Alina Kwapisz–Kulińska: Miesiąc w miesiąc9 min czytania


15.09.2023

Miesiąc w miesiąc

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_00.JPG

Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu w zasiekach; VIII 2010

Nieszczęście zaciążyło nad polityką 10 kwietnia 2010 roku razem z wiadomym lotniczym wypadkiem. Nie wchodząc w przyczyny katastrofy i cały jej kontekst, stała się tragedia – zginęli ludzie: prezydent z małżonką i urzędnicy oraz pracownicy jego kancelarii, politycy różnych środowisk politycznych, przedstawiciele urzędów państwowych, załoga samolotu. Z czasem oni przestali się liczyć. Liczył się tylko pozostały samotnie na świecie Główny Żałobnik, czyli Prezes Partii Prawo i Sprawiedliwość. Na obsłudze jego żałoby coraz silniej koncentrowały się środki i siły początkowo Wyznawców, potem państwa. Gdy Partia pozostawała w opozycji, wykorzystywała obchody żałoby do celów politycznych, od czasu, gdy Partia wybory wygrała i rządzi – wykorzystuje aparat państwa do pilnowania swoich porządków i fobii. Obserwuję to od początku, mam bowiem szczęście-nieszczęście mieszkać w pobliżu miejsc dla Głównego ŻałobnikaPartii najważniejszych.

Chwila wspomnień

Związane z obchodami upokarzające mniej lub bardziej wydarzenia związane z tzw. Obchodami Smoleńskimi odbywają się co miesiąc. Początkowo rejestrowałam je w zadziwieniu, nie przypuszczając, że coś takiego w dość długim życiu ujrzę. Mieszanina znanego z dzieciństwa i czasów szkolnych zadęcia i niekiedy humorystycznego prostactwa PRL-owskich obchodów połączona z dewocją obserwowaną (panie Kaczyński, „obserwowany” to nie tylko „uznawany”, lecz coś więcej: „przestrzegany, zachowywany”, np. ci, którzy obserwowali post przestrzegali go, a nie tylko uznawali) nachalnie i równie prostacko. W dodatku przy wykorzystaniu aparatu represyjnego państwa. I to nie tylko w stosunku do protestujących czynnie przeciw tym przemarszom, parareligijno-parapatriotycznym wiecom, ale w stosunku do wszystkich, którzy znajdują się na ich drodze, a nawet nie są zainteresowani uczestniczeniem w nich.

Po początkowych ekstazach związanych z tzw. krzyżem smoleńskim (przeniesiony do kościoła św. Anny przestał budzić religijne uniesienia), ich kulminacja nastąpiła chyba w roku 2017, przybierając formy, zdarzało się, humorystyczne. W efekcie w 2018 roku Główny Żałobnik ogłosił koniec marszów. Nie zaprzestał jednak uczestniczenia w comiesięcznych mszach, odwiedzinach pod pomnikami z placu Piłsudskiego. Ulice zawsze były wtedy zamykane, choć już niegrodzone płotami i zasiekami. W tych dniach ja staram się nie wychodzić z domu. Choć nieraz trzeba.

Dwa minione miesiące

10 lipca tego roku musiałam rano udać się na badania lekarskie. Z Krakowskiego Przedmieścia miałam przejechać Nowym Światem do przychodni przy ul. Chmielnej. Na wysokości kina „Kultura” napotkałam zaporę. Policjantka o wyglądzie maturzystki oznajmia mi, że ulica jest zamknięta. Pytam, czy przejdę placem Piłsudskiego. Chyba nie wie, o czym mówię, pewnie nie jest z Warszawy. Bąka, że pewnie tak. Trębacką dochodzę do placu, tam także zapora. Mnie nie puszczają. Przechodzi natomiast prowadzony przez policjanta pracownik państwowej instytucji.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_01.jpg

Policji mnóstwo. Funkcjonariusz, którego pytam, kiedy będę mogła przejść, bezradnie wzrusza ramionami. Nie wie. W końcu przechodzę do Chmielnej przez Ogród Saski i to szerokim łukiem, bo tam też policyjne kordony. Wracając piechotą (autobusy skręcają w Świętokrzyską) mogę już przejść Krakowskim Przedmieściem, ale natykam się na bramki antyterrorystyczne. Dwie.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_02.jpg

W pierwszej wypytują mnie, dokąd idę. W drugiej policjant wyglądający na tegorocznego maturzystę rewiduje mi plecaczek. Po badaniach lekarskich nie mam sił na dyskusje, upokorzona życzę mu, żeby jego babcię ktoś potraktował tak samo.

Miesiąc później, 10 sierpnia, słyszę podobną relację. Dziewięćdziesięcioletnia Mama mojej przyjaciółki, mająca stwierdzoną niepełnosprawność, ma wyznaczoną wizytę u lekarza. Wychodzi z domu mieszczącego się przy Krakowskim Przedmieściu w pobliżu placu Piłsudskiego (nawiasem, pod jej oknem, co najmniej raz na dobę, a przeważnie częściej, przejeżdżają policyjne radiowozy z włączonym sygnałem dźwiękowym). Przemieszcza się o kulach, z dużą trudnością. Pod domem ma czekać na nią taksówka – to jedyny sposób na odbycie wizyty lekarskiej. Taksówki nie ma, są policjanci. Mówią, że ruch jest wstrzymany. Pani o kulach pyta, jak ma dojechać. Po długim zastanawianiu się funkcjonariusz konsultuje się z dowódcą. Ten po kolejnych wyjaśnieniach pani o kulach zgadza się, aby taksówka przyjechała. Porozumiewa się z posterunkiem. Taksówkarzowi każą jechać jakąś okrężną trasą. Pani o kulach czeka. Jest gorąco. Taksówka w końcu nadjeżdża, konwojowana przez funkcjonariusza. Wyjeżdża też okrężną trasą. Pani o kulach płaci dwa razy więcej niż zwykle. Na wizytę u lekarza przyszła spóźniona, dobrze, że poczekał.

Krakowskie Przedmieście natomiast jest otwarte dla konwojów policyjnych.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_03.jpg

Historyczna zmiana?

Wczoraj, 10 września, wychodząc z domu w godzinach przedpołudniowych doznałam szoku. Krakowskie Przedmieście nie było zamknięte! Nie był zamknięty plac Piłsudskiego! Przeszłam spokojnie obok nieco zapomnianego obecnie pilnującego placu, jak wierny stróż, marszałka Józefa Piłsudskiego.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_04.jpg

Pozwolono mi dojść pod pomnik prezydenta Kaczyńskiego. Policjantów zajętych swoimi sprawami obok pomnika było tu tylko dwóch, (choć radiowozów kilka). Pisali coś zawzięcie i tylko podejrzliwie się przypatrywali moim poczynaniom. Nie mogłam jedynie podejść do okna widocznego na zdjęciu, w którym można podziwiać popiersie Lecha Kaczyńskiego, do którego pomnik ustawia się tyłem. Okno z tym ważnym popiersiem od pomnika odgradzała niebieska taśma.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_05.jpg

No, ale w ogóle mogłam tam dojść! Byłam zresztą jedyną zwiedzającą. Bez przeszkód doszłam też pod pomnik ofiar katastrofy, czyli tzw. schody smoleńskie. Spacerujących kilkunastu. Policjantów już więcej. Ale, o dziwo, nikogo nie odganiali, nie kontrolowali, nie legitymowali, pozwalali na swobodną przechadzkę. Pod pomnikiem zresztą puszczano na głos relację z katastrofy, domyślam się, że niezbyt po linii Partii – szła bowiem opowieść o locie nad Gruzją, dzięki pilotowi niezakończonym katastrofą.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_06.jpg

A pod pomnikiem schodów… hasło na dość niechlujnym, trzeba przyznać, kawałku tkaniny, kontrastujące ze świeżo złożonymi eleganckimi państwowymi wieńcami (przypomnę, że wszyscy się na nie, co miesiąc składamy). Nikt hasła nie ruszał, leżało sobie spokojnie. Co się dzieje?! Jeszcze miesiąc temu to było niemożliwe. Funkcjonariusze szarpali się nawet z tymi, którzy składali wieńce niezgodnie z obowiązującą doktryną i Jedyną Prawdą Smoleńską.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_07.jpg

Już po powrocie do domu dowiedziałam się, dlaczego obchody nie były tak pilnowane. Otóż nie były tak ważne jak przez minione 160 razy. Prawie, bo ze dwa, trzy razy też zabrakło Prezesa Partii. Dzisiaj zastępował go jakiś drugi, a może i trzeci garnitur lizusów. To minister Sasin się podobno wykazywał, jako Mistrz Ceremonii. Ulice nie musiały więc być zamykane, nie sprawdzano nikomu torebek i plecaków, nie trzeba było się tłumaczyć, gdzie i dlaczego się przechodzi. Na dachach nie stali snajperzy. Dowodzi to, że te płoty, zasieki, bramki antyterrorystyczne, zakazy przechodzenia prowadzone przez siły państwa strzegą komfortu tylko jednej osoby.

A po działaniach funkcjonariuszy obsługujących, (czyli dokonujących mniej czy bardziej brutalnych interwencji) comiesięczne legalne zgromadzenia Lotnej Brygady Opozycji, jedynej organizacji zmagającej się regularnie z Religią Smoleńską, pozostał jedynie smętny ślad.

C:\Users\Walter\Desktop\AKK_08.jpg

Nawiasem, w tym miesiącu policjanci nie wyrywali uczestnikom LBO megafonów, nie niszczyli banerów, nie następowali im na dłonie, nie miażdżyli krtani. Nie wydano im zapewne rozkazów.

***

Kto za te zabawy płaci? Kto płaci za obsesyjne erupcje żałoby Głównego Żałobnika i jego akolitów? Kto płaci za cyniczne urządzanie nam życia przez Partię? Od czasów „Rejsu” wiadomo: – Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo.

Po latach to już nie żałoba i ból, lecz wykalkulowane pokazywanie temu społeczeństwu, kto ma siłę, kto rządzi, kto władzy z rąk nie wypuści. Pozostaje nam obserwować (we współczesnym znaczeniu wyrazu), jak oni obserwują (w znaczeniu archaicznym) te swoje Obchody. Czy się skończą z przegranymi przez Partię wyborami? Na pewno przestanie je opłacać państwo, może znowu przejmą je Wyznawcy, np. ci spod znaku „Gazety Polskiej”. Wojsko i policjanci raczej odetchną. Jak i mieszkańcy tego skrawka Warszawy. I turyści z całego świata.

Tekst i zdjęcia: Alina Kwapisz–Kulińska

Print Friendly, PDF & Email
 

2 komentarze

  1. ohir 16.09.2023
  2. Stary outsider 18.09.2023