nathan gurfinkiel: jepol

2012-12-07. (korespondencja z przyjaciółmi z kraju 1)
języki służą ludziom do porozumiewania się między sobą. wyjątkiem jest język polski, który do czego służy – każdy widzi (ja-klasyk)

na początku drugiej dekady XXI w. po katastrofie smoleńskiej (zwanej również zamachem)  deklinacja wzbogaciła się o dwa nowe przypadki: dokopacz (kto komu); zniszczalnik (kto kogo). trzeci dodatkowy przypadek cząstkownik (czego!?) nadal jest w trakcie tworzenia się, ale niebawem stanie się normą i będziemy mówili nie tylko “dostałem mejla i prowadzę bloga, lecz również wysłałem lista, lub zrobiłem rachunka sumienia. nie powiemy natomiast czytałem tej książki, bo mało kto będzie jeszcze pamiętał, że można tracić czas na coś takiego.

walka  jest już przegrana, tylko jeszcze o tym nie wiemy. te językowe okropieństwa zostaną wchłonięte, bo tak zadomowiły się we współczesnej polaczyźnie, że mało kogo rażą. uzna się je za poprawne. następnym etapem rozwoju będzie nowa reforma w dziedzinie nauczania języka ojczystego, tak aby szkoła nie popadała w permanentną kolizję z internetem. należałoby zacząć od gramatyki, która nikomu na nic i tak się nie przydaje i jest potrzebna dzieciom jak rybie rower. zmiany byłyby wprowadzane stopniowo i rozłożone na 5 lat. po zakończeniu ostatniego etapu ich wdrażania można będzie ogłosić, że zamiast języka polskiego wprowadzi się do szkół przedmiot pod nazwą JEPOL. nie będzie on przysparzał uczniom żadnych problemów, bo przestaną obowiązywać jakiekolwiek kryteria poprawności. jedynym wyznacznikiem opanowania języka będzie zrozumiałość wysławiania się. dzieci szkolne, a później studenci zostaną uwolnieni od sztywnych reguł i nie będzie podziału na lepiej i gorzej piszących. każde polskie dziecko będzie mogło bez wysiłku zostać wykształciuchem- totalny triumf demokracji stanie się więc ogólnonarodową zdobyczą na całym obszarze między bugiem a odrą…

d*** miła, w trakcie przeglądania naszej niedawnej korespondencji  odkryłem w niej krótki dyskurs na temat poprawności językowej. przytoczyłaś wówczas opinię swego znajomego lingwisty, który dowodził że jesteśmy świadkami powstawania nowego przypadku w gramatyce polskiej – cząstkownika:

W każdej dziedzinie życie obserwuję zmiany – pisałaś –  i oczywiście można usiąść i utyskiwać, że to bardzo źle, bo bezpieczniej nam jest tkwić w coraz bardziej odchodzących ramach, tematach i sprawach. w  prawdziwym życiu można natomiast  obserwować zjawiska i odsiewać te które nam są może obce, ale nie dramatycznie złe.- jak z odmianą słowa blog, mail. ” Jak twierdzi Grzegorz Jagodziński, autor własnej „Gramatyki języka polskiego” (dziękuję za przesłane uwagi), obserwujemy proces rodzenia się nowego przypadka, tzw. partytywu, a może lepiej cząstkownika, o formie różnej od dopełniacza. – Jeżeli podane przykłady uzyskają akceptację, będziemy mieli następującą sytuację: mianownik = biernik długopis, dopełniacz długopisu, cząstkownik długopisa – twierdzi pan Jagodziński.Myślę, że to akurat jest mniejszym złem, jeśli to w ogóle jest zło. Po prostu inna odmiana, na ucho łatwiejsza współczesnym. Doncia worry!

odpisałem wówczas: wiem że fighting for linguistical correctness = fucking for virginity i nie szykuję się do żadnej krucjaty, jak boga kocham! ja już to wszystko przerabiałem na tzw. zachodzie (którego tak naprawdę nigdy nie było, a tylko udawał przed nami samego siebie). we wczesnych latach 70. poprawna duńszczyzna została skutecznie wyeliminowana z radia i telewizji, jako niezrozumiała dla prostego człowieka i ludzie z solidnym wykształceniem mówili do kamery i mikrofonu nosowo i z waszecia, żeby móc nadal pracować w elektronicznych mediach, a te papierowe, z wyjątkiem nielicznych,  opierających się jeszcze wzbierającej fali postępowości,  wbijały owemu prostemu człowiekowi do głowy, że gramatyka jest reakcyjna i nie powinno się jej używać. mnie to wszystko bardziej śmieszy niż oburza. przyjmuję zmiany bez utyskiwania, ale chciałbym nadal dostrzegać różnice pomiędzy alma mater i kurwa mać…

już to przez brak refleksu, bo uśpiłaś mnie uwagą że bogu dzięki dostrzegam, ale najpewniej dlatego że debata publiczna nie przybrała jeszcze wówczas obecnych rozmiarów nie odpisałem że powstaje jeszcze jeden przypadek, najważniejszy ze wszystkich dotychczasowych kanonów gramatyki, taki p r z y p a d k i s s i m u s  języka polskiego (pardon – jepolu) d o k o p a c z  – (kto komu), szczególnie rozpowszechniony w świecie polityki i mediów… ani się obejrzymy jak przestanie być istotne co mówimy. ważne będzie tylko komu się powiedziało i jak mocno przywaliło  się  oponentowi tą lingwistyczną maczugą w łeb…

nathan gurfinkiel
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com