiu, swojej przyszłości, przyspieszonych wyborach, ryzyku wyjścia z UE, możliwości sfałszowania wyborów przez PiS itp. Nie będę tych wątków komentował — zainteresowani mogą to znaleźć w Gazecie Wyborczej.

***

Refleksje po lekturze wywiadu są dość przygnębiające. Jeden z wydawałoby się najbardziej inteligentnych i naturalnych w swoich zachowaniach uczestników niedawnej koalicji rządzącej pokazuje nam w tym wywiadzie zaskakujące oblicze. Człowieka, który jest albo całkowicie odklejony od rzeczywistości, albo takiego udaje. Posługuje się pojęciami wykrzywionymi przez propagandę pisowską tak, jakby w nie naprawdę wierzył. W tym wywiadzie Gowin jawi się jako człowiek, który nie zwraca uwagi na Polaków, wyborców, a wyłącznie na własne widzimisię. Poglądy, które wygłasza obrażają inteligencję przeciętnie wykształconego czytelnika Gazety, a takich jest większość. Gorzej, że te poglądy sprawiają wrażenie zupełnego nieliczenia się z naszą (czytelników) opinią o samym polityku. Obrażają wreszcie inteligencję samego Gowina, powodując, że chcąc nie chcąc musimy sobie zadawać pytania o jego umysłowość, stąd tytułowe – naiwność, głupota, hipokryzja czy cynizm – a może coś pominąłem?

Odwołując się do symetryzmu, Gowin używa domyślnie składni argumentacyjnej „…tak, ale”, gdzie wszystko, co jest przed „ale” zostaje unieważnione późniejszą treścią. To wyjątkowo nieuczciwy zabieg retoryczny. To nawet nie erystyka, a zwykłe kłamstwo, nawet jeśli tylko sugerowane!

Od siebie dodam, że poglądy Gowina, które on sam określa jako konserwatywne, w istocie z konserwatyzmem mają niewiele wspólnego. To zwykłe wstecznictwo, połączone z obskurantyzmem, kunktatorstwem i hipokryzją premiującymi homofobię, ksenofobię i zacofanie umysłowe. Gowin, jak wielu innych twardych zwolenników patriarchalnego wstecznictwa z powodzeniem może być nazywany „dziadersem”.

Od samego początku udziału Gowina w tej koalicji docierały do opinii publicznej głosy jego dalszych i bliższych znajomych, którzy nie rozumieli co czyni. Wielu z nich publicznie i jak twierdzili także prywatnie, zwracało się wprost do niego z pytaniem, dlaczego bierze udział w takiej hucpie, w takim niszczeniu dorobku Polaków po 1989 r., w takim oszustwie politycznym i … nic. Milczał jak zaklęty.

Dopiero teraz, kiedy wywalili go z koalicji z pretensjami do niego, chodzi i użala się nad sobą i nad nielojalnością koalicjantów. Że go oszukali? Jak w starej góralskiej anegdocie o gwałcie: „A wos gaździnko psy tym nie było?” Nie dość zresztą, że go wywalili to jeszcze zieją do niego nienawiścią, co udziela się także elektoratowi, nazywanemu za przeproszeniem – suwerenem. Dzisiaj przeczytałem o nadsyłanych groźbach dla jego życia i zdrowia.

Wielu moich znajomych bliższych i dalszych, na dźwięk jego nazwiska, używa o tym panu siarczystych epitetów. Najbardziej cywilizowany i najmniej wulgarny spośród nich, to „Gówin”.

Część obserwatorów uważa, że Jarosław Gowin, kiedy sprzeciwił się wyborom kopertowym miał szanse odegrania znaczącej roli na scenie politycznej. Według nich mógł co najmniej zostać marszałkiem Sejmu, a być może nawet premierem rządu technicznego. Mogło tak być, jeżeli ówczesne 18 szabel sejmowych rzeczywiście było gotowe lojalnie popierać jego wybory. Biorąc pod uwagę jakość tych szabel i „siłę” osobowości tych ludzi takie tezy są dosyć ryzykowne.

Nie jest ryzykowne natomiast twierdzenie, że Jarosław Gowin jest politykiem przegranym. Nie dlatego, że go wyrzucono z koalicji rządzącej. Jest przegranym dlatego, że już po fakcie zachowuje się niejednoznacznie, hamletyzuje, a jego wyjaśnienia udziału w rządach pisowskich są pokrętne i z daleka pachną brakiem uczciwości wobec opinii publicznej. Politykom wydaje się, że są sprytnymi graczami a odbiorcy mało rozgarniętymi konsumentami ich światłego przekazu. Takie fałszywe przekonania leżą u podstaw porażek między innymi pana Gowina.

***

Pisząc o tym polityku sięgnąłem do jego notki biograficznej:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Gowin Dwa zdania zwróciły moją uwagę: „W wyborach parlamentarnych w 2015 kandydował do Sejmu z ostatniej pozycji listy Prawa i Sprawiedliwości w okręgu krakowskim. Uzyskał mandat posła VIII kadencji, otrzymując 43 539 głosów.” oraz „W wyborach w 2019 z powodzeniem ubiegał się o poselską reelekcję, otrzymując 15 802 głosy”.

Jeżeli te wyniki miałyby być miarodajne dla przyszłych wyborów, o ile Gowin będzie się ubiegał o wybór do Sejmu, to przy takim zachowaniu jak dotąd nie wróżę mu wyniku powyżej 5 tysięcy głosów.

Sławek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com