Mikołaj Czuba: Ocean Niespokojny – na własne życzenie?

2012-12-14. Azja pozostaje kontynentem niespokojnym – pełnym kontrastów, ryzyk i napięć. Czy Ocean Spokojny, który jak dotąd zawsze odgrywał rolę bufora może zacząć transmitować zagrożenia na zewnątrz? 7 grudnia 1941 roku cesarska flota Japonii zaatakowała bazę amerykańskiej floty w Pearl Harbor. Nawet wtedy największy z oceanów pozostał buforem. Wojna nie zbliżyła się do wybrzeży i nie zagroziła ludności cywilnej USA. Po czterech latach sprowokowanego konfliktu Japonia poniosła sromotną klęskę. Dwa lata temu wyolbrzymione zagrożenie ze strony Pekinu spowodowało przekierowanie głównego trzonu floty USA z Atlantyku na Pacyfik. Dziś wielu w Waszyngtonie zastanawia się czy to nie był błąd.

Obyś żył w ciekawych czasach

Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach niesamowitego przyspieszenia technologicznego. Zmienia się nasze życie – ilość oraz jakość relacji w jakie wchodzimy, sposób w jaki się komunikujemy, jak podróżujemy, produkujemy, konsumujemy i odpoczywamy. A może już nie odpoczywamy? Nie ma w zasadzie możliwości powstrzymywania zmian. Chodzi o to żeby zmianą w miarę skutecznie zarządzać i rozładowywać napięcia w ramach obowiązującego systemu politycznego. Obiektywnie patrząc w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat największym i najszybszym przeobrażeniom podlegały i podlegają państwa Azji. Zwłaszcza Azji Południowo Wschodniej. To właśnie te państwa, w których produkuje się większość elektroniki są motorem większości zmian, które tak bardzo wpływają na nasze życie.

Wielka gra na Wielkiej Szachownicy

Eurazja to pole gry między mocarstwami jak ją określił w „Wielkiej Szachownicy” Zbigniew Brzeziński. W samej Azji znajduje się 50 niepodległych państw 7 państw nieuznawanych na arenie międzynarodowej 14 terytoriów autonomicznych i 4 terytoria niesamodzielne. Oprócz języka lub narodowości podziały biegną wzdłuż kilku różnych religii i kilkunastu wyznań. Jak wszędzie na świecie coraz trudniej mówić o państwach bogatych i biednych bo i w państwach uznawanych do niedawna za bogate żyją biedacy i odwrotnie. Jednak obiektywnie patrząc najwięcej różnorodności i kontrastów przypada właśnie na Azję – najbardziej ludny kontynent, który ma ponad 4 miliardy mieszkańców. Na całej kuli ziemskiej mieszka dziś ponad 7 miliardów ludzi, a w ciągu ostatnich 12 lat przybyło nas o miliard z czego prawie pół miliarda przyrostu przypadło właśnie na Azję. W Azji znajdują się najgęściej i najsłabiej zaludnione obszary świata. Istnieją tu państwa najbogatsze pod względem posiadanych surowców energetycznych jak i państwa, które tych surowców najbardziej potrzebują. Azjatyckimi jest połowa z 9 mocarstw atomowych świata. W Azji wciąż tli się najwięcej potencjalnie najgroźniejszych konfliktów międzynarodowych.

Brak mechanizmów współpracy wielostronnej, nacjonalizm i animozje

Państwa drugiego najbardziej różnorodnego kontynentu – Europy są dziś kolektywnie związane całym szeregiem różnorodnych norm prawnych, sojuszy i instytucji. Skutkiem tego było między innymi zniesienie kontroli na granicach i stępienie ostrza nacjonalizmów narodowych w zjednoczonej Europie. Komitet noblowski ostatnio uznał, że ma to sens ponieważ w ciągu ostatnich 60 lat trwale wyeliminowało wojnę z politycznego krajobrazu Europy. W Azji krzywizną banana czy wagą jaj nikt się nie zajmuje, podobnie jak konstruowaniem instytucjonalnych i prawnych ram regionalnej współpracy wielostronnej. Taka współpraca w sferze politycznej jest tu słabo rozwinięta. Jak mogliśmy się przekonać jesienią tego roku podczas sporu wokół wysp Senkaku/Diaoyu… wynika to z utrzymujących się nacjonalizmów i wzajemnych animozji.

Kryzys na świecie i brak zrozumienia w relacjach USA – ChRL

Do niedawna wysyłanie studentów na amerykańskie uniwersytety było przywilejem sojuszników. Dziś nie dowierza się chińskim elitom polityczny, które kształcą swoje dzieci w USA czy w Zjednoczonym Królestwie choć sytuacja odwrotna byłaby z różnych względów nie do pomyślenia. Warto pamiętać, że skutkiem tego było zawsze dużo lepsze rozumienie zawiłości polityk USA przez ich sojuszników niż sojuszników przez elity polityczne USA.

Jak dowodzi profesor Robert S. Ross w swoim artykule zamieszczonym w ostatnim numerze Foreign Affairs w 2012 roku, nowa polityka wobec Chin administracji prezydenta Obamy okazuje się niepotrzebna i kontrproduktywna. Podczas całego okresu otwierania się i wzrostu od lat 70 tych aż do 2009 roku Chiny zachowały przyjazne i konstruktywne stosunki z zagranicą. Pewne usztywnienie w chińskiej dyplomacji w 2009 odczytane w USA jako prężenie muskułów wynikało raczej ze słabości i chwiejnej sytuacji wewnętrznej tych pierwszych. W tym roku liczba buntów społecznych na skutek fal kryzysu docierających z zewnątrz gwałtownie rosła. W tej sytuacji jedynym ratunkiem przywódców KPCh okazało się wypuszczenie trochę nagromadzonego ciśnienia przez gwizdek nacjonalistycznej symboliki. Ten zabieg – między innymi uruchomienie chińskiego programu kosmicznego, testy zaawansowanego samolotu wojskowego czy udział w misjach antypirackich miał niewielkie praktyczne znaczenie, choć sugerował przeciętnym Chińczykom, że ich kraj dogania już pod wieloma względami światowe mocarstwa.

Ryzyko samospełniającej się przepowiedni

Odpowiedź USA, która nadeszła po 2009 roku i inspirowana było częściowo obawami państw sąsiadujących z Chinami dziś wydaje się być niewspółmierna. Polegała ona między innymi na przerzuceniu większości floty USA na Pacyfik, sprzedaży uzbrojenia Tajwanowi(Republika Chińska), a później Filipinom, wspólnym ćwiczeniom flot USA z flotą Japonii, Wietnamu i Kambodży, zwiększeniu militarnej obecności w Korei Południowej, przywróceniu współpracy wojskowej z Nową Zelandią i Indonezją. Obecnie widać, że jako takie działania te niosą duże ryzyko nakręcenia spirali zbędnych podejrzliwości, strachów i zbrojeń już nie tylko w ogarniętej nacjonalistycznymi nastrojami Azji, ale w całym rejonie Pacyfiku. Zwrot ku Azji w polityce USA ma sens o ile będzie, interpretowany jako pozytywny i konstruktywny, a nie negatywny – wymierzony przeciwko czemuś lub komuś. W przeciwnym razie podgrzewana z dwóch stron atmosfera nabierze cech samospełniającej się przepowiedni.

Przypomnę, że w czasie zimnej wojny strategia zachodu wobec Sowietów polegała przez długie lata na odprężaniu. Nasz rodak – wybitny sowietolog profesor Zbigniew Brzeziński współtworzył  właśnie takie rozwiązania. Zaostrzenie kursu wobec ZSRR nastąpiło dopiero w momencie gdy ten przegrywał już coraz wyraźniej wyścig zbrojeń, miał już poważne kłopoty społeczno-gospodarcze, a dodatkowo uwikłał się w niemożliwą do wygrania wojnę w Afganistanie. Później partia sama w pokojowy sposób przekazała władzę. Dziś na ostry kurs wobec Chin jest i za wcześniej i za późno jednocześnie. Wydaje się, że zagrożenie z zewnątrz scementuje jedynie i nasili autokratyczne frakcje i tendencje wewnątrz KPCh, a trzeba pamiętać, że dotychczas potrafiła ona mądrze otwierać Chiny na świat, rozwój i niektóre zachodnie wartości.

Rozsądek tanio kupię

Okazuje się, że dostęp do wiedzy i środków wcale nie wyklucza błędów. Przeciwnie. Ignorancja pochodząca z wiary we własną potęgę czy strach przed utratą uprzywilejowanej pozycji mogą przysłonić zdolność do właściwej interpretacji i oceny sytuacji. Problemy powstają nieraz przez tych, którzy powinni je rozwiązywać, zwłaszcza jeśli przyzwyczajeni są do luksusów. Autorytet i mądrość są nierozerwalnie związane ze zdolnością do przewodzenia. Dziś nie potrzeba jeszcze cudów, a jedynie pewnej korekty i przekonania do niej partnerów, którzy uwierzą dzięki temu w mądrość lidera. Jutro cuda i groźby mogą nie wystarczyć podobnie jak wiara, że wolne i demokratyczne Chiny nie będą prowadzić bardziej asertywnej polityki zagranicznej.

Mikołaj Czuba

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. andrzej Pokonos 2012-12-16
    • Mikołaj Czuba 2012-12-18
  2. Mikołaj Czuba 2012-12-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com