Andrzej Lewandowski: Zakatarzeni?

23.11.2021

ECHA WYDARZEŃ: Finały piłkarskich mistrzostw świata – w Katarze. Stąd tytuł.

Znak zapytania dlatego, że jest jeszcze szansa (raczej mglista, ale…) wejścia do stawki przez baraże. Jeśli się nie uda – wykrzyknik zastąpi znak zapytania, a pozostanie bolesna jednak konstatacja: nawet katar ICH pokonał…

Czekamy na wyniki losowania baraży i … zamiast radości, że brama jeszcze nie jest zamknięta, dyskutujemy nad pytaniem: dlaczego tak się stało? Niby odpowiada tabela – z punktami i golami, ale ona „tylko” sumuje przeszłość, a nie określa, jak było z mądrością i walecznością.

A „z TYM” dobrze jednak nie było. Zwłaszcza jeśli wydarzenia przytknąć do bajecznych pieniędzy, które krążą po futbolu, a mają też refleks w przełożeniu na krajowe podwórko. Na którym granie wciąż przeciętne, a zyski z tego na miarę fortun.

W obu „półświatach” futbolowego światka. Czyli – w szatni, wśród grających, i w tym z trenerami oraz innymi osobistościami – decydentami. Gdzie wprawdzie sumy mniejsze, (choć wciąż bajeczne), ale za to kasa dłużej tworzona niż na boisku.

Nie tu, to tam; nie w tym klubie, to w tamtym; kontrakty jeszcze w wieku blisko – emerytalnym, z setką zabezpieczeń… I wygodnych rozwiązań. Jak np. to, że można mieszkać gdzieś daleko (nasz układ), mieć tytuł trenera i selekcjonera, a trenowania (jako szkolenia) nie mieć w umowie… Wielki szmal za wizytowanie, dobieranie, dorabianie – ad hoc – klucza do strategii, ale – tu uproszczenie – bez prowadzenia gimnastyki porannej… A nie ma kto zadbać, by np. kapitan drużyny wiedział o „prawach meczu” tyle, ile wiedzieć powinien.

Obejrzałem sobie vlog (blog w formie wideo) w związku z meczem przeciw Węgrom. Tym, który zmniejszył barażową szansę, bo przyniósł przegraną zamiast zwycięstwa…

Obejrzałem obrazki, posłuchałem, co mówią. I zobaczyłem tzw. udawaną nowoczesność. Technika, elektronika, takie tam bajery, a równocześnie stodoła i kierat w dawnym wydaniu.

Ekipa, z licznym i dobrze opłacanym kierownictwem – a wykonawcy nie wiedzą „ w co grają”. Czyli – jakie są reguły? Czy trzeba angażować się w „robotę”, czy też postawa „o pietruszkę” wystarczy? Czy warto się „starać” o żółtą kartkę, która nakaże meczową pauzę, czy też mieć wiedzę, że światek na poziomie FIFA pewnie uzna grubą w tej mierze kreskę na mecie eliminacji grupowej…

Z jednej strony w logistyce brak skąpstwa oraz sugerowanie doskonałości strategicznej i operacyjnej, z drugiej –zgoda na knocenie w sprawach prostych i oczywistych…

Słucham pomeczowej rozmowy trenera z „szatnią”. Takie zabawne przedstawionko. Przekonywanie, że możemy i musimy; że nogi i głowy, jeśli będą dobrze współpracowały – to dadzą owoce; że w ogóle, to „gramy dalej”… Nic, że po drodze daliśmy jednak ciała, bo… to oraz tamto…

Słucham rozmowy w przerwie meczu o wszystko. Wskazówki? Stanowczo wolałem pana Kazimierza, który (opowiadał mi Paweł Janas), w przerwie marnie granego meczu rzekł tylko: „Bramka, do której macie strzelać będzie…” – pokazał gestem… Albo jeszcze starsze „gmochowe” – „ ten twój zawsze zaczyna kiwkę od zwodu w lewo – zamknij oczy, wystaw prawą nogę, i masz go z głowy”…

Przesadzam? Wiem, pewnie tak, ale jeśli taki teatrzyk mi urządzają… Wolę na zimne podmuchać, niż znów dać się wpędzić w rozterki.

Wracam do fortun. Katarskie normy to znów coś, co powoduje zawrót głowy. Można rzec – futbol oszalał…

Nie wdaję się w dyskurs, bo moje zdanie nie ma znaczenia, jeśli taki stworzono system i akceptacja ze strony „Kowalskich z Nowakami” też jednak stała się normą… Po prostu zacytuję to i owo:

  • Każdy z 32 finalistów otrzyma od FIFA kwotę 2 mln dol. tzw. opłaty na przygotowania. To jednak niejedyne pewne pieniądze. 16 zespołów, które rywalizację zakończą już na fazie grupowej, otrzyma dodatkowo po 10 mln dol. 2 mln dol. więcej trafi na konto tych ekip, które nie przebrną przez pierwszą rundę pucharową – 1/8 finału. Cztery drużyny, które zostaną wyeliminowane w ćwierćfinałach, otrzymają 18 mln dol.
  • Wygrana będzie dziesięć razy wyższa niż podczas mistrzostw świata w 1998 r., których gospodarzem i triumfatorem była reprezentacja Francji. Jak poinformowała FIFA, zwycięzca najbliższego turnieju otrzyma aż 50 mln dol. To kwota o 25 proc. wyższa od tej, która trafiła na konto Francuzów;
  • Według szacunków FIFA pula środków, które zostaną rozdysponowane między poszczególne reprezentacje, ale również kluby, w których na co dzień występują uczestnicy turnieju, może wynieść nawet miliard dolarów. Gdyby tak się stało, oznaczałoby to wzrost o 26 proc. w stosunku do poprzedniej edycji turnieju finałowego, który w 2018 r. odbył się w Rosji. Wcześniej łączna kwota rosła jeszcze szybciej. Wystarczy napisać, że w 1998 r. wynosiła „zaledwie” 103 mln…

Wystarczy? A czy z cytatów nie wyłania się też pytanie, dlaczego tak PZPN potraktował mecz z Węgrami, na Narodowym? Manko zamiast superaty?

Inne tematy zostawiam na boku. Zasygnalizuję jedynie, że na pograniczu polsko – białoruskim służą teraz także ludzie sportu. Mistrzyni Europy w pływaniu podobno pomaga żywić kolegów „po mundurze”, medalista olimpijski – średniak też ma jakieś zadania logistyczne; o tzw. ludziach kultury jakoś nie czytam… O piłkarzach z Żagania – tak; czołowi dostali powołania, grać musieli zastępcy zastępców; zamiast kalendarz zmienić…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email