7 min czytaniaAneta Wybieralska: Istoty plemienne

23.06.2022

Fajny film wczoraj widziałam. A raczej już dawno.

Ośmielona, zachęcona oraz zaszczycona pochlebnymi recenzjami Państwa (zwłaszcza J.S.) pod poprzednią quasi-recenzją jednego z odcinków tego filmu (pt. „Etos parobka”, z dn. 31.05. 22) ośmielę się na zapodanie kolejnej odsłony tegoż, a to ze względu na wypowiedziane tam ponadczasowe kwestie.

Noblesse oblige – jak onegdaj mawiali francuskojęzyczni Europejczycy.

Powtórzę zatem: nie mogę oprzeć się już od dawna uznawanemu za kultowy serialowi „Ranczo”. Kto z Państwa nie oglądał ani jednego odcinka, nie uśmiechnął się uczestnicząc w dialogach bywalców unijnej ławeczki raczących się winkiem typu mamrot lub wyborczym piwkiem o uroczej nazwie Kozioł–Mocny, niech pierwszy rzuci kamieniem. We mnie, admiratorkę tegoż (serialu).

Tym razem dialogi toczą się pod miejscowym (wilkowyjskim) Urzędem Gminy. Lokalni „dziadersi” płci męskiej strajkują dość hałaśliwie, chcąc pozbawić stanowiska miejscowego wójta w osobie dzielnej kobiety – Amerykanki (Lucy Wilska – Ilona Ostrowska). Poszło o to, że małżonkom tych panów znudziło się życie bez pieniędzy, bez perspektyw i bez sensu. Zbuntowane, sfrustrowane, gnębione w domu i zaprzałej zagrodzie przez swoich bardzo stereotypowo mizogińskich oraz tradycyjnych małżonków – leniwych pijaków, nicponiów, jak też nierobów założyły, pod egidą władz gminy, spółdzielnię produkcyjną. Tam wykazały inicjatywę. Wzięły sprawy w swoje sterane ręce. Zaczęły pracować, zarabiać wymierne pieniądze. Tym na wskroś haniebnym czynem poniekąd zaniedbały domowe obowiązki.

Pani wójt nie może zrozumieć podłoża protestu. Siada ze strajkującymi i zadaje im pytania. Strajk trwa, negocjacji nie ma, pat. Pojawia się miejscowy aptekarz – magister farmacji (Ryszard Polakowski – Leon Charewicz). Po wymianie wikowyjskich uprzejmości zwraca się do Lucy, ale strajkujący także usiłują słuchać go uważnie sądząc, że do ich jakże słusznego protestu dołączył inteligent. Magister wypowiada w końcu następujące kwestie:

– Światem całkowicie zawładnęły niepohamowana konsumpcja i żądza zysku, który wymusza obłędnie szybki rozwój. Zauważyła pani, że od pewnego czasu wyrzuca się rzeczy nie dlatego, że są zepsute czy zniszczone, ale tylko dlatego, że powstały nowsze?

– No i co? (Lucy)

– Świat obecnie rozwija się w tym aspekcie tak szybko jak nigdy w historii. Normalny człowiek w żaden sposób nie może za tym nadążyć. Całą zachodnią cywilizacją kieruje teraz żądza zysku. Nieważne, jak się świat rozwija i po co, byle zyski rosły. Jest pani inteligentną kobietą, no to musi pani się z tym zgodzić. […] I ta światowa żądza zysku redukuje człowieka do dwóch aspektów: do uczestnika produkcji, która musi ciągle rosnąć, i do uczestnika konsumpcji, która także musi rosnąć. A cała reszta człowieka się nie liczy. A człowiek, proszę pani, jest istotą plemienną. I tylko w trwałych relacjach z innymi ludźmi może czuć się szczęśliwy. Musi czuć się potrzebny, musi wiedzieć, jaką pełni rolę, kim jest. A do tego potrzebna jest tradycja i stabilizacja. A dzisiejszym światem rządzi ciągła zmiana.

– A to moja wina?

– Nie, skąd, oczywiście, że nie. Ale tutaj, na tym gruncie, pani te zmiany wprowadza. I dla tych panów jest pani uosobieniem tych zmian.

– Brawo! Brawo! Brawo! – (Strajkujący: Myćko, Wargacz, Solejuk i inni).

– Nie! Nie! Ja się z panami w tym punkcie nie zgadzam. Ponieważ uważam, że to, co pani robi jest dobre. Bo zwalcza biedę. Ale w sensie aksjologicznym jestem z panami solidarny. Bo zgadzam się, że świat, który zmienia się tak szybko, oszalał. I pędzi ku samozagładzie.

