Anna Mosiewicz: W cieniu lipy

Historia kultury

Lipy jak zbroje złote, stare
patrzą w fiołkowe zmierzchu morze..
tylko mi chodzi o tę wiarę,
że się bez czegoś żyć nie może…

(Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, Październik)

Kilkusetletni pobyt zakonu krzyżackiego na ziemiach polskich pozostawił wiele zachowanych do dzisiaj kościołów, fortyfikacji i zamków – są to materialne ślady przeszłości. Są też  baśnie i legendy tych ziem – Mazur, Warmii i Powiśla, w tym piękna opowieść o Świętej Lipce, stanowiąca swego rodzaju klamrę, spinającą czasy średniowiecza ze współczesnością. Jak mówi stara legenda, którą przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie, Matka Boska pokazała się skazańcowi  uwięzionemu na krzyżackim zamku w Kętrzynie, prosząc o wykonanie jej wizerunku w drewnie i umieszczenie go na pierwszej spotkanej przy drodze lipie. Krzyżacy wypuścili więźnia zachwyceni wykonaną przez niego rzeźbą, a on w drodze do domu zawiesił figurkę na lipowym drzewie. Wiadomości o doznawanych dzięki Matce Boskiej łaskach rozchodziły się bardzo szybko – ktoś odzyskał wzrok, a przed figurką klękały owieczki. Kiedy zabrano rzeźbę do kościoła w Kętrzynie, następnego dnia pojawiła się znowu na lipie.

Otoczona kultem lipa wraz z cudowną figurką została obudowana murami –  tak powstała kaplica, a miejscowości nadano nazwę Święta Lipka. W XVI wieku luterański książę Albrecht Brandenburski zabronił pielgrzymowania – kaplicę wraz z figurką zniszczono. W XVII wieku biskup warmiński kazał postawić nowy kościółek, w którego ołtarzu zawieszono obraz matki Boskiej Śnieżnej, a w końcu XVIII wieku w miejscu niewielkiego kościółka jezuici wybudowali sanktuarium, uznane dzisiaj za jedną z najpiękniejszych budowli barokowych w tej części Europy. Przy jednym z filarów głównej nawy umieszczono (prawdopodobnie autentyczny) zachowany pień lipy, której konary i gałęzie wykonane z metalu otaczają otoczoną promieniami rekonstrukcję figurki Madonny z Dzieciątkiem. Na fasadzie bazyliki, nad wejściem głównym, umieszczono kolejny wizerunek drzewa z figurką, dzieło kamieniarskie pochodzące z czasów budowy, czyli z końca XVIII wieku.

Święta Lipka to najważniejsze, ale nie jedyne miejsce, w którym kult rzeźby Madonny splata się z ważnym dla naszej kultury drzewem – z lipą. Na południowym krańcu diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w Skrzatuszu, czczona jest od średniowiecza Pieta, przed którą modlił się Jan III Sobieski. Od niedawna wykonywane są kopie tej pięknej rzeźby i umieszczane są w kapliczkach na lipach, stojących przy trasie Szczecin-Wałcz–Pila.

Jest jeszcze jedno miejsce, w którym rośnie wspaniała lipa, mająca swą historię i o której opowiada się legendy. Na skraju Puszczy Goleniowskiej, w nadleśnictwie Kliniska pod Szczecinem, rośnie niezwykłe drzewo, którego wiek dendrolodzy szacują na 450  lat. Lipa ma piękny pokrój, 27 metrów wysokości, prawie dziewięć metrów w obwodzie pnia, i składa się z czterech zrośniętych ze sobą konarów. Według legendy w cieniu tej lipy książę pomorski Bogusław X wraz z żoną Anną Jagiellonką omawiał z polskimi posłami ewentualne przyłączenie Pomorza Zachodniego do Polski. Ale lipa – nazwana od córki Kazimierza Jagiellończyka Anną – musiałaby mieć ponad 600 lat, więc to tylko legenda.

