Janusz J. Tomidajewicz: A może jednak Stany Zjednoczone Europy6 min czytania


16.11.2023

Lewy sierpowy

Komisje parlamentu europejskiego zaproponowały zmiany w traktatach europejskich. Czy doprowadzą one do powstania, wymarzonych przez mojego ojca, Stanów Zjednoczonych Europy?

Gdy byłem dzieckiem mój ojciec, który w swoim życiorysie, jako kilkunastoletni chłopiec – jedno z Orląt Lwowskich – brał udział w Obronie Lwowa, przekazał mi swoje marzenie o powstaniu w przyszłości jednego wielkiego państwa – Stanów Zjednoczonych Europy. Skąd takie marzenie u kogoś walczącego kiedyś o odłączenie Galicji od wielonarodowego i przecież względnie tolerancyjnego wobec różnych nacji imperium Habsburgów? Sądzę, że było to odwołanie się do mitu Stanów Zjednoczonych, jako praworządnego państwa gwarantującego wolności osobiste i prawa obywatelskie oraz dzięki przestrzeganiu zasad tolerancji umożliwiającego zgodne współżycie ludzi o różnym pochodzeniu, religiach i tradycjach. To, że był to tylko mit, mający niewiele wspólnego z rzeczywistością naznaczoną mającymi wkrótce wybuchnąć konfliktami rasowymi i społecznymi, dla tego marzenia miało niewielkie znaczenie.

Wtedy, a była to pierwsza połowa lat pięćdziesiątych, w Europie podzielonej na dwa wrogie sobie bloki, wydawało się to marzeniem całkowicie pozbawionym szans na realizację. Od tamtego czasu wiele się jednak w Europie zmieniło. Najpierw zaczęła się integrować Europa Zachodnia, zaś potem po rozpadzie „obozu socjalistycznego” i „ZSRR”, w wyniku pogłębiania integracji zachodnioeuropejskiej i kolejnych fal jej rozszerzania, doszliśmy do obecnego etapu, w którym przedmiotem dyskusji stają się, proponowane przez Komisję Parlamentu Europejskiego, takie zmiany w traktatach europejskich, które wzmocnią UE, jako w miarę jednolity organizm społeczno-polityczny i umożliwią jej zarówno lepsze zaspokojenie oczekiwań jej obywateli, jak i zwiększą jej znaczenie i rolę w kształtowaniu ładu światowego. Czy doprowadzi to do powstania wymarzonych przez mojego ojca Stanów Zjednoczonych Europy, tego jeszcze nie wiemy. Na pewno nas do nich przybliży. Warto przy tym podkreślić, że kolejne etapy pogłębiania integracji europejskiej opierają się nie tylko o dążenie do stworzenie silnego podmiotu polityki międzynarodowej (swoistego nowego mocarstwa – imperium?), które będzie się liczyło w kształtowaniu przyszłego ładu światowego, lecz także o próbę stworzenia tworu politycznego zapewniającego, w swym wewnętrznym funkcjonowaniu, realizację takich wartości jak: respektowanie praw człowieka, zasady praworządności i demokracji oraz reguły wolności i tolerancji. Przy okazji kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości warto więc przypomnieć, że w 1918 roku walka o Polskę w znacznej mierze była walką z o demokrację, o prawa obywatelskie i społeczne i o uwolnienie się od monarchii sprawujących bardziej lub mniej despotyczne rządy w carskiej Rosji oraz cesarstwach niemieckim i austriackim.

Tymczasem dziś czytam, że Jarosław Kaczyński ostrzega polaków, że „ Po tym traktacie (traktacie zmienionym w wyniku propozycji Parlamentu Europejskiego),… Polska nie będzie w żadnym wypadku krajem niepodległym, suwerennym i w ogóle nie będzie państwem. … Polska może zmienić się w kraj zamieszkały przez Polaków , ale rządzony z zewnątrz”. I dalej wskazuje, iż „zmiany te spowodują, że dominację w Europie uzyskają dwa największe państwa wspólnoty: Francja i Niemcy”. W końcu zaś stwierdza: „Nasza odpowiedź jest taka: gdy się walczy o niepodległość ojczyzny, to każda cena jest do zapłacenia …”. Brzmi to bardzo pięknie i szlachetnie, nie sposób jednak nie zadać sobie pytania, czego tak naprawdę chce bronić PiS pod hasłem niepodległości i suwerenności?

Historia ośmiu lat konfliktów z Unią Europejską pokazuje, że broniąc niepodległości, PiS broni przede wszystkim swego prawa do „suwerennego” ograniczania praw obywatelskich i podporządkowania wymiaru sprawiedliwości władzy politycznej jednej partii, a także prawa do dyskryminowania mniejszości i podporządkowania prawa państwowego dogmatom religijnym. Myślę, że nie o taką niepodległość i suwerenność mój ojciec walczył w 1918 roku, a na pewno nie takiej suwerenności potrzeba dziś Polsce.

Wszystko to nie oznacza, że na drodze do budowy „Stanów Zjednoczonych Europy” nie pojawiają się już i nie będą się pojawiały w przyszłości zakusy do dominacji jednych narodów nad innymi, czy próby ekonomicznego podporządkowania słabszych i mniejszych państw silniejszym partnerom. Niemniejszym zagrożeniem dla Wielkiej Europy może być zlekceważenie w niej interesów i oczekiwań słabszych ekonomicznie grup społecznych. W szczególności wtedy, gdy upośledzenie ekonomiczne jest powiązane z przynależnością etniczną, narodową lub rasową, staje się ono źródłem narastania tendencji nacjonalistycznych i separatystycznych. Dowodzi tego poparcie, jakie w klasie ludowej uzyskują takie partie nacjonalistyczne jak VOX w Hiszpanii, Front Narodowy Marine Le Pen we Francji, czy nasz rodzimy PiS.

Dlatego przed Europą jeszcze długi okres pertraktacji, ucierania kompromisów i dochodzenia do rozwiązań uwzględniających nie tylko interesy dwu najsilniejszych dziś w Europie państw (tj. Niemiec i Francji), lecz także respektujących oczekiwania państw średnich (jak właśnie Polska, Hiszpania czy Włochy, a w przyszłości Ukraina) i jeszcze mniejszych (jak Czechy, Słowacja czy Bułgaria i Grecja, a na drugim krańcu Europy Irlandia i Portugalia).

Innym przedmiotem kontrowersji i pertraktacji będzie także zakres uwzględnienia w projekcie europejskim społecznych i socjalnych oczekiwań klas ludowych, zawiedzionych dotychczasowymi efektami integracji i jej wpływem na sytuację ekonomiczną i bytową biedniejszej części społeczeństwa. Wydaje się, iż europejskie elity muszą zrozumieć, że nie da się budować wspólnej Europy bez uwzględnienia, zgłaszanej przez biedniejsze warstwy, potrzeby zapewnienia im lepszego i godnego życia. W dotychczasowym rozwoju integracji europejskiej problemy te, choć niekiedy podnoszone, ciągle ustępują forsowanym przez środowiska biznesowe działaniom na rzecz wąsko rozumianego wzrostu gospodarczego i równie wąsko rozumianej równowagi gospodarczo-finansowej. Na szczęście można odnieść wrażenie, że dominujące elity europejskie powoli przestają wierzyć w doszczętnie już skompromitowaną „teorię skapywania” i w zaciskanie pasa, jako uniwersalną receptę na trudności gospodarcze. Nim jednak społeczna solidarność i europejska polityka socjalna staną się pełnoprawnym składnikiem przyszłych Stanów Zjednoczonych Europy, trzeba będzie stoczyć jeszcze wiele bojów i przejść niejedna rundę pertraktacji i rokowań. Wszystko to dla Polski będzie oznaczało konieczność jak najbardziej aktywnego włączenia się w procesy pogłębiania integracji, szukania sojuszów i współpracy z innymi średnimi i mniejszymi państwami, a być może dołączenia do tych największych.. Natomiast na poziomie partyjnym będzie to wymagało pogłębienia współdziałania w ramach szerokiego frontu partii i ruchów lewicowych.

Nie wolno nam jednak dopuścić do tego, by ten wielki projekt, jakim jest budowa Zjednoczonej Europy (Stanów Zjednoczonych Europy?) został storpedowany i by Europa powróciła do stanu kontynentu podzielonego na kilkadziesiąt skłóconych ze sobą państw i państewek, którym w sensie politycznym nie pozostanie nic innego, jak podporządkowanie się dominacji. Stanów Zjednoczonych, a w dalszej przyszłości być może Chin, natomiast w planie gospodarczo-społecznym zbyt słabych, by przeciwstawić się zdobywającym władzę nad światem międzynarodowym korporacjom i kręgom finansowo-biznesowym.

Janusz J. Tomidajewicz

Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

 

7 komentarzy

  1. Zbyszek Tamten 17.11.2023
    • Stan 20.11.2023
      • Zbyszek Tamten 20.11.2023
        • Stan 21.11.2023
  2. slawek 17.11.2023
  3. Zbyszek Tamten 22.11.2023
  4. ohir 22.11.2023