Janusz J. Tomidajewicz: Koniunkturalni wyborcy PiS. Jak ich przyciągnąć?7 min czytania

Lewy sierpowy

21.01.2023

Przed zbliżającymi się wyborami warto bliżej przyjrzeć się wewnętrznej strukturze wyborców PiS i zastanowić się jak, choćby część z nich, można w najbliższych wyborach przekonać by zmienili swe preferencje wyborcze.

Różnorodne przedwyborcze badania opinii publicznej zdają się stale potwierdzać zasadniczy podział polskiego społeczeństwa na dwa wzajemnie nierozumiejące się części. Pierwszą ma stanowić jego młodsza, nastawiona na nowoczesność, niereligijna, liberalna, lepiej wykształcona i zamożniejsza oraz zamieszkująca głównie wielkie i średnie miasta, klasa wyższa (elity) i średnia. Natomiast druga jest starsza, przywiązana do tradycji i religii a sceptyczna wobec takich nowoczesnych wynalazków jak LGBT czy zagrożenie klimatyczne, przy tym biedniejsza i mniej wykształcona oraz zamieszkująca głównie małe miasteczka i wieś w Polsce południowo-wschodniej. To tzw. klasa ludowa. Liczne badania potwierdzają także, iż z politycznego punktu widzenia klasa wyższa i średnia stanowi podstawową bazę wyborczą partii opozycji demokratycznej, zaś klasa ludowa w wyborach popiera głównie PiS.

Konsekwencją takiego widzenia podziałów społeczno-politycznych jest skoncentrowanie wysiłków każdego ze zwalczających się obozów politycznych na konsolidacji i aktywizacji własnej bazy społecznej, przy praktycznej rezygnacji z prób przeciągnięcia na swoją stronę choćby części elektoratu strony przeciwnej. Efektem takiej taktyki przedwyborczej obu obozów jest utrzymywanie się względnej równowagi w wielkości społecznego poparcia dla obu obozów i niemożność uzyskania przez żaden z nich zdecydowanej przewagi. Prowadzi to do wniosku, że o wyniku przyszłych wyborów zadecydują takie drugorzędne czynniki jak warunkująca frekwencję wyborczą pogoda i dostępność punktów głosowania, czy spektakularne „zdarzenia” w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Tak uzyskane zwycięstwo będzie niewielkie i nie będzie świadczyło o zasadniczej zmianie układu sił społecznych. Umożliwi ono jednak, dzięki utrzymaniu lub zdobyciu władzy, realizację zasadniczo różnych koncepcji rozwoju gospodarczo-społecznego.

Zasadniczą wadą powyższego rozumowania jest to, że elektoraty obu głównych obozów politycznych traktowane są w nim jako względnie jednorodne. Tymczasem to nieprawda, bo oba elektoraty są wewnętrznie zróżnicowane. Pominę tu zróżnicowanie elektoratu opozycji, które w pewnym stopniu znajduje odzwierciedlenie w różnicach programowych między tworzącymi ją partiami. Warto natomiast bliżej przyjrzeć się wewnętrznej strukturze wyborców PiS, by zastanowić się jaką ich część można w najbliższych wyborach przekonać by zmienili swe preferencje wyborcze i przesądzili o zdecydowanej (a nie jedynie „o włos”) wygranej obecnej opozycji.

Jak pokazały badania Sadury i Sierakowskiego wśród wyborców PiS obok twardego ideowego jądra pewną część stanowią wyborcy określani jako koniunkturalni lub nawet cyniczni. Głosując na PiS niekoniecznie identyfikują się oni z jego narodowo-katolicką ideologią, ciągle jednak uważają, że PiS zapewnia im większe korzyści ekonomiczne i społeczne, a nawet prestiżowe, niż którakolwiek (może z wyjątkiem PSL) z partii opozycji demokratycznej. Potencjalnie rzecz biorąc przeciągnięcie tej części elektoratu PiS na stronę opozycji mogłoby doprowadzić do istotnej zmiany dotychczasowego układu sił politycznych i zapewnić obecnej opozycji zdecydowane i wyraźne zwycięstwo w nadchodzącym cyklu wyborczym.

Na razie jednak wszystkie partie opozycyjne koncentrują się raczej na konsolidacji swego tradycyjnego elektoratu, w efekcie czego także PiS stale utrzymuje swoje poparcie na poziomie przekraczającym 30% i ciągle pozostaje najsilniejszą partią na polskiej scenie politycznej. Tymczasem, choć nie wiemy jaką część elektoratu PiS stanowią jego wyborcy koniunkturalni (ja oszacowałbym ich na co najmniej 1/5), to na pewno warto podjąć wysiłek, by skłonić ich do głosowania na opozycję. Trzeba jednak mieć świadomość, że wyborców tych opozycja nie przyciągnie do siebie walką o praworządność ani nawet obietnicami rozliczenia korupcyjnych afer PiS. Tym, co może skłonić obecnych wyborców PiS do zmiany ich preferencji będzie jedynie z jednej strony załamanie się socjalnych programów PiS i wyraźne pogorszenie się osobistej sytuacji ekonomicznej przeciętnego Polaka, z drugiej zaś przedstawienie przez partie opozycyjne konkretnej i wiarygodnej propozycji poprawy tej sytuacji.

