JS: Lektury na czasie10 min czytania

10.05.2022

Zdanie odrębne

Jak słychać, wielką popularnością cieszą się książki o Putinie. Pojawiło się ich kilka, choć faktografia tam zawarta jest prawdopodobnie taka sama; co najwyżej różnią się punktem widzenia albo ujęcia bohatera. Rzecz sama w sobie jest zrozumiała; ‘morderca’, ‘tyran’ czy ‘zabójca’ zawsze budził ciekawość, zwłaszcza kiedy prowadził wojnę, którą w dodatku wcześniej zapowiadał, a jego zapowiedzi mało kto brał na serio… Wzrost zainteresowania mroczną postacią można wytłumaczyć przy pomocy figury retorycznej (albo stylistycznej) znanej jako pars pro toto, czyli część za całość. Przykładem jest fragment wiersza Majakowskiego:

Mó­wi­my – Le­nin, a w do­my­śle -par­tia,
mó­wi­my – par­tia, a w do­my­śle – Le­nin[1].

Branie części za całość świadczy o tym, że ludzki umysł nie lubi komplikować świata; raczej go upraszcza. Wydaje mu się, że kiedy przyswoi sobie kilka tomów o Putinie, od razu zdobędzie wiedzę o Rosji. Tymczasem jest to złudzenie, które znajduje wyraz w mowie (retoryka) i piśmie (stylistyka). Ileż to książek napisano o Rasputinie, czy Dzierżyńskim (Polak!), a Rosja i Rosjanie wciąż są zagadką dla świata; wszak sami o sobie mówią: Никто не обнимет необъятного[2] – nikt nie obejmie tego, co niepojęte.  

Z tego względu warto sięgać do autorów, którzy znali Rosję, jej ludzi i kulturę, jednak nie pisali na aktualne zamówienie, ani żywili się złudzeniami. Nie ulegali też modzie na Rosję jak Francuzi czy Niemcy, którzy ją postrzegają przez pryzmat – odwrotu Napoleona spod Moskwy, albo klęski pod Stalingradem. Chociaż – po inwazji na Ukrainę – niektórzy z nich przyznają, że dali się uwieść Putinowi… Polacy zachowali w tej sprawie więcej ostrożności i politycznego realizmu; wszak wielowiekowe sąsiedztwo z Rosją pozostawia ślady w pamięci, daje do myślenia, a nawet zobowiązuje (fr. oblige), by wiedzieć więcej niż przeciętny Europejczyk.

Nie wdając się w komentowanie doniesień z frontu wojny rosyjsko-ukraińskiej, proponuję wrócić do pism Mariana Zdziechowskiego (1861–1938) – znawcy Rosji i jej literatury, który utrzymywał kontakty z czołowymi rosyjskimi myślicielami i pisarzami. Jego znajomość Rosji jest tym cenniejsza, że wiarygodna; urodził się i wykształcił w państwie carów; był świadkiem I wojny i rewolucji bolszewickiej, a u schyłku życia, z Wilna przestrzegał Polskę i Zachód przed niebezpieczeństwem grożącym ze strony „państwa robotników i chłopów”[3].

Jako poddany rosyjski, związał się naukowo z austriackim uniwersytetem krakowskim. Jego osobisty sekretarz Stanisław Stomma zapamiętał: „Szczerze wyznawał, że każde przekroczenie granicy austriacko-rosyjskiej wyzwala w nim instynktowne sympatie do Austrii oraz strach przed Rosją”[4]. Zdziechowski zwracał uwagę, że Rosja to kraj przejściowy między Wschodem i Zachodem, pozbawiony geograficznej tożsamości, co najlepiej oddaje termin „eurazjatyzm”. Podzielał pogląd Stanisława Brzozowskiego, że istotą „duszy rosyjskiej” jest „istnienie pozahistoryczne”, demonstrowane bezczelnością, która nie liczy się z dziedzictwem przeszłości ani z warunkami teraźniejszości. Rosjanin, zamiast budować „nowe”, z lubością niszczy to, co „stare”. Inna jego cecha – maksymalizm każde zagadnienie sprowadza do alternatywy: „wszystko – albo nic”. Jest to refleks przekonania o doskonałości człowieka oraz idei ziemskiego raju. „Ale, że żaden absolut nie daje się osiągnąć w życiu doczesnym, […] z natury rzeczy maksymalizm przeistacza się w negację rzeczywistości”[5].

Mentalność rosyjska jest antynomiczna; anarchizm Rosjanina idzie w parze z kultem despotycznego państwa; to, co ponadnarodowe godzi on ze skrajnym nacjonalizmem, a koczowniczy tryb życia nie przeszkadza mu przywiązywać się do miejsca pobytu. Zwracał na to uwagę Nikołaj Bierdiajew; Zdziechowski dodaje inne antynomie: wzniosłość intencji, której towarzyszy zbrodniczość czynów; wstręt do zła, które Rosjanin czyni z premedytacją; narodowe samouwielbienie, domagające się miłości i uznania ze strony innych narodów; powszechna wśród inteligencji dystynkcja: zły rząd – dobry naród, czy przenikanie się idei ojczyzny z ideą państwa. Sprzyjają one naturalnej rewolucyjności Rosjan i zdejmują z nich odpowiedzialność za losy własnego kraju tudzież reszty świata[6].

Zdziechowski nie mógł zrozumieć fascynacji Rosją bolszewicką w Polsce międzywojennej i na Zachodzie, kiedy ówczesne elity z podziwem patrzyły na rosyjskie chamstwo traktowane jako prostolinijność, albo na logikę absurduzuchwałość, w których widziano znamiona bohaterstwa. Podziw dla barbarzyństwa i prostactwa porewolucyjnej Rosji, jej swoista atrakcyjność brały się z niewiedzy, z nieznajomości jej prawdziwej natury. Rosja nie odwzajemniała się światu podobnym spojrzeniem. Dość przypomnieć słowa Lenina o „pożytecznych idiotach”, którymi byli zachodni dziennikarze, zafascynowani eksperymentem sowieckim.

Ważną cechą rosyjskiej mentalności jest kult cara albo wodza. Przypisywana mu nadprzyrodzona moc sąsiaduje z zupełnym brakiem odpowiedzialności za losy poddanych, u których kult siły miesza się z pogardą dla poniżanego. Zdziechowski widzi w tym instrument niewolenia podbitych narodów. „Przyjaciołom moim, Rosjanom, stale dowodzę, że dopóki nie przeklną Piotra i nie wyzwolą się spod uroku siły, widząc ją w okrucieństwie i bestialstwie i ją wielbiąc, nie zrzucą jarzma bolszewizmu” – pisał w książce wydanej pośmiertnie[7]. Wszystkim, którzy z zaciekawieniem przyglądali się nowej Rosji, zalecał nazywać rzeczy po imieniu; wszak nie można zuchwałości rozwydrzonych tłumów podnosić do rangi tego, „co święte”, a służbę jakiejkolwiek idei zamieniać na „poddanie się woli Chama”[8].

Dwa składniki mentalności rosyjskiej budziły jego szczególny niepokój; pierwszy to rusyfikacja, która zawsze była (i jest) następstwem podboju czy zaboru. Za najgroźniejsze uznawał jednak „zrusyfikowanie duchowe, objawiające się w kulcie stęsknionej do absolutu duszy rosyjskiej, której nic na świecie nasycić nie zdoła”[9]; wszystkie inne formy rusyfikacji były jej następstwem. Drugi to strach przed Rosją wpajany podbitym narodom. Polaków pod zaborem doprowadził on do takiego stanu, że wszystko, czego im nie zabrano, uważali „za łaskawą darowiznę ze strony przemożnej władzy, stąd zaś niedaleko do jakiejś patologicznej wdzięczności, do sympatii”[10]. Powodowało to zanik świadomości narodowej i poczucia samodzielności politycznej; potęgowało bezradność i dezorientację – zwłaszcza na arenie międzynarodowej. „Rozwaga stłumiła instynkt dla Polski […] nie widzieliśmy możliwości wydobycia się własnymi siłami na wolność i nie przewidywaliśmy, aby możliwość taka mogła nastąpić w najbliższej przyszłości”[11].

