28.10.2021
Zdanie odrębne

Nadworny ideolog kaczyzmu (skoro był peronizm…), europoseł, profesor filozofii, znawca i tłumacz Platona z greki zabrał głos na łamach miesięcznika „Wszystko, co Najważniejsze”[1]. Spróbujmy streścić wywód uczonego, bo – jak mawiał Leszek Kołakowski – najważniejsze jest streszczenie…
Z tekstu można się dowiedzieć, że inteligencja polska w tradycyjnym rozumieniu już nie istnieje. Zniszczyły ją: kapitalizm, liberalna demokracja, globalizm, Unia Europejska i kultura masowa. Nie przetrwała, bo zabrakło warunków do życia, czyli troski o państwo oraz zagrożenia z zewnątrz…
W czasach niewoli ludzie wykształceni (profesor uniwersytetu, inżynier, aptekarz), pomagali narodowi przetrwać. Robili to w wolnym czasie; szczególnie ten ostatni, który miał bibliotekę, urządzał wieczorki muzyczno-poetyckie, czytał książki i szerzył czytelnictwo. Teraz człowiek wykształcony zajmuje się sobą; niepotrzebny mu „inteligencki sztafaż” [2].
Współczesna demokracja eliminuje „specjalną działalność pronarodową”. I choć włączenie rodzimych instytucji w struktury międzynarodowe daje poczucie bezpieczeństwa, zwalnia jednak z obowiązków wobec narodu. Cywilizacja, której kierunek wyznaczają: równość, globalizacja, technologizacja, emancypacja oraz wyzwolenie seksualne – nie zna powinności. W nowej „sytuacji mentalnej” ogólną wiedzę humanistyczną wypiera wykształcenie zawodowe. Ludzie nie wstydzą się ignorancji, szydzą z wiedzy, nie czytają książek, nie znają historii. Poetów wyparli celebryci i gwiazdy kultury masowej; „celebrowanie głupoty zdewastowało sferę publiczną”.
„Demokratyzacji” ulegają również elity, które – aby się nie wyróżniać – przejmują maniery i poglądy popkultury. Skutkuje to upadkiem i zdziczeniem obyczajów oraz języka, które dotknęły „wielu współczesnych polskich pisarzy”. Ci, zamiast szanować słowo i zasady, klną i znieważają współziomków. Ale to scheda po zaborcach…
Znacznie poważniejsza jest próba radykalnego przekształcenia polskiej świadomości, a nawet zastąpienie jej inną formą. Uczestniczy w tym spora część obecnych elit, które, naśladując elity komunistyczne, chcą stworzyć „nowego Polaka”.
Autor z nostalgią wspomina lata 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy istniał drugi obieg wydawniczy, prywatne seminaria i kursy naukowe. Kulminacją była Solidarność, która zjednoczyła naród i odnowiła jego ducha. Podniósł się „poziom wiedzy, świadomości historycznej i obywatelskiej”, a katolicką część polskiej tożsamości wzmocnił Jan Paweł II. Ludzie wykształceni, wbrew obcemu reżimowi angażowali się w „formowanie Polaków na rzecz wolnej Polski” i to była „typowa działalność inteligencka”.
Jednak „polskie elity” rychło zrezygnowały z tych zadań, a ustrój, o który kiedyś walczyły, pchnął ich w kierunku znanym „z czasów początków Polski komunistycznej” (Sic!). To, kim się dziś czujemy i jesteśmy, znowu budzi ich „niesmak, irytację, gniew i chęć poniżenia”; stąd próby rehabilitacji PRL oraz także zaborów. Oba te okresy były „ogólnie dobroczynne w skutkach”, a „polskie społeczeństwo przeszło przez niezbędny etap unowocześnienia”. Dlatego modernizacja wywołuje u nich (tych elit – JS) „niemal religijny stosunek” do Unii i pragnienie, by „całkowicie przejęła [ona] władztwo” nad Polską.
Przy okazji demonstrują „arogancką, często agresywną wyższość” nad narodem, wymieszaną z „poddańczą, niemal niewolniczą postawą” wobec – rzekomo nieuchronnych – procesów społecznych i kulturowych. Obrażają rodaków, nie sprzeciwiają się „intelektualnym modom”, „idolom współczesności”, „autorytaryzmowi Unii Europejskiej” ani temu, co nowoczesne.
Wydawało się, że inteligencja polska przetrwa, ale autor się pomylił; przecenił edukacyjno-dydaktyczny wpływ Solidarności. Nie zauważył „przyrodzonego polskiej klasie intelektualnej połączenia pychy i poddaństwa”. Nie docenił siły „buldożera liberalno-demokratycznego, który poddaje bezwzględnemu recyklingowi każdy element naszego życia indywidualnego i zbiorowego”.
W tej sytuacji albo nastąpi odrodzenie (starej? – JS) inteligencji albo się pojawi jej nowa odmiana; wszak to warunek konieczny przeciwstawienia się groźnym procesom historycznym. Ruch w tym kierunku jest już widoczny, ale nie wiadomo, czy będzie trwały …
Streszczenie wywodu o zabarwieniu polityczno-ideologicznym nie jest łatwe, zwłaszcza kiedy chce się oddać jego literę i ducha. Sugestywność, przewrotność[3] języka i stylu nie ułatwiają zadania; stąd przytoczenia…
*
Biorąc rzecz od strony psychologicznej, mamy tu do czynienia z typowym przykładem projekcji[4]. Jest to „mechanizm obronny polegający na przypisywaniu innym własnych niepożądanych uczuć, poglądów, zachowań lub cech – najczęściej negatywnych. Przyczyną jest większa dostępność tych uczuć, poglądów […] u osoby, która je posiada, a tym samym łatwiejsze podciąganie pod daną kategorię”. Można by się zastanawiać, czy jest to projekcja podobieństwa (własne cechy nieuświadomione), czy też atrybutywna – kiedy „innym ludziom przypisuje się własne uświadomione cechy negatywne”[5] (podkreślenie – JS). Prosty lud określa to słowami: „łapaj złodzieja!”, co zauważyła jeszcze w roku 2014 posłanka Lichocka[6], powszechnie rozpoznawana z powodu środkowego palca. Paradoksalnie – projekcja „jest większa wtedy, gdy osoba, której przypisuje się cechy podobne do własnych, jest lubiana i ceniona”[7]. Gdyby dodatkowo uruchomić zasadę pars pro toto[8], osobą tą okaże się stara inteligencja, warstwa, do której przynależy „nasz” filozof.
Tak więc wszystko, co odnosi się do inteligencji upadłej, dotyczy jego samego; ze swą warstwą społeczną dzieli zalety i wady. To ona – pod hasłami moralnej odnowy – od lat dokonuje konserwatywnej rewolucji, niszczącej społeczeństwo i państwo. Mimo że od dłuższego czasu żyjemy w XXI w., autor uruchomił retrospektywą końca XIX, a potem schyłkowy okres wieku XX. Nie zauważył rewolucji cyfrowej, a wraz z nią zasadniczej zmiany ludzkiej mentalności tudzież zachowań.
W nowej sytuacji nie zniknęła jednak troska o państwo oraz zagrożenia z zewnątrz. Młoda inteligencja ma tego świadomość i zachowuje się jak pokolenia ojców i dziadów. Spora część nie poszła na służbę u „dobrych panów”, niepotrzebny jej entourage[9] zaborów czy PRL-u, a tym bardziej „sztafaż” poprzednich epok. W nowej sytuacji podejmuje stare zadania, z których najważniejsze to przywrócenie pierwotnych znaczeń pojęciom naszego języka:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
a sprawiedliwość – sprawiedliwość.[10]
Młoda inteligencja znalazła się w sytuacji Orwellowskiej; widzi skutki politycznej dewastacji zarówno w sferze symbolicznej, jak i rzeczywistej. Jej zadanie jest znacznie trudniejsze niż poprzedniczki. Aby odbudować ethos inteligenta, musi wpierw dokonać odpolitycznienia wartości, które przez pokolenie profesora zostały użyte jako instrumenty do przejęcia władzy. Nie jest to jakaś „typowa działalność”, lecz przeciwstawienie się: cynizmowi, kłamstwu, pogardzie dla „ciapatego”, kaleki, emigranta, uchodźcy z obszaru objętego suszą, wojną albo represją; okrucieństwu wobec dzieci uciekinierów (na granicy polsko-białoruskiej), śmiertelnym interwencjom policji…
Inteligencja młodego i średniego pokolenia od kilku lat zwraca uwagę na: łamanie Konstytucji przez prezydenta, premiera, ministrów, posłów, szczucie „mediów publicznych” na coraz nowe grupy ludzi – swoich i obcych, korupcję polityczną, niszczenie powagi państwa, jego urzędów i pozycji – wewnątrz i na zewnątrz, destrukcję autorytetów, pogardę dla zdrowego rozsądku etc. Można jeszcze długo wyliczać, choć to nie najważniejsze …
*
Tekst o inteligencji ujawnia dwie obsesje ideologa „dobrej zmiany”. Są to: zamach na polską tożsamość i krytyka nowoczesności. Łączy je frontalny atak na Unię Europejską – źródła wszelkiego zła, jakie spotyka Polskę od momentu, kiedy władzę objął czynny, bo przecież jeszcze nie emerytowany „zbawca narodu”.