– Panie, to pan z nami czy nie? (Wargacz)

– Żeby być precyzyjnym uważam, że panowie, wychodząc z niesłusznych pobudek i niewłaściwie adresując pretensje, wyrażają głębsze racje. Całkowicie popieram.

– To chyba dobrze, co? – (Wargacz)

– No tak… Hmm… Dobrze, w tragicznym Herbertowskim sensie tego słowa.

– Ja pierdzielę… To ja już nie wiem, po co tu siedzę. – (Solejuk)

Uniwersalizm i ponadczasowość. Z jednej strony twórcy serialu wskazują, że u źródła wielu współczesnych konfliktów, głównie społecznych, leży konsumpcjonizm. Obecne władze Wolski doskonale wpisują się w ten nurt, rozdając pieniądze (np. program 500+), mamiąc obietnicami lepszego, wygodnego życia bez potrzeby wykonywania jakiejkolwiek pracy, nazwanej tutaj redukcją człowieka do uczestnika produkcji. W prosty i nieskomplikowany sposób podnosi się świadczenia o kilka groszy, manipuluje systemem podatkowym, równocześnie napędzając inflację w taki sposób, by Wolakom pokroju tych panów wydawało się, że to o nich się dba i tylko na nich skupia się cała energia państwa. Jednocześnie podkreślana jest siła tradycji. Tej okrzepłej, ugruntowanej wiekowo, narodowej, katolickiej, nazywanej przewrotnie prorodzinną. A sprowadzającej kobietę do roli li tylko posługaczki. Panowie protestują przeciwko kobietom. Temu, że poszły do pracy, że śmiały wyjść do ludzi i uczestniczyć w życiu społecznym. Wreszcie, że bez pozwolenia próbują zerwać (lub jedynie znowelizować) tradycyjny porządek rodziny. I świata. To znaczy męski – patriarchalny, szowinistyczny – mizogiński.

Kobiety mają czelność po prostu żyć i czerpać z tego radość? Samostanowić o sobie, uwolnić z kajdan, myśleć? Chcą chcieć? Skandal! Zbrodnia! Nie wolno! Nie można dopuścić, by „ogon psem kręcił”.

Strajkujący panowie uosabiają tę część społeczeństwa (nadal, niestety, ok. 40% elektoratu wyborczego), która poczuła, że przestaje się liczyć. A globalna tyrania odpowiada ich sposobowi postrzegania świata. Wykształcenie wadzi. Mentalnie tkwią w średniowieczu, pasują im stosunki feudalne.

Do tej części społeczeństwa trzeba mówić prostym językiem. Najlepiej takim, z którego wynika, że coś dostanie za darmo, bo to im się należy. Jak psu micha. Nie muszą się uczyć, nie muszą uczestniczyć w kulturze, wystarczy, że umieją się podpisać i postawić krzyżyk w odpowiedniej kratce. Poklask budzi okradanie innych. Plemieniem troglodytów łatwiej sterować.

To apoteoza wystającego przed osła kija i marchewki. Sprytnie uknuta intryga indoktrynacji. (Brawo, pislamskie spin doktory i inne dobrze opłacane kołcze!).

Powiększa się polaryzacja warstw społecznych. Między innymi dlatego, że powstały problemy komunikacyjne. Obecna władza umie z nimi rozmawiać. Wykształciuchy? Nie umieją. (A powinni się nauczyć, i to szybko).

Aksjologia? To z pewnością coś obraźliwego. Herbert? A to kto? Niemiec chyba. Albo inny Żyd. Wróg!

.

A ja? Cóż. Jestem pełna obaw. Po raz kolejny nachodzi mnie pewna kulturowa refleksja. Pochodzący z miasta moich przodków Lwowa wybitny polski poeta, eseista, dramatopisarz Zbigniew Herbert w genialnym wierszu Przesłanie Pana Cogito napisał:

.

[…] i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie
*
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
*
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to, aby mówić: nikt cię nie pocieszy
*
czuwaj – kiedy światło na górach daje znak –
wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
[…]

.

.

Właśnie tak. Przesłanie. Ha! Tylko jak tego dokonać?

Kto mnie zrozumie? Kogo porwę? Przesłanie wynikające ze strof Herberta rozumiem po kobiecemu. Nie uniwersalnie, o co zapewne chodziło twórcy. I nie globalnie. Oschłości serca strzegę się, jak mogę. To znaczy wystrzegam się. Teraz przyszło mi, kobiecie myślącej, znowu wstać i iść. Dopóki krew obraca w piersi…

Na co mi więc to myślenie, zmaganie się z systemem, tworzenie literatury, uwielbienie sztuki wizualnej oraz czytanie książek? Na nic. Parobek konsumuje, parobek rządzi. I już.

A ja oglądam „Ranczo”.

Aneta Wybieralska

Aneta Wybieralska

Print Friendly, PDF & Email