Jeszcze nie dawno wydawało się, że ogólne pogorszenie sytuacji koniunkturalnej oraz konsekwencje najpierw pandemii Covid, a potem wojny w Ukrainie i kryzysu energetycznego oraz spowodowanego przez PiS zablokowania KPO, będą musiały doprowadzić do zachwiania się wiary w skuteczność (polegającej głównie na przekupywaniu wybranych grup wyborców) polityki „społecznej” PiS. To zaś prawie automatycznie (bez poważniejszego wysiłku programowego) w najbliższych wyborach da zwycięstwo obecnej opozycji. Może jednak być tak, że trochę dzięki łagodnej zimie a trochę dzięki desperackim zakupom węgla i pozwoleniu na palenie w piecach wszystkim, czym się da, uda się uniknąć klęski niedogrzania. Równocześnie zmiana sytuacji na rynkach światowych może pozwolić na spowolnienie inflacji a wzrost płac i świadczeń społecznych umożliwić utrzymanie dotychczasowego poziomu dochodów lub tylko bardzo ograniczony ich spadek. Jeśli na dodatek obecnemu rządowi, przy wsparciu opozycji, uda się uzyskać środki w ramach KPO, to w rezultacie może się okazać, że interesujący tu nas „koniunkturalni” wyborcy uznają, że PiS wystarczająco realizuje ich interesy ekonomiczne i że nie warto podejmować ryzyka zmiany swoich preferencji politycznych.

Wobec takiej sytuacji opozycja nie może liczyć na to, że w kolejnych wyborach jej zwycięstwo, dzięki pogorszeniu sytuacji gospodarczej i naturalnemu zmęczeniu rządami PiS, jest prawie pewne. Musi ona podjąć ofensywę programową i propagandową, która pozwoli jednak przeciągnąć na swoją stronę koniunkturalnych wyborców PiS. Wśród partii opozycji demokratycznej, z tego punktu widzenia najmniej wiarygodną i mającą najmniejsze możliwości dotarcia do tej grupy wyborców jest PO i cała KO. Są one postrzegane jako reprezentacja interesów elit miejskich i finansowych a ich obietnice socjalne ograniczają się do tego, że nie wycofają się z 500+ i obniżonego wieku emerytalnego. Natomiast możliwości dotarcia do socjalnego elektoratu PiS mają przede wszystkim Lewica oraz w pewnym stopniu PSL. Także na ich wiarygodności ciążą wprawdzie błędy popełnione w okresie, gdy były one u władzy, jednak wyraźne odcięcie się od tych dawnych idei a przede wszystkim sformułowanie konkretnego i atrakcyjnego programu działań socjalnych nastawionego na wsparcie tzw. klasy ludowej oraz niższej klasy średniej może im dać szansę na przyciągnięcie części dotychczasowych wyborców PiS a tym samym zarówno na poprawę własnego wyniku wyborczego, jak i na uzyskanie przez opozycję zdecydowanej przewagi nad PiS.

Elementy takiego programu socjalnego zostały już zaprezentowane na ostatniej konwencji programowej lewicy. Należą do nich żłobek w każdej gminie i program budowy 300 tys. mieszkań komunalnych na wynajem. Poza tym lewica zapowiedziała już walkę z wykluczeniem komunikacyjnym małych miejscowości. W programie lewicy powinno się także znaleźć zapewnienie lepszego dostępu do publicznej opieki zdrowotnej – w tym przywrócenie profilaktyki i opieki zdrowotnej w szkołach – a w związku ze starzeniem się społeczeństwa rozwój systemu leczenia i opieki gerontologicznej. We współpracy ze związkami zawodowymi, program lewicy będzie zapewne także uzupełniony o problemy ochrony praw pracowniczych i poziomu wynagrodzeń.

Jak się jednak wydaje dla wielu dotychczasowych wyborców PiS wszelkie programy poprawy jakości usług publicznych mają charakter kanarka na dachu, zaś wróblem w garści są dla nich świadczenia pieniężne, na które mogą liczyć indywidualnie (takie jak 500+ czy trzynasta lub czternasta emerytura). Dlatego socjalny program lewicy powinien zawierać także wprowadzenie takich rozwiązań. By nie stały się one pośrednio narzędziem prywatyzacji usług publicznych, powinny one mieć ograniczony i czasowy charakter. Mogłyby to być takie rozwiązania jak: dodatek drożyźniany przysługujący w okresach wysokiej inflacji czy wprowadzenie czytelnych zasad waloryzacji (indeksacji) niektórych świadczeń społecznych takich jak dodatki rodzinne, szkolne wyprawki, a nawet 500+.

W sumie taki zaadresowany do tzw. klasy ludowej socjalny program lewicy, przy odpowiednim jego rozpropagowaniu i przekonaniu wyborców socjalnych o jego realności, ma szanse stać się skutecznym narzędziem wzrostu siły politycznej całej opozycji. Jeśli zaś opozycja uzupełni swoją ofertę wyborczą o przedstawiony przez PSL program wsparcia dla małych przedsiębiorców, to przeciągnięcie koniunkturalnych wyborców PiS na stronę opozycji stanie się w pełni realne.

Janusz J. Tomidajewicz

Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo