Piotr Rachtan: Mt Everest czy Mons Olympus?

Wystąpienie ministra finansów Jacka Rostowskiego przed Parlamentem Europejskim nie wywołało wśród europosłów specjalnego poruszenia. Nikogo nie obraził, nie powiedział nic, co mogłoby być sprzeczne nawet z potoczną logiką. Inaczej w Polsce.

Tu nikt nie zainteresował się całością przemówienia, do wyobraźni polskiej publiczności trafiły wyłącznie końcowe słowa, w których – cytując swojego znajomego bankowca – przestrzegał przed zgubnymi konsekwencjami rozpadu strefy euro.

Najostrzej zareagowali posłowie opozycji, jakże inaczej, dostrzegając wyłącznie okazję do kolejnej nawalanki. Poseł Paweł Poncyliusz z dziwną jak na niego chamską dezynwolturą zaatakował tak:

Mam taki apel: jeżeli pan, panie ministrze, rozważa zieloną kartę albo wyjazd gdziekolwiek, jakąkolwiek emigrację – to proszę się nie krępować, proszę pakować walizki i wyjeżdżać, czym prędzej opuszczać fotel ministra finansów, bo to dla nas, naszych dzieci, naszych wnuków będzie jak najlepsze rozwiązanie” – mówił.

Poseł PJN Wojciech Mojzesowicz ironizował: “Jestem po żniwach, to sfinansuję bilet w jedną stroną”.

Kupimy jeszcze panu ministrowi Rostowskiemu bilet w jedną stronę, żeby nie rozmyślił się potem na tej emigracji” – wtórował mu Poncyljusz.

Obaj widać nie usłyszeli, że opowieść ministra to nie są jego własne słowa, lecz cytat. I nie wiedzieli chyba, że dzieci Rostowskiego zielonej karty nie potrzebują.

Poseł Stanisław Wziątek z SLD zaapelował do Rostowskiego, by pokazał “plan, żeby Europę wyprowadzić z kryzysu“. “Prosimy o to, aby minister Rostowski przedstawił takie dane, które nie będą rozdwojeniem jaźni, które będą spójne i będą pokazywały, jaka jest rzeczywiście sytuacja, bo być może pan minister ukrywa dane i przedstawia nam, w Polsce, zieloną wyspę, a w Europie grozi katastrofą” – zaznaczył szef sejmowej komisji obrony narodowej.

Poinformował też, że klub SLD zwrócił się w środę z wnioskiem do marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, by w ramach informacji bieżącej Rostowski przedstawił, jaka jest aktualna sytuacja finansowa UE i dlaczego, jako minister finansów, używa takich słów, jakie padły w środę w Strasburgu.

Rozumiem, że SLD powierzyło magistrowi wychowania obronnego Wziątkowi obowiązek przedstawienia tego projektu z powodu wątku wojennego w wystąpieniu ministra finansów, a nie ze względu na zawiłości kwestii walutowych.

Ostro pojechał Jarosław Kaczyński, który uznał słowa ministra za „Everest nieodpowiedzialności”, ale nie dziwmy się: do świadomości prezesa widać trafia tylko słowo „wojna”. A ponieważ minister mówił przede wszystkim o euro i jedności Europy, to – jak człowiek głuchy na pewne dźwięki, tych fragmentów Kaczyński nie dosłyszał.

Proponuję, by opozycyjni polscy parlamentarzyści zastanowili się, co dla ich wyborców oznaczałby rozpad strefy euro. Niech rozważą, w jakiej walucie – o ile w ogóle mogłoby to być możliwe – polscy rolnicy dostawaliby swoje – niesprawiedliwie niskie – dopłaty obszarowe do hektara gruntów rolnych. Czy chłop na Pomorzu Zachodnim brałby w guldenach, a Wielkopolsce – w markach? A ten ze Świętokrzyskiego? Przecież nie w szylingach austriackich, bo one płynęłyby pewnie do Małopolski?

A w jakiej walucie policzonoby nam należne 80 miliardów – jeszcze euro – w kolejnej perspektywie finansowej? Chyba nie w funtach brytyjskich, bo co w końcu obchodzą Angoli polskie drogi, polska przedsiębiorczość czy polska kultura?

To drobne ćwiczenie z wyobraźni pokazuje, że to nie minister finansów cierpi na nieodpowiedzialność o rozmiarach Mount Everestu, tylko głupawi posłowie opozycji, których wzrok nie sięga poza datę 9 października, chorują na głupotę o wymiarach Mons Olympus.

Jeśli są ciekawi, co to za góra – niech jej poszukają i poszerzą swoją wyobraźnię. Nie będę proponował im pozostania na stokach tego olbrzyma, bo mam litość w sercu. Poza tym koszty byłyby zbyt duże.

Piotr Rachtan

www.kontrateksty.pl

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. R. Wilczyński 2011-09-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com