Nasi przodkowie, dawni Słowianie, rolnicy i hodowcy, uzależnieni od kaprysów przyrody nadali drzewom mistyczną naturę i traktowali je jako medium pomiędzy światem rzeczywistym i tym drugim, nadprzyrodzonym, niebem, kosmosem. Na dużym, rozłożystym i wysokim drzewie, dębie lub lipie, niebo i siły niebiańskie sytuowano na wysokości korony, pień był przypisany ziemskiemu światu ludzi, a między korzeniami lokowano krainę zmarłych, pilnowaną przez węże. Jeszcze w XVII wieku na Rusi (dzisiejszej Ukrainie) kobiety składały pod brzozą pożywienie (pierogi, jajecznicę, kaszę), oraz tańczyły i śpiewały pieśni. Wierzono w uzdrawiającą moc drzew i przypisywano im specjalne właściwości. W wielu przypadkach na miejscu kultu dawnych gajów, dębów, lip i  innych drzew, a więc pogańskich sanktuariów, powstawały miejsca kultu nowego wyznania – chrześcijańskiego. Tak silna bowiem była tradycja i jej związki z poszczególnymi miejscami dawnych Prus, Pomorza, Mazur, Powiśla, Wielkopolski i innych regionów naszego kraju.

U Słowian i Germanów lipa czczona była jako święte drzewo – uważano, że chroni ona przed piorunami, a jej dotknięcie powoduje wyciągnięcie choroby. Drzewo to często ucieleśniało centrum społeczności lub budowli – były lipy sądowe, cmentarne, studzienne, wioskowe, w cieniu których odbywały się narady, ferowano wyroki, obradowano i wypoczywano – do czego w pięknym i bardzo znanym wierszu nawoływał już w renesansie mistrz z Czarnolasu, Jan Kochanowski. W przeciwieństwie do dębu, przeznaczonego tylko dla mężczyzn, lipę uważano za symbol żeński, kobiecy. Ślady tej tradycji zawarte są w wielu językach – w Europie tylko w języku francuskim lipa ma rodzaj męski – w pozostałych desygnat ten jest żeńskiego rodzaju.

Także starożytni Rzymianie byli przekonani,  że niektóre rośliny wytwarzają miód, który pszczoły przenoszą do uli – między innymi tak sadzono o nostrzyku, tymianku, jałowcu, szafranie, drzewach owocowych i oczywiście o lipie. Doceniano już wówczas jej drewno – o pięknym, jasnozłotym kolorze, gładkości i miękkości, tak bardzo cenionej przez artystów – nie tylko rzeźbiarzy ale także i malarzy, wykonujących z lipy podobrazia, między innymi pod ikony. Jak bardzo poddająca się obróbce była lipina, pisał już w swych Georgikach Wergiliusz:

.. zaiste, lipom i bukszpanom
słodkim tokarnia może dać formę żądaną..     

(Georgiki, księga druga, tłum. Anna Ludwika Czerny)

Z którego słów wynika, że z obu tych drzew starożytni wykonywali rozmaite narzędzia i przedmioty, przydatne w gospodarstwie i w rolnictwie.

Od dawna wszystkie części lipy, rosnącej w różnych odmianach prawie na wszystkich kontynentach, wykorzystywano zgodnie z wiedzą, potrzebami i tradycją. Pod ich gałęziami od wieków stawiano ule, ceniąc jasny i słodki miód z tego drzewa, z kwiatów  zaparzano lecznicze wywary, z wewnętrznej warstwy kory i łyka wyrabiano sznury, a drewno służyło wszędzie jako materiał do wyrobu wielu przedmiotów. Indianie także potrafili wykorzystywać swoją Tilia americana, między innymi do wyrobu koszy, które wyplatali z kory tego drzewa. Podobrazia pod ikony, rzeźby, meble, zabawki, kołyski, instrumenty muzyczne, kapliczki, łyżki – to niektóre tylko wyroby różnych rzemieślników zarówno w miastach jak i wsiach.

..Kołysz mi się, kołysz, kołysko lipowa,
niechże cię Zosieńko Pan Jezus uchowa..

(kołysanka, Mazowsze, XIX wiek)                                   

Najbardziej znane dzieło, wykonane z lipowego drewna to średniowieczny ołtarz Mariacki z Krakowa, autorstwa mistrza St(w)osza i jego uczