01.11.2023
„Laudate Deum” to najnowszy dokument opublikowany na portalu watykańskim na początku października, a dokładnie 4. dnia tego miesiąca, czyli w dniu rozpoczęcia synodu o synodalności, który trwał w Watykanie od 4 do 28 października.
Oczywiście od razu w wielu językach, w tym po polsku. Podałem link by każdy zainteresowany mógł sobie sam przeczytać. Przy okazji pozwolę sobie na kilka uwag przybliżających kontekst tego tekstu. Jak wiadomo wszyscy są ekspertami od tego, co robi papież i każdy ma swoje zdanie na jego temat. Zwłaszcza jeśli się wypowie na temat Rosji, co na Polaków działa jak płachta na byka. Dokładnie tak samo reagowali Latynosi, gdy polski papież wypowiadał się na temat teologii wyzwolenia. Uważali, że Jan Paweł II wysługuje się amerykańskim imperialistom, tak jak nasi eksperci uważają, że Francesco Bergoglio, to bez mała agent Putina. Sprawa jednak jest bardziej skomplikowana i chyba nie należy ograniczać recepcji pontyfikatu do mniej, czy bardziej udanych geopolitycznych komentarzy. Miałem duży dystans do Karola Wojtyły, gdy wypowiadał się na temat teologii wyzwolenia. Podobnie nie podoba mi się to, co o wojnie Putina mówi Bergoglio. To jednak mi nie przesłania innych rzeczy, zarówno u polskiego jak i u argentyńskiego papieża.
Dziś skupię się na papieżu z Argentyny.

Mogłoby się wydawać, że zajmowanie się kościelnymi dokumentami, to strata czasu, bo przecież nikt ich nie czyta, a nawet sami księża nie wydają się nimi przejmować. To prawda, ale z drugiej strony ich lektura czasem prowadzi do zaskakujących odkryć. Na przykład takich, że nominalnie katoliccy biskupi, czy księża nic wspólnego z nauczaniem aktualnego papieża nie mają. Wprost przeciwnie są jego zaprzeczeniem. Uzmysłowiłem to sobie czytając książkę Michelle Dillon zatytułowaną „Katolicki postsekularyzm. Stosowność i odnowa” (Postsecular Catholicism: Relevance and Renewal), w której autorka skupiła się przede wszystkim na pontyfikacie papieża Franciszka. Postrzega go jako uosobienie postsekularnego temperamentu. Dillon wskazuje na tak zapalne punkty w doktrynie katolickiej, jak aborcja i święcenia kobiet. Zaznacza przy tym, że papież Franciszek nie tyle zmienia doktrynę, ile raczej inaczej ustawia duszpasterskie priorytety swego pontyfikatu. Dillon uwzględniła w swojej książce encyklikę „Laudato SI” z 2015 roku, nie mogła uwzględnić tekstów powstałych po 2018 roku, a więc „Tutti Fratelli” z 2020 i ”Laudate Deum” z 2023, a są one wybitnie postsekularne, czyli otwarte również na ludzi należących do innych wyznań chrześcijańskich, innych religii, a nawet na ludzi niewierzących.
„Laudato SI” to pierwszy od lat dokument watykański, który podjął naprawdę ważne sprawy dotyczące nas wszystkich. I warto na chwilę się oderwać od politycznych implikacji, ale go po prostu spokojnie przeczytać i zastanowić się, co z niego wynika. A wynika to, że nie można chować w głowy w piasek i udawać, że dalsze rabunkowe wydobywanie surowców jest zgubne nie tylko dla terenów, na jakich się to dokonuje (nasz Śląsk), ale dla całej Ziemi. Dlatego w swojej encyklice papież nawiązuje do ustaleń episkopatów lokalnych właściwie z całego świata (Ameryka Łacińska i Północna, Afryka, Azja. W Europie problemami ekologii zajęli się biskupi niemieccy i portugalscy, których również Franciszek cytuje).
Szczególnie wiele miejsca poświęca, co zrozumiałe, inicjatywom biskupów latynoskich, które zresztą były i jego udziałem jako arcybiskupa Buenos Aires. O naszych – cisza. Zapewne wrażliwość ekologiczna nie była ich mocną stroną. Niemniej jednak jest rzeczą istotną, że Franciszek nawiązuje do całkiem sporego dziedzictwa ekologicznego swoich poprzedników, zwłaszcza Jana XXIII i Jana Pawła II, których zresztą sam ogłosił świętymi. Ważne jest też nawiązywanie do dorobku innych wyznań, jak chociażby do patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I, który był jednym z inspiratorów encykliki. Ciekawe jest też nawiązanie do jezuity Pierre’a Teilharda de Chardin (przypis nr 53), który swego czasu był skazany na milczenie i miał zakaz publikowania, a przez wielu katolików do dzisiaj jest uważany za heretyka i politeistę. A nawet mało znanego mistrza islamskiego sufizmu Ali Al-Khawwasa (przypis 159), z którym znajduje pokrewieństwo ze św. Janem od Krzyża. Wspominam o przypisach nie z akademickiej pedanterii, ale by wskazać, że katolicyzm przestał się zamykać w swoim właśnym świecie. Zapewne Franciszek miał nadzieję, że ta encyklika zacznie nowe myślenie. Ku jego rozczarowaniu tak się nie stało, dlatego do niej wraca i przypomina jej główne idee.
Jeśli chodzi o opublikowaną w 2020 roku encyklikę „Tutti fratelli”, to mamy do czynienia z inspiracją zaskakującą. Otóż – tak jak w przypadku poprzedniej encykliki z 2015 roku „Laudato SI” tą inspiracją był prawosławny hierarcha – tutaj pojawia się naukowy i duchowy przedstawiciel islamu. Pisze bowiem Franciszek: „O ile przy redakcji „Laudato SI” inspiracją był dla mnie mój brat Bartłomiej, Patriarcha Prawosławny, który z wielką siłą postulował troskę o rzeczywistość stworzoną, to w tym przypadku czułem się w sposób szczególny zachęcony przez Wielkiego Imama Ahmada Al-Tayyeba, którego spotkałem w Abu Zabi”. Tego wcześniej nigdy nie było i to wydaje mi się zupełnie niesłychane w dokumencie papieskim. W istocie dokument o braterstwie, podpisany przez Franciszka wspólnie ze wspomnianym Wielkim Imamem w lutym 2019 roku w Abu Zabi, jest przywoływany aż sześć razy w „Tutti fratelli” (przypisy 5, 112, 189, 264, 281 i 284).
Nie muszę dodawać, że właśnie ten tekst wyznacza główne trajektorie myślenia Franciszka na temat innych religii, a zwłaszcza islamu. Zresztą pisze o tym sam papież zaraz na początku encykliki: „Niniejsza encyklika podejmuje i rozwija wielkie tematy poruszone w tym dokumencie, który wspólnie podpisaliśmy. Włączyłem w nią także, w moim własnym języku, liczne listy i dokumenty, które otrzymałem od wielu osób i grup z całego świata”. Jest to więc dokument w pełnym tego słowa dialogiczny, otwarty na inspiracje z zewnątrz Kościoła. W tym sensie wpisuje się w żywo obecną w dzisiejszej refleksji teologicznej świadomość niewystarczalności własnej tradycji religijnej dla zrozumienia świata. Spośród 288 przypisów uderzające są niektóre, dlatego zwracam na nie uwagę. Przypis 55 nawiązuje do „Talmudu Babilońskiego”, gdzie mowa jest o przykazaniu miłości bliźniego w wykładni rabina Hillela: „To cała Tora. Reszta jest komentarzem”. Przypisie 130 zaś, do niemieckiego socjologa żydowskiego Georga Simmla, który w swoich analizach wskazywał na niewystarczalność człowieka i na konieczność współpracy między ludźmi należącymi do różnych społeczeństw czy kultur.
Co więcej, świadomość własnych ograniczeń, czy fragmentaryczności nie powinna być postrzegana jako zagrożenia, ale jako możliwość otwarcia na wspólne projekty z innymi. Podobne wątki dostrzegam w adhortacji „Laudate Deum” opublikowanej 4.10.2023. Jest ona przede wszystkim zachętą do czytania wcześniej opublikowanych encyklik (których katolicy w ogóle nie znają i nie czytają!). Pojawiają się w niej elementy nowe i znowu zaskakujące. Szczególnie żywo był komentowany przypis 41 odwołujący do książki znanej i niezwykle wpływowej myślicielki feministycznej, która wiele miejsca w swojej twórczości poświęciła również refleksji posthumanistycznej. To Donna Haraway i jej książka „When Species Meet”. Mówiąc ściślej, chodzi o „przestrzeń kontaktu” między zwierzętami a ludźmi.
Jak można się było spodziewać Haraway była zasypywana pytaniami, jak to należy odczytać. Zapytałem ją, czy nie uważa tego za wyraz postsekularyzmu. Odpowiedziała mi, że odczytuje to jako wyraz otwarcia na ludzi niewierzących, takich jak ona. Oto email jaki od niej otrzymałem: „’Postsekularny’ ma wiele wydźwięków i zastosowań, ale myślę, że w tym przypadku chodzi o otwartość na relacje i myślenie wykraczające poza binarność religijności/świeckości”.
Jeśli jest tak w istocie, to zastanawia mnie dlaczego Franciszek nie przywołał bardzo podobnej w swej wymowie książki teolożki katolickiej Elizabeth Johnson: „Ask the Beasts”. Jest w całości poświęcona właśnie związkom człowieka z naturą i jest wielką pochwałą teorii Karola Darwina. Gdy zapytałem Johnson, co o tym sądzi, odpowiedziała pogodnie: „Tym razem zacytowano przynajmniej jedną kobietę, w przeciwieństwie do „Laudato SI”.
Tak więc „Laudato SI” i „Laudate Deum” to tębr nauczania, od którego katolicy byli odwodzeni już od czasów ojców Kościoła, a zwłaszcza od wczesnego średniowiecza. Do soboru watykańskiego drugiego ich myślenie było zdominowane poszukiwaniem wroga i lękiem przed schizmą i herezją we własnym gronie. Tzw. „papieże posoborowi” próbowali zawrócić bieg historii skazując katolicyzm na rosnącą izolację, a samych katolików na pogłębiającą się frustrację. Franciszek zaproponował coś zupełnie innego. Czy jego propozycja się przyjmie, to nie jest pewne. Ale warto się jej uważnie przyglądać.
I jeszcze słówko o polskiej recepcji tego ostatniego dokumentu. Otóż Barbara Niedźwiecka, przedstawicielka katolickiej lewicy, czuje się zawiedziona: „Liczyłam, że nareszcie papież poruszy sprawę okrucieństwa w przemysłowych hodowlach, transportach, rozrywkach; jasno powie, jaki udział w zmianach klimatycznych ma produkcja zwierzęca. Niestety, znów nie doczekaliśmy się od Franciszka prostej mowy i nagiej prawdy”. Jednak jej krytyczne, ale rzeczowe omówienie „Laudate Deum” jest jedynym, jakie ukazało się na łamach katolickiej prasy (magazyn Kontakt). No cóż można i tak, choć jak się wydaje Franciszkowi chodziło o coś innego, niż o prawa zwierząt. To jednak nie jedyny komentarz, który zwrócił moja uwagę.
Oprócz magazynu Kontakt, również Caritas zamieściła opracowanie Marcina Kawko na temat „Laudate Deum„, który zwraca uwagę na związki tego dokumentu z praktyką Kościoła. Podobnie jak komentatorka Kontaktu, Kawka ma wiele krytycznych uwag pod adresem adhortacji: „adhortacja jest bardzo krótka, przedstawiony w niej zakres tematyczny dość ograniczony, a w samym tekście znajdziemy pewne kontrowersje i fragmenty dyskusyjne”. Jednak różne są powody tego niezadowolenia. Otóż – zdaniem Kawko – adhortacji zabrakło rewolucyjnego rozmachu encykliki „Laudato SI”: „Niezwykle ważny jest ostatni rozdział adhortacji 'Laudate Deum’. Można odnieść wrażenie, że jest on kluczowy i tłumaczy brak rewolucji i szerokości proponowanej analizy, dostrzegalny szczególnie w zetknięciu z 'Laudato SI’. Cały wydźwięk adhortacji zdaje się sugerować, że jest ona skierowana przede wszystkim do osób wierzących zaprzeczających istnieniu kryzysu klimatycznego”. Jest to zarzut chybiony, bo to właśnie brak recepcji encykliki z 2015 roku sprowokował papieża do jej przypomnienia po 8 latach.
Natomiast swoistym kuriozum tekstu Kawki, firmowanego zresztą przez instytucję episkopatu, jest krytyka papieża za cytowanie jednego z najważniejszych myślicieli religijnych XIX wieku, którego można uznać za prekursora ruchu ekumenicznego i dialogu międzyreligijnego, zwłaszcza zbliżenia miedzy chrześcijaństwem i judaizmem. Chodzi o rosyjskiego filozofa i teologa Włodzimierza Solowiowa, którego bardzo cenił Jan Paweł II i się na niego powoływał w encyklice Fides et radio nr 74. Oto, co pisze Kawko: „Niewątpliwie najbardziej kontrowersyjny w całym dokumencie jest zupełny brak wyczucia, jakim autor kierował się umieszczając w dokumencie przypis 22. Mimo słuszności i dopasowania do tekstu samej litery wykorzystanego cytatu, wspomnienie w adhortacji jednego tylko poety i wybór w tym miejscu rosyjskiego słowianofila inspirującego się Spinozą i Heglem jest co najmniej niesmaczny, żeby nie użyć bardziej dosadnych słów. Po raz kolejny konfrontowani jesteśmy z pewnym niezrozumieniem przez Franciszka aktualnych problemów społecznych, którymi wciąż żyje przynajmniej część wierzącego świata”.
Pozostawiam to bez komentarza.


A wydawać by się mogło że w myśl Capax dei katolicy będą także szczególnie wrażliwi na „Księgę natury”. Intuicja podpowiada że człowiek religijny powinien być właśnie wrażliwy na przyrodę i prawa natury które są „Dziełem Stwórcy” oraz własną kruchość i ograniczenie. We współczesnym wydaniu oznacza to także zainteresowanie nauką która wywodzi się z obserwacji czyli z czegoś najbardziej podstawowego. W samej ewangelii jest przykład trzech Magów którzy z obserwacji oraz badania układu gwiazd i horoskopu wywnioskowali że narodzi się Mesjasz czyli z czegoś zupełnie innego niż żydowski świat ksiąg i proroków. Dlaczego więc Franciszek sprawia wrażenie wołającego w puszczy? Zdaję się że z tego samego powodu dla którego jest ignorowane jego przesłanie by epicentrum zainteresowania kościoła nie był obszar człowieka od pasa w dół. To ignorowanie wiele mówi o kondycji ludzi kościoła którzy nie potrafią zrezygnować z poczucia panowania oraz narzędzi kontroli i sprawowania władzy. Bo oczywiście nie o religię ani duchowość tu chodzi. Wspomnieć wystarczy sposób komunikowania się z ludem kiedy to biskup niczym faraon w ozdobnych szatach wchodzi do świątyni, przemawia a potem znika w pałacu gdzie ma swój portret -olej na płótnie i tron biskupi na dywanie. Pytanie jak długo jeszcze ten feudalny styl katolicy wytrzymają.
„Do soboru watykańskiego drugiego ich myślenie było zdominowane poszukiwaniem wroga i lękiem przed schizmą i herezją we własnym gronie.”
Przecież poszukiwanie wroga i prowadzenie do bitwy to jest istota religii pustynnego niedostatku. Trzy główne religie pustynne są tym przesiąknięte i można to zrozumieć. Te religie ukształtowały się w warunkach konkurencji o ograniczone zasoby. Takie myślenie obserwujemy na Bliskim Wschodzie do dzisiaj. W Polsce tez, choć w nieco łagodniejszej formie. Jeden myśliciel tego nie zmieni. Jego słowa sobie, a palki, kamienie, i rakiety sobie.. Nie odmawiając dobrej woli papieżowi, pudrowanie agresji jednego plemienia przeciwko drugiemu to jest tylko pudrowanie.
Dzisiaj 1.11.2023 papież opublikował List Apostolski skierowany do Papieskiej Akademii Teologicznej. Pisze w nim: „ Teologia musi rozwijać się w kulturze dialogu, która obejmuje „różne wyznania chrześcijańskie i różne religie, otwarcie konfrontując się ze wszystkimi, wierzącymi i niewierzącymi”. Franciszek dodaje: „ Refleksja teologiczna zostaje zatem wezwana do punktu zwrotnego, do zmiany paradygmatu, do „odważnej rewolucji kulturalnej” (Encyklika Laudato si’, 114), która zobowiązuje ją przede wszystkim do bycia teologią zasadniczo kontekstualną, zdolną do czytania i interpretować Ewangelię w warunkach, w jakich na co dzień żyją mężczyźni i kobiety, w różnych środowiskach geograficznych, społecznych i kulturowych, mając za archetyp wcielenie odwiecznego Logosu, jego wejście w kulturę, w wizję świata, w religię tradycja narodu. Od tego momentu teologia może rozwijać się jedynie w kulturze dialogu i spotkania różnych tradycji i różnej wiedzy, różnych wyznań chrześcijańskich i różnych religii, otwarcie nawiązując kontakt ze wszystkimi, wierzącymi i niewierzącymi”. Ciekawe jak te wezwanie zostanie podjęte przez polskie szkoły zawodowe, które uczą głównie, co i kiedy kropić swięconą woda.
Na temat święcenia czyli „Pokropku”, mam taką złośliwą refleksję. Pamiętam jak w przedszkolu( w późnych latach 60-tych) stosowaliśmy technologię walki o kanapki, których zawsze brakowało na śniadaniu. Kolega kiedyś na stos kanapek na naszym stoliku napluł w momencie, gdy już każdy wziął po jednej. Skojarzyłem to z „Pokropkami”, po których miejsce publiczne staje się „własnością Katolików” i ma służyć im bardziej niż Innym.
A Papież moim zdaniem stara się na nowo otworzyć pozytywną dyskusję teologiczną, którą Poprzednicy ignorowali, mimo wielu frazesów na ten temat. W dobie globalizacji to konieczne, bo wyznawcy różnych religii na co dzień mieszkają po sąsiedzku lub nawet żyją w związkach.
Najlepszym przykładem, że teologia się nie rozwija jest sześć prawd wiary. Nic się pod tym względem nie zmieniło odkąd zaczęto mnie uczyć o Bogu, siedemdziesiąt lat temu… Cały czas mam w pamięci drugą prawdę, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. U schyłku życia słyszę że „jest miłosierny”, choć jeszcze tego nie zadekretowano. Skoro jest bogiem, czyli absolutem, jaki sens ograniczać go pojęciami relatywnymi, typu: sprawiedliwość/niesprawiedliwość, dobro/zło, piękno/brzydota itd. Mickiewicz pytał: „Panie, czymże ja jestem przed Twoim obliczem? — Prochem i niczem” i z takiej 'pozycji’ próbuje 'gadać’ z Bogiem… Przecież to teologiczny nonsens kontekstualny!
Tego właśnie od teologów oczekuje Franciszek – zmiany paradygmatu uwzględniającej doświadczenie życiowe wiernych!
Na pewno warto oczekiwanie Franciszka odnotować jednak oznacza ono że biskupi musieli by zrezygnować z władzy orzekania kto jest katolikiem. Wiele w doktrynie katolickiej jest podyktowane tym by mieć monopol, wpływy i władzę. Tak było ze stwierdzeniem że tylko w kk jest zbawienie, nieomylność papieska stawiająca go na równi z Bogiem albo że dzieci nieochrzczone idą do piekła chodź kilka lat temu trochę zmienili wersję bo już nie dało się dalej tego ciągnąć, ludzie to wyśmiewali. Opuszczenie mszy niedzielnej chyba dalej jest grzechem ciężkim. Kto by chciał takiego Jezusa który zorganizował kolację, zastawił stół i surowo nakazał uczestnictwo co tydzień pod klątwa piekła? A gdyby ktoś nie miał zwyczajnie na to ochoty tylko patrzyłby na zachód słońca nad jeziorem galilejskim i spacerował po łące? Czy kogoś takiego Jezus z Nazaretu by przeklął? Taki człowiek nic złego nie zrobił przeciwnie oddawał się kontemplacji i refleksji a także zwyczajnie odpoczywał po tygodniu pracy. Jedyną stratną stroną jest kk ponieważ nie ma jak wtedy golić takiej owieczki ani jak ją „formować” według swojego widzimisię. Czy zgrzeszył przeciw Bogu? Jezus w opisie dnia sądu nawet słowa nie powiedział o osobistym i bezpośrednim stosunku człowieka do Boga.