Andrzej Lewandowski: Filozofia przegranej4 min czytania

06.07.2022

ECHA WYDARZEŃ: Raduję się, że rozważania o porażce Igi Świątek na Wimbledonie raczej mamy za sobą. A bałem się, że górę wezmą krytyki wywiedzione z prastarej prawdy, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Że liczą się wyłącznie zwycięstwa, a jeśli pojawi się porażka – oklaski łatwiutko zmieniają się w krytykę; a kibic i tak wszystko wie … najlepiej.

Cieszy, że tak nie jest wobec naszej gwiazdki kortu. Wygrywała, jak kapitan Klos w każdym odcinku serialu, ale jednak musiał być w nas jakiś niepokój. Że coś się przerwie, bo sport nie film ze scenariuszem, lecz żywy organizm z niewiadomymi. I porażka serca kibicowskiego tak bardzo nie zabolała, została potraktowana jako wypadek przy pracy – może z „kasową wymową”, ale bez zmiany na czele światowego rankingu.

Wymowny udział w takim odczuciu ma też sama Panna Iga. Bo walczyła wytrwale. Bo po przegranym pojedynku nie roniła łez, nie narzekała na los, na sędziego, że słońce w oczy świeciło, lecz publicznie wysoko oceniła rywalkę. Nie uciekła do szatni, wciąż potrafiła się uśmiechać, i rozdawała „siebie’ – jak w czasie serialu triumfów. I słowa, że „trawy” przychodzi się nadal uczyć, a nie biadolić, że piłka jakoś inaczej się odbija… Nasza mistrzyni zaproponowała ten sam ton kibicowania jak … jej rywalka. Która, choć z pozycji zwycięzcy nie szczędziła Idze komplementów … A że sama położyła na szalę nie tylko wszystko, co miała – klasę grania, doświadczenie, strategię oraz taktykę i nadkomplet sił fizycznych – widać było na korcie. I potem, gdy przyszło się zatrzymać na wimbledońskiej drodze. Owo przypomniane wyżej i zwycięskie „bij mistrza” musiało kosztować…

A było – jak było. Rodaczka grała walecznie, ale czy rzeczywiście gorzej niż w poprzednich meczach? Pewnie – tak, ale czy owo „ gorzej’ brało się z kryzysu dyspozycji, czy też z zależności własnych poczynań także od tego, na co rywal pozwała? Widziałem „to drugie”. Podobnie, jak odnosiłem wrażenie, że tym razem nożęta Igi nie wykonywały kortowego tańca tak żwawo, jak gdy niosły wcześniej do wygrywanych akcji. Może jednak trochę podległy zmęczeniu niebywałe napiętym sezonem? Pan Janek Tomaszewski kilka razy w sieci zalecał oszczędzanie siebie, może coś z jego racji dało znać? A może – i w to wierzę – mamy po prostu do czynienia z naturalnym biegiem rzeczy. Że bywają trudni do pokonania, ale nie ma takich, którzy tylko wygrywają. Że nazwisko to gwarancja z rękojmią. A o jutro jestem spokojny. Zwłaszcza, że ocenach wyczuwam spokój, logikę, a ziarna histerii nie znajduję…

Przepraszam, że tyle zdań o filozofii porażki. Ale ta przecież w sporcie niejedną ma barwę. Jest przecież i „nic się nie stało’ – po szmatławym meczu piłkarskim, wciąż w stanie jakże średnio uzasadnionej nadziei, że następny może kartę jednak odwróci…

Filozofii przegranej cd. Siatkarze. Wielcy historią, odmłodzeni – a wciąż po mistrzowsku mocni – w Lidze Narodów. Gdy była „wyjazdowa” – koncertowali. Nawet mocarze amerykańscy nie dali im rady. Na swoim podwórku – gdzie doping niesie i ściany sprzyjają… przegrali z Iranem. W pożegnalnym secie aż 7:15… Ale analizują – sami siebie i przed samokrytyką nie zwiewają. Żadne „nic się nie stało”, może ta lekcja i podejście do analizy zaprocentuje… brakiem takich niespodzianek…?

I z innej beczki…

W strzelaniu – czytam – coś miłego się dzieje. Podobno m.in. za sprawą współpracy z psychologiem. Który kiedyś chyba wspierał radą samego Małysza. W LA, na „dworze królowej” – wciąż ruch. Widać, że idą mistrzostwa świata. Mamy i my aktywa, ale… z fusów i rankingów nie wróżę. Będą „życiówki” – docenimy, będą medale – zaklaszczemy…

Sukces i ciekawostka. Nasze panie w rugby 7-osobowym sięgnęły po prymat europejski. Brawo! A – jak głoszą kronikarze – polskie rugby właśnie święci 100-lecie. Też brawo, ale i … zaskoczenie. Nie myślałem o aż takiej tradycji, biję się w piersi. Za niewiedzę. Ale pewne kontakty z tym sportem zapamiętałem. Primo: Kiedyś, bardzo dawno ktoś postanowił, by meczem rugby ubarwić oczekiwanie na kolarzy podczas Wyścigu Pokoju. Międzynarodowo, a może nawet międzypaństwowo. Co to jest prawdziwe rugby jakby wiedzieli tylko goście… Secundo – Na Barskiej w Warszawie jest dobra pizzeria. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi kiedyś zakładali ją rugbiści z AWF, bo w sporcie finansowo im się nie przelewało… Chyba jakiś udział w tym pomyśle miał „Kuba” Cieśliński, potem redaktor sportowy – ‘Sztandar Młodych”, radio…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo