Marek Jastrząb: Prawdy niejednokrotnie banalne

20.09.2021

Mówienie o sprawach oczywistych bywa zajęciem niewdzięcznym i mało popularnym, o czym wiedzą publicyści. Niejednemu problem ten „dawał do myślenia” nad sensem wyjaśnień, a wielu z nich padło na obolały pysk, wyszło z nerw i zaczęło labogować na prawo i lewo. Niejeden też zadławił się tym problemem. Przekonał się, że gadanie głupot nie jest fraszką, bo, na złość logice, przez jakiś czas zapewnia głupcowi medialną popularność. Bo, na złość logice, nadal gigantycznie minimalny odsetek ludzi ma pojęcie zbliżone do tej prawdy, co mianowicie jest, a co nie jest ewidentne.

*

Już na wstępie przedzierania się przez informacyjne chaszcze, niepopulistyczny obserwator oblepiających go wydarzeń, nadziewa się na wyjaśnienia, których nie kuma; rozgraniczenie rzeczjasności od newsowego fałszu, sprawia mu niepokonywalną trudność. Przeciętny połykacz wiadomości stara się zatem oprzeć na komentarzach ludzi, którym ufa, że go nie wpędzą w jeszcze większą niewiedzę i są bardziej od niego oblatani w odsiewaniu ziarna od plew.

Lecz publicystyczne artykuły, skądinąd słuszne i poniekąd merytoryczne komentarze, są zwykle pisane językiem niedostępnym dla niego, bo antysasinową gwarą, żargonem koturnowym i naszpikowanym terminami wymagającymi oddzielnej deszyfracji.

Skądinąd, bo nie jest w stanie docenić ich sensu. Bo żeby je właściwie docenić, trzeba być fachowcem.

Proces wnikania w sedno spraw do zrozumienia, żąda wejścia na intelektualne diapazony. Wierzchołki te są aliści zarezerwowane dla garstki hermetycznych profesjonalistów potrafiących się zrozumieć bez robienia sobie okładów z encyklopedii. A tacy znawcy przedmiotu piszą dla siebie i trafiają tylko do siebie. I dlatego igrce z odsiewaniem odnoszą minusowy skutek.

*

Brakuje ludowego trybuna, który byłby jak szczurołap wyprowadzający gryzonie z ludzkich siedzib. Zamiast niego, na etacie magika od objaśniania pisowskich wszeteczeństw, znalazł się kulturalny subtelniak umiejący zbić z posad enigmatyczne trzy po trzy PiS-u.

*

Coraz częstszymi zjawiskiem jest bezinteresowna przemoc. Fizyczna i psychiczna. Winą za nią jest niespotykana pobłażliwość wobec dziejącego się zła. Cicha zgoda na zniekształcenie pojęcia wyrozumiałości i tolerancji. Począwszy od eskalujących inwektyw, a skończywszy na „groźbach karalnych”.

Tematy związane z mową interesowały mnie od literackiej kołyski. Język, wymiana słów pomiędzy ludźmi obu sortów, dyskurs traktowany jak lekarstwo na brak porozumienia, oto moje naiwne oczekiwania wobec rozmówców.

Tymczasem skwaśniała rzeczywistość krzyknęła zyg zyg i pomiędzy ludźmi z obu stron politycznej piaskownicy zawrzało od karczemnych epitetów; poszło o łopatkę, wiaderko czy inną zabawkę. Naród wywodzący się z branży sprawującej władzę nad zdrajcami ruszył do ataku w obronie zagrożonych pozycji w kuwecie i naubliżał przeciwnikom od ostatnich. Ci zaś nie pozostali mu dłużni. A że obydwa te byty rozporządzały zasobnym arsenałem wiąch, po sejmowych trybunach i kuluarach uczyniły się tumulty bez mała powszechne.

W szybkich abcugach nastąpiły wzmożenia bluzgów. Jak grzyby po deszczu pojawiały się licytacje, giełdy, rankingi, stopniowania oburzających wypowiedzi, a im kto lepiej złorzeczył, tym dłużej istniał w nocnych rozmowach rodaków, tym częściej o nim rozprawiano. Przy czym w zależności od strony pyszczącej, traktowano niejednakowo wzajemne wyzwiska. Niejednakowo, gdyż w myśl przywileju zwycięzców, rządzący posiedli monopol na bezkarną nieomylność, natomiast przegrani bywali pociągani za konsekwencje.

*

À propos burzy wokół posła Grzegorza Brauna z tym jego emocjonalnym wyskokiem o wiszeniu Niedzielskiego Adama. Oczywiście, taki tekst w sejmie nie uchodzi. Ale uchodzić nie powinien NIKOMU. Podczas gdy po jego ekscesie przybywa wpienionych, o podobnych w wymowie, lecz pochodzących z PiS-u, zapada strachliwe milczenie.

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com