5 min czytaniaJarosław Kapsa: Wyślemy armię Sasinoidów…

27.05.2022

Pan Jacek Sasin w umiejętny sposób pozyskał sobie opinię nieudacznika, któremu każda firma gotowa jest płacić, pod warunkiem trzymania się z daleka od wszelkich konkretów związanych z zarządzaniem.

.

Może nie każda firma… bo z niewiadomego powodu ten pan zasiada w Radzie Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej. Obsadzenie go na stanowisku Ministra Aktywów Państwowych wygląda na niecny spisek. Wcześniej czy później wyjdzie na jaw, że to wina Tuska.

Pan Sasin, mając ograniczone w stosunku do aspiracji możliwości psucia w kraju, zainteresował się sprawami zagranicznymi, przedstawiając ambasadorowi Ukrainy ofertę polskiego udziału w odbudowie zniszczonego wojną kraju. Rzecz pozornie cenna, bo trzeba myśleć o przyszłości, ale – czy nie dość nieszczęść przeżył ten kraj, by miała go jeszcze spotkać inwazja Sasinoidów?

Nie wkluczam, że pan Sasin ma osobiste zasługi w pomocy sąsiadom za Buga i Dniepru. Może osobiście nalewał zupę głodnym na dworcu w Warszawie, może dzięki niemu wczasowe ośrodki rządowe zmieniły się w domy dla uchodźców… W naszej kulturze nie wypada nachalnie chwalić się dobroczynnością, a tym bardziej nie można obdarowywanym wystawiać rachunku, domagając się gwarancji przyszłego zarabiania na odbudowie. Niestety: jaki Sasin, takie maniery…

Pamiętam jak blisko dwie dekady temu, nasze środowiska polityczne prawie jednomyślnie zgodziły się wysłać wojsko do Iraku, by tam wspierać Amerykanów. Ponieważ trudno było wytłumaczyć gorliwość tej decyzji, dodano argumenty ekonomiczne: po zwycięstwie mieliśmy zarobić na odbudowie tego kraju, zyskać tanią ropę w zamian za usługi budowlane. Brzmiało to przekonująco: ropę Irak miał, a polskie usługi znane były i cenione na rynku irackim od wielu lat. Potrafiliśmy tam nawet w latach 80. XX w. budować autostrady, które nie wymagały remontu zaraz po oddaniu.

Wyszło jednak jak wyszło, taniej ropy nie dostaliśmy, a udział polskich przedsiębiorstw na tym rynku jest rażąco znikomy, w porównaniu z czasami Jaruzelskiego i Husajna. Argumenty ekonomiczne były więc zwykłym bajaniem, usprawiedliwiającym istotę naszej polityki zagranicznej – bezdyskusyjną spolegliwość wobec USA.

Pomoc w odbudowie – wtedy Iraku, dziś Ukrainy – rozumiana jest przez niektórych w formie sowieckiej; ZSRR też nam pomagał, kupując tanio węgiel i statki. Myśl Sasina, ministra dbającego o interes państwowych konsorcjum i monopoli, w duchu może być podobna. „Orlen” pomoże w odbudowie stacji benzynowych przejmując monopol w zaopatrzeniu Ukrainy w paliwa, PGNiG podobnie pomoże odtwarzać sieć dystrybucji gazu. Może także Tauron wyrazi ochotę pomocy przez przejęcie złóż węgla w Donbasie, a konsorcjum zarabiające i borykające się z „obudową” Stoczni Szczecińskiej przeniesie się do Mariumpola.

Naszych doświadczeń z odbudową mieszkań raczej nie możemy przenosić, bo mimo programu „Mieszkanie+”, nie powstała wielka państwowa spółka budowlana. Za to prawie gotowa jest spółka od obrotu płodami rolnymi; może się uskrzydli, obracając ukraińskim zbożem i rzepakiem.

Taki rodzaj myślenia nazywano „neokolonializmem”, ale Polska „nigdy” kolonii nie miała, więc robi to z dobrego serca, prawda?

Pomoc w odbudowie Ukrainy jest niezbędna. Nie można liczyć, że za wyrządzone szkody zapłaci agresor, nie pokryje się też kosztów odbudowy ze skonfiskowanych majątków oligarchów. Realna pomoc przekracza jednak możliwości Polski, trzeba starać się by ramach UE utworzono specjalny fundusz. Trzeba to już dziś przygotowywać, by nie dochodziło do marnotrawienia wysiłków europejskich podatników, a także, by udzielona pomoc przyniosła Ukrainie możliwie najlepsze efekty.

Przypomnę, że w czasie II wojny światowej w okupowanej przez Niemców Polsce działała agenda rządu londyńskiego: Departament Odbudowy; nie skąpiono środków na prowadzone przez urbanistów prace studialne i koncepcyjne. Wojny się kończą, kończy się czas zabijania i niszczenia, trzeba mieć przygotowaną odpowiedź: co dalej. Nie wystarczy wysłać ekipy z betoniarkami i żywiołowo odbudować „tak jak było”. Bo to „jak było”, tak w przedwojennej Warszawie, jak i w przedwojennym Charkowie i Mariumpolu, nie dawało gwarancji dobrego życia dla wszystkich. Potrzebne jest międzynarodowe wsparcie urbanistów, potrzebna jest pomoc specjalistów różnych dziedzin, pozwalająca przenieść najlepsze doświadczenia budowania miast.

Tam, gdzie jest to możliwe, trzeba pracować z miejscowymi mieszkańcami. Przekazać im doświadczenia samorządności i obywatelskich konsultacji, wsłuchiwać się uważnie w ich marzenia: w jakich miastach chcą żyć. Ale też nie można tych marzeń przyjmować bezkrytycznie, bo mogą być one pochodną braku wiedzy i wyobraźni. Pokazywać należy na przykładach, jakie cechy powinno spełnić miasto „zdrowe”, zapewniające czystość warunków środowiskowych, dostępność dobrej jakości wody i zieleni. Prezentować, że właściwe zaplanowanie i zastosowanie nowych technologii, pozwala budować domy spożytkowujące o połowę mniej energii, tym samym o połowę tańsze w utrzymaniu, niż wcześniej istniejące bloki mieszkalne. Dowodzić, że od właściwego zaplanowania zależna jest realna dostępność usług publicznych i poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.

Innymi słowy, chcąc pomóc Ukraińcom warto wraz z nimi już teraz przygotować program właściwej polityki miejskiej. Sęk w tym, że w warunkach chorobliwej centralizacji zarządzania krajem w Polsce podobny program nie ma możliwości istnieć.

Nie mamy, bo ich się pozbyliśmy, doświadczeń, jakimi moglibyśmy pomóc naszym sąsiadom. Właściwie to możemy ich jedynie przestrzegać: nie idźcie tą naszą drogą, nie bierzcie za wiarygodne opowieści o skuteczności centralnie zarządzanego państwa, o błogosławionych skutkach poddania się władzy monopolistów państwowych. Nie tędy droga…

Na szczęście inwazja Sasinoidów na Ukrainę nie jest możliwa, bo nie było w przyrodzie takiego przypadku, by udał się choć jeden pomysł tego pana z teką ministra. Po gromkich zapowiedziach konstruowania oferty dla Ukrainy pan Sasin zamiast do Kijowa pojechał do Davos, by tam przekonywać świat biznesu i polityki, że zna się na transformacji energetycznej…

Powodzenia, w tych ponurych czasach świat zasługuje na odrobinę rozrywki.

Jarosław Kapsa

Print Friendly, PDF & Email