Cytowane fragmenty, choć powstały przed stu laty, są nadal czytelne i właściwie nie wymagają specjalnego komentarza. Dla Polaków mogą mieć wymiar historyczny, dla Ukraińców – aktualny, współczesny… Wszak wojna w ich kraju dowodzi, ilustruje, wskazuje…, że Rosja się nie zmienia, choć zamiast cara ma prezydenta, a imperium zastąpiła federacją…

Każda wojna – daleka czy bliska – weryfikuje bądź falsyfikuje idee, opinie, poglądy, teorie… Działa jak burza, czyli oczyszczająco albo jak katastrofa[12], tzn. zmienia dekoracje, kostiumy, scenografie… Wydobywa na światło dzienne to, co dotąd było skrywane, maskowane językiem, stylem, autorytetem, aurą albo aureolą…

Oto wybitny filozof polityki, może ostatni, co tak poloneza wodzi, udziela wywiadu magazynowi „Plus minus”[13], w którym mówi o lekkomyślności Polaków w podejściu do wojny na Ukrainie. Dopytywany przez dziennikarkę, na czym ta lekkomyślność polega, odpowiada: „Demonstracyjne zadowolenie z faktu, że potwierdziło się przekonanie większości, iż Rosja jest krajem agresywnym i imperialistycznym”. Czyżby to oznaczało, że Rosja taka nie jest? A jej agresywność i imperializm to tylko przejaw „demonstracyjnego zadowolenia” tudzież euforii naszych „kręgów opiniotwórczych i rządowych”?

O najechanym kraju mówi tak: „Myślę, że Ukraina dla nikogo bardzo długo nie będzie dobrym sąsiadem, że tam panują brutalne obyczaje. Ukraińcy w sytuacji konfliktu odwołują się do rozwiązań najbardziej drastycznych. Ich stosunki z Rosją były absolutnie irracjonalne”. O rosyjskich „rozwiązaniach najbardziej drastycznych” nie wspomina, a określając stosunki Ukrainy z Rosją jako „irracjonalne”, sugeruje, że podejście Rosji cechuje racjonalność. To prawda; barbarzyńca o „brutalnych obyczajach” też kieruje się racjonalnością, tyle że swoistą. Można ją nawet uznać za determinizm dziejowy …

Jeszcze dalej idzie rusycystka, „rosjoznawczyni, politolog i polityk, była dyrektor Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego”, która w niezależnym piśmie „Bibuła”[14] patrzy na wojnę w Ukrainie z perspektywy cywilizacyjnej. I tak w świecie ścierają się dwa porządki: „kolektywnego Zachodu, któremu użyczyły swej marki Stany Zjednoczone” oraz cywilizacji chrześcijańskiej pod egidą Moskwy jako Trzeciego Rzymu. „Tryumfalny powrót Rosji do chrześcijaństwa po upadku komunizmu dokonał się w czasie, gdy Zachód odciął się od swych wartości i zanegował cywilizacyjne znaczenie łacińskiego Rzymu. Jego rolę w sposób naturalny przejęła Moskwa”. Autorka powołuje się na amerykańskiego arcybiskupa i kilku myślicieli-wizjonerów, którzy zgodnie krytykują tzw. Nowy Porządek Światowy (NWO), przeciwstawiając mu „Trzeci Rzym”, czyli Moskwę. To on (ona?) „ma duchową moc konieczną do zwycięstwa w starciu z siłami NWO. […] Dlatego został sprowokowany do agresji na Ukrainę” (podkreślenie autorki). Również dlatego „jest zobowiązany zaprowadzić pokój i – zgodnie z jego chrześcijańską koncepcją wymierzyć sprawiedliwość” (podkreślenie JS).

Cywilizacja zachodnia (łacińska) nie jest już chrześcijańska, ponieważ stała się zlepkiem ideologii: „genderyzmu, ekologizmu, transhumanizmu […] relatywizmu w sferze moralności”. Autorka określa ją mianem „uniwersalnej” albo cywilizacją „ludzi z Davos”. Temu tworowi lewacko-liberalnemu należy przeciwstawić cywilizację prawdziwie chrześcijańską, czyli wschodnią, której granice „wyznaczać będą wpływy Patriarchatu Moskiewskiego”. Na ewentualny zarzut, że Moskwa wywodzi się z cywilizacji turańskiej (tak sądził F. Koneczny), odpowiada, „iż »turan« – nade wszystko jego gromadnościowy element – nie wyrugował wartości duchowych i moralnych, wspólnych chrześcijaństwu zachodniemu i wschodniemu: prawdy, piękna i dobra”.

Sapienti sat! – chciałoby się krzyknąć, choć może lepiej zabrzmi: Mądremu biada – czyli biada temu, kto ma rozum… Dla Lenina „pożytecznymi” byli zwykli dziennikarze; dla Putina są to ludzie nauki i wyrafinowani myśliciele. Czyż to nie wystarczający dowód na postęp, jaki się nieustannie dokonuje w dziejach powszechnych?

J S 

Ps.

Moja Matka, absolwentka seminarium nauczycielskiego w Stanisławowie (Iwanofrankivsk) opowiadała dawno temu, jak po pierwszym wkroczeniu Rosjan do miasta w 1939 roku, żony oficerów szły na zabawę sylwestrową w kolorowych halkach ‘polskich pań’, obszytych koronką, czyli w bieliźnie. Zaś ojciec, pasjonat zegarmistrzostwa, zapamiętał scenę spotkania z oficerem Armii Czerwonej, który na wewnętrznych połach wojskowego płaszcza miał przypięte kilkadziesiąt zegarków – kieszonkowych i na rękę. Ojciec miał sprawdzić, czy są ‘na chodzie’, bo szły ‘na handel’. Od tych zdarzeń minęło ponad 80 lat, a rosyjski żołnierz nadal bierze ze sobą, co popadnie…

JS

  1. Drugi wers ilustruje figurę odwrotną – toto pro pars, czyli całość za część. ^

  2. Jest to jeden z aforyzmów Koźmy Prutkowa (pseudonim czterech rosyjskich poetów żyjących w XIX wieku), który stał się synonimem arogancji, buty oraz tępoty urzędników carskich za Mikołaja I.^

  3. Znamienny jest tytuł jednej z jego książek: Od Petersburga do Leningrada, Wilno 1934. Warto też sięgnąć po inne, np., W obliczu końca, Wilno 1937, czy Widmo przyszłości, Wilno 1939. ^
  4. S. Stomma, Oczyma świadka, [w:] J. Skoczyński, Wartość pesymizmu, Kraków 1994, s. 14.^
  5. M. Zdziechowski, Wpływy rosyjskie na duszę polską, Kraków 1920, s. IV. ^
  6. Traktuje o tym artykuł pt. Antynomie duszy rosyjskiej. ^
  7. M. Zdziechowski, Widmo przyszłości, dz. cyt., s. 205. ^
  8. Wpływy rosyjskie na duszę polską, dz. cyt., s. 122. ^
  9. Tamże, s. 92. ^
  10. Tamże, s. 136. ^
  11. Tamże s. 140. ^
  12. Podstawowe znaczenie tego greckiego pojęcia to – machina teatralna! ^
  13. Plus Minus”, nr 17 (1518), 30 kwietnia – 1 maja 2022, s. 32-33. ^
  14. https://www.bibula.com ^
Print Friendly, PDF & Email