Próżno jednak szukać, na czym polega ta „tożsamość”… Z pewnością jesteśmy „narodem przykościelnym”[11], to znaczy niesamodzielnym mentalnie i uczuciowo; pozornie rozmodlonym i prawym – w rzeczywistości mściwym i zawistnym. Przykościelność coraz częściej budzi niechęć i zażenowanie – również wśród wierzących. Coraz więcej ludzi starych i młodych odwraca się od Kościoła; obserwują moralną i religijną degradację duchowieństwa różnych szczebli, mają świadomość pustki, jaka zostanie po tej instytucji. Polak-katolik okazał się „wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”[12]. Zaś przydługi pontyfikat „słowiańskiego papieża” (któremu postawiono już ponad 500 pomników) nie wzmocnił, lecz osłabił „polską tożsamość”. Młode pokolenia będą musiały ją budować poza Kościołem i z pewnością dadzą sobie z tym radę.
Tożsamości polskiej nie buduje również konserwatyzm[13]; niszczymy klimat, glebę, lasy, rzeki i środowisko w ogóle. Niszczymy samych siebie, nie szczepiąc się przeciw covidowi, choć IV fala pandemii zbiera śmiertelne żniwo. Gdyby doszło do wojennej zawieruchy, szlibyśmy na nią ochoczo, z pieśnią na ustach, błogosławieństwem kapłanów i święceniem oręża. Nasz konserwatyzm jest deklaratywno-symboliczny oraz rocznicowo-anarchiczny. Polski „patriota” w święto niepodległości chętnie podpaliłaby państwo, a przynajmniej stolicę oraz zażądał głowy Tuska. Z miejsca, w którym żyjemy[14], jesteśmy w stanie rozsadzić Unię od wewnątrz.
*
Druga obsesja profesora to nowoczesność, która od wieków zagraża naszemu bytowi narodowemu… Krytykuje więc modernizację czasu rozbiorów i PRL. Wolałby, abyśmy byli skansenem, matecznikiem, ostoją. Tylko czego – płaskości ziemi, „cnót niewieścich”, zaokrąglonych kątów ostrych? Być może jego inteligent na modłę literackiego Kordiana ma nieść rzeczywistemu chamowi „oświaty kaganiec”[15]? Poecie był on potrzebny do rymu ze słowem „szaniec”, choć pewnie myślał o „kaganku”… Wszak „kaganiec” nie ma nic wspólnego z oświatą, za to wiele z ministrem ciemnoty i zabobonu…
A może autor chciał docenić „człowieka pospolitego”[16], który jest dzisiaj twarzą Polski. Dostał się na światowe salony i – choć nie umie się na nich zachować, nie zna języków, dobrych manier, reguł dyplomacji; wrzeszczy, buczy, bije pięścią w pulpit, wygraża swoim oponentom albo ich lekceważy, wychodząc z sali – jak nasz europoseł… Polski cham zachowuje się podobnie, jak Nikita Chruszczow w ONZ, który, aby być bardziej przekonywający, zdjętym butem walił w stół…
*
Ostatni tydzień w polityce stał pod znakiem wystąpienia premiera na europejskich forach tudzież wywiadu, jakiego udzielił angielskiemu dziennikowi „Financial Times”. Dla komentatorów, którzy sine ira śledzą rządy PiS, były to niewątpliwie wystąpienia przełomowe. Umocnili się w przekonaniu, że Polska nie pasuje do Europy. W czasach ustrojów monarchicznych nie przystawała do niej przez anarchię, liberum veto, „złotą wolność” i parę innych czynników rozkładu życia politycznego i społecznego. Ościenne mocarstwa podzieliły się wtedy Rzeczpospolitą jak postawem[17] sukna. By mieć spokój u siebie, a nam pozwolić się buntować, wzniecać powstania, uprawiać martyrologię itp. rzeczy.
Po trzystu latach, kiedy stary kontynent zorganizował się wedle porządku liberalno-demokratycznego i zaprosił nas do towarzystwa, nie potrafimy się w nim odnaleźć. Źle się czujemy tam, gdzie nie możemy w pełni zademonstrować naszej prawdziwej natury. A kiedy Europa mówi dość, wtedy zarzucamy jej „polityczną mistyfikację”, „bezwartościowość prawną” i „tyranię większości” – jak to zrobił „nasz” filozof. Albo mówimy o „przystawianiu pistoletu do głowy” i „wypowiedzeniu Polsce III wojny światowej[18]” – to słowa premiera.
W XVIII wieku sekwencja zdarzeń prowadzących do skazania naszego państwa na polityczny niebyt postępowała powoli. W w. XXI podobne procesy biegną znacznie szybciej; zawsze jednak ich horyzonty – przestrzenny i czasowy – wyznacza bogoojczyźniane, polskie szaleństwo.
J S
- Nr 31, 22. 09.21 ^
- Sztafaż, czyli ozdoba (niem. Staffage) to mało istotny element uzupełniający, dekoracyjny. ^
- Łac. perversio. ^
- Łac. proicere – wyrzucać przed siebie. ^
- Por. Wikipedia ^
- Niezapeżna.Pl, 03.02.2014, 08:33 ^
- Op. cit. ^
- Ponieważ kiedyś ją objaśniałem, nie będę się powtarzał. ^
- Entourage (fr.) – otoczenie, środowisko, okoliczności. ^
- J. Tuwim, Kwiaty polskie. ^
- Por. R. Legutko, Esej o duszy polskiej, Kraków 2008 ^
- Z Sępa-Szarzyńskiego. ^
- Conserware po łacinie znaczy: zachowywać. ^
- Zdanie to jest już nieaktualne; w dniu 22 października szef Solidarności Duda, wrzeszczy przed siedzibą TSUE: „Dajemy Wam czas do namysłu, a jeśli nie, to podpalimy Europę!”. Na razie „w sercach”, a potem dosłownie!^
- Urządzenie zakładane psu, by nie pogryzł człowieka. ^
- Por. R. Legutko, Tryumf człowieka pospolitego, poczytna książka traktująca „o podobieństwach między komunizmem i socjalizmem a liberalną demokracją”, która cieszy się wzięciem w Ameryce. ^
- Staropolska jednostka miary tkanin; niższą był łokieć, liczący zwykle między 50 a 60 cm. ^
- Jeden z młodych satyryków Michał Kempa poszedł tym tropem. Uznał mianowicie, że III wojna światowa „jest naszą racją stanu”. ^

Ze streszczenia sądząc, znany wszystkim profesor i europoseł, zaprzedał swą ,,duszę” i umysł ,,dobrej” zmianie i oddał się bez reszty jej zasad krzewieniu. Pytanie zadać sobie należy co skłoniło Ryszarda L. do obrania drogi głosiciela kaczyzmu ideologii? Dlaczego dołączył do tych, których słowa niosą a nie oni dzierżą ster swoich wypowiedzi (ową literę i ducha) – zgodnie z kategoriami zaproponowanymi przez Szczepana Twardocha w ostatnim eseju w GW? Pomijając oczywiste motywy korzyści ze splendoru dworu. Nasuwa się wiele przypuszczeń. Poprzestanę na jednym. Ale za to najbardziej empatycznym. Może wszystkie te skargi, uwagi i anatemy rzucane są ku serc pokrzepieniu. Serc smutnych członków starego zakonu, który chyba zdaje sobie sprawę, że nie zawróci Wisły (polskiej rzeczywistości Anno Domini 2021) kijaszkiem (,,dobrej” zmiany, czarnkizmu i innych co bardziej pociesznych a czasem strasznych gulgotów i jazgotów).
Uczczony !
Człowieczków uczczonych jest wielu. Ten się wdrapał, więc mu dobrze, ale wielu widzi jego wrodzoną, albo może nabytą głupotę. Bo na dłuższą metę każdy wygląda na to, czym jest. Po łacinie to nawet brzmi ładnie : „mendax”.
No cóż apetyt na objęcie funkcji dworskiego czy nadwornego filozofa nie jest niczym nowym. Tylko nieliczni mu nie ulegali (jak chociażby Sokrates czy jego uczeń Platon). Zgodnie z zasada pecunia non olet lub bardziej filozoficzną primum vivere deinde philosophari. Można się zastanawiać jak to dany osobnik łączy z patetycznymi deklaracjami troski o prawdę, dobro i piękno, ale to już zawiłości umysłu, na które Autor komentowanego artykuły wskazał jasne tropy. Poza tym dodać można, że jaki dwór taki filozof. Mam pod ręką dwie książki, do której ostatnio sięgam częściej niż kiedyś, obie tłumaczone z francuskiego, bo tam tradycja dworskich filozofów była i jest szczególnie żywa, stąd materiału dowodowego sporo. Chodzi o „Opium intelektualistów” Raymonda Arona i „Zdradę klerków” Juliena Bendy. Myślę, że przydałaby się taka monografia o nadwiślańskich klerkach (termin już wyszedł z użycia) więc można poprzestać na intelekturalistach, a raczej tych, którzy za takowych (z trudno wyjaśnialnych powodów) się uważają. I na koniec jeszcze jedna uwaga. Dzisiejsi dworscy filozofowie mistrzowsko łączą schlebianie dworowi z równie przymilnym schlebianiu gustom gawiedzi, która przybrała kształt dość obrzydliwych tygodników, których łączy to, co kiedyś nazywało sie gadzinówkami. Ich rola jest podobna.
Przywilej to mistrza tak wyborne streszczenia prokurować :). Odczułem coś w rodzaju intelektualnej wdzięczności za powyższy tekst. Znamy, wiemy, rozumiemy ale i tak potrzebujemy podsumowań choćby dla ukojenia rozedrganych neuronów. Całkiem prywatnie zmagam się ze zdefiniowaniem własnej postawy wobec tej sarmackiej rewolucji. Znam wszak inną twarz Polski, tę, z której można być dumnym. I z taką Polską chcę się identyfikować. Ta tożsamość na obczyźnie jest mi potrzebna jak tlen do życia. Ale rzeczywista Polska to nie jest ta moja Polska. Nigdy dotąd nie przypuszczałem, że kiedyś będę się zmagał z własną narodową tożsamością. Może moje prywatne rozterki wpisują sie w zindywidualizowany syndrom postkolonialny? Taką możliwość sygnalizował już prof. Jan Sowa w swoim „Fantomowym ciele króla”.
„Spróbujmy streścić wywód uczonego…”. W tradycji środowisk uniwersyteckich od ponad pół wieku istnieje rozróżnienie co najmniej dwóch kategorii: uczonego i naukowca.
Uczony, to człowiek wielkiej pasji i podobnych osiągnięć, dla którego świat nauki, której sie poświęcił jest jednym z zasadniczych punktów odniesienia w życiu. Do uczonych zaliczamy w większości ludzi wybitnych lub co najmniej wybijających się.
Naukowiec jest pojęciem zarezerwowanym dla pozostałych pracowników uczelni wyższych. Najłatwiej zdefiniować go przez cechy uczonego – naukowiec nie może sie pochwalić ani pasją ani osiągnięciami uczonego. Zazwyczaj nie jest jednostką wybitną ani nawet wybijającą się. Szczególnymi przypadkami kategorii naukowiec są pojęcia pracownika naukowego czy nauczyciela akademickiego. Naukowcy są tak samo częścią świata akademickiego jak uczeni. Są znacznie liczniejsi niż uczeni, bo taki jest rozkład cech w populacji. Są potrzebni i cenieni jeżeli porządnie wykonują swoją pracę. Są także potrzebni uczonym w rozwijaniu nauki, która coraz bardziej osiąga postępy dzięki pracy zespołowej a coraz mniej dzięki pojedynczym uczonym.
*
Ten dłuższy wstęp zamieściłem tylko po to, aby omawiany przypadek ideologa kaczyzmu i nacjonalistycznego zaścianka, właściwie sklasyfikować. Moim zdaniem ten pan na pewno nie jest uczonym, a co najwyżej byłym naukowcem. Obecnie od wielu lat jest czynnym politykiem z kwalifikacjami naukowca. Być może kiedyś był uczonym, choć miałbym w tej sprawie zasadnicze wątpliwości.
Jedną z istotnych i fundamentalnych kwalifikacji nie tylko uczonego ale także wielu naukowców jest niewzruszony kościec moralny. Umiłowanie prawdy i poświęcenie się jej poszukiwaniu, oraz obrona prawdy przed wszelkiego rodzaju zagrożeniami i zamachami na prawdę. Tej kwalifikacji nie sposób pogodzić z funkcją czynnego ideologa, który do prawdy ma podejście zrelatywizowane i wybiórcze. W tym sensie pan Ryszard L. nie jest ani uczonym, ani naukowcem a wyłącznie ideologiem, a ścislej biorąc propagandzistą wybranej ideologii. Wygłaszane przez niego poglądy są sprzeczne nie tylko z prawdą, ale przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. Ideologia, której próbą jest zakonserwowanie postaw sprzed 150 lat i próba cofnięcia społeczeństwa w rozwoju o 150 lat właśnie, ma w sobie coś przerażającego. Tym czymś jest nie liczenie się ze współczesnością i losem ludzkim, racją stanu swojego państwa, wolnością, dobrostanem oraz aspiracjami milionów ludzi. To jawne pogwałcenie prawdy, dobra i piękna. To zaprzeczenie wszelkiej wiedzy naukowej. To użycie własnej wiedzy w złej wierze – w kierunku marszu do ciemnogrodu.
Skoro było już całkiem dobrze,
należało to zmienić. Z atmosfery względnego spokoju i zaufania do UE rządzący
postanowili zafundować Polakom poczucie zagrożenia i niepewność jutra.
Nienawiść, niepokój i strach miały stać się codziennością… Cel osiągnięty. Nowa elita z poparciem kościoła wspiera prowadzoną politykę względem wspólnoty w imię honoru i suwerenności. W
czasie wojny ludzkie zachowania są nieprzewidywalne, a pod pozorem obrony
narodowej tożsamości można zaobserwować ich różne odsłony. Tolerancja nie jest
naszą zaletą co widzimy przy okazji obchodzenia w Polsce halloween. Grupa
fanatyków postanowiła zorganizować kontruroczystość aby pokazać, że tak się nie
godzi. Jeden z uczestników stwierdził, że to obrona polskich wartości i
tradycji. Nikt nie będzie zmieniał naszych zwyczajów, można było usłyszeć. Odzywa się tu
niesamodzielny mentalnie i uczuciowo; pozornie rozmodlony i prawy –
w rzeczywistości mściwy i zawistny obraz Polaka, o którym pisze JS.
Oto nasza natura. No cóż, jeżeli ma być problem to będzie, ważne żeby elektorat
zobaczył w telewizji obrońców Polski i jej wrogów. Czy nastał już czas kiedy za
wystawienie dyni w oknie można zostać pobitym jak za tęczową flagę? Czas
pokaże.
Profesor Ryszard Legutko, wielbiciel Sokratesa, okazał się sprytnym sofistą. Udało mu
się odwrócić „kota ogonem”, czyli wykazać, że białe jest czarne, a czarne
białe. Czym jest – w moim pojęciu – „białe”. Polska zakotwiona mocno na
Zachodzie, czyli w Unii oraz w NATO. Czym jest „czarne”? Polska staczająca się
w orbitę wpływów Wschodu. Sofista Legutko próbuje wykazać, że Unia nas prześladuje i wynaradawia… To stary
endecki pogląd, że Zachód (Niemcy) bardziej zagraża naszej kochanej, sielskiej
i pobożnej polskości niż Wschód. Bo łatwiej się zgermanizujemy niż
zrusyfikujemy.
Geopolityczny schemat Jarosława Kaczyńskiego jest – jak się domyślam – następujący.
Najważniejsze to zachować władzę. „Władzy raz zdobytej, nie oddamy nigdy” (ktoś
– chyba słusznie – zauważył, że jest mentalnym bliźniakiem Gomułki). A zatem
lepiej zachować władzę, ryzykując nawet wpadnięcie w orbitę Rosji, niż ją
utracić, pozostając w orbicie Zachodu: tj. przestrzegając zasad i wartości
Unii. Przestrzegając bowiem tych zasad jest wręcz skazany na utratę władzy, a
do tego nie może dopuścić, bo nie ma gdzie się cofnąć. Zbyt dużo się stało.
Wrócą „dwie wieże”, grozi mu Trybunał Stanu, a jego towarzysze partyjni również
nie są bezpieczni. Poza tym posiadają dochodowe synekury, które żal stracić.
PiS bowiem to nie tylko quasi-mafia, która zawłaszczyła państwo, ale też –
innymi słowy – katolicki PZPR-bis odtwarzający system nomenklatury.
I to jest w istocie nowa Targowica: aby zachować władzę, zwracamy się w stronę Rosji,
uzasadniając to patriotyzmem, obroną przed bezbożnym Zachodem, nowoczesnością…
zgnilizną, gejami, konsumpcjonizmem. ITP. Legutko tę operację uzasadnia,
przykrywając piękną ideologiczną szatą.
Warto dorzucić argument „ad personam”. Skoro Legutko diagnozuje Unię jako wielkie
zagrożenie Polskości, i zarazem co miesiąc pobiera sowitą pensję od tej Unii,
to czy nie jest – niczym płatni agenci zaborców w XVIII wieku – zdrajcą? A może
tylko ideowym schizofrenikiem i niewdzięcznikiem (czyż nie gryzie ręki, która
go karmi i zapewni mu dostatnią starość). A może w tle jest jakaś skaza
charakteru?
J.S. zadał fundamentalne pytanie: „Czym jest ta polska tożsamość?”. Owa polskość, której bronią – przed
zgniłem Zachodem i nowym zaborcą, czyli Unią Europejską – ryzykując kolejne
wpadnięcie Polski w orbitę Rosji. Odpowiedź trafia prawie w sedno: dziwnie
pogarbiony, pełen kompleksów, urazów, zawiści i ksenofobii „naród
przykościelny”. Niby pobożny, ale tylko na pokaz. Niezbyt sympatyczny zbiorowy
podmiot. Rzec można – z perspektywy europejskiej – „naród specjalnej
troski”.
Sądzę, że jest to prawda, ale tylko do połowy. Bo Polska jest – jak rzadko który
naród – rozdwojona. Anioły są wspaniałe, a diabły szczególnie szpetne. PiS to
promocja tej ciemnej odmiany. Co gorsza, cyniczna, wyrachowana, oparta na
badaniach socjologicznych i radach ekspertów, różnych spin doktorów i speców od
propagandy. „Dobra zmiana” to zatem nie tylko wielkie geopolityczne ryzyko,
gospodarcze staczanie się, ale też wielka odgórna zbiorowa demoralizacja.
Tak czy inaczej, jesteśmy świadkami pisania kolejnego wspaniałego rozdziału w księdze
pod tytułem: „Z dziejów głupoty w Polsce”.
„W XVIII wieku sekwencja zdarzeń prowadzących do skazania naszego państwa
na polityczny niebyt postępowała powoli. W w. XXI podobne procesy
biegną znacznie szybciej; zawsze jednak ich horyzonty – przestrzenny
i czasowy – wyznacza bogoojczyźniane, polskie szaleństwo”. W nocy, kiedy
nie mogę zasnąć, taki właśnie ponury scenariusz chodzi mi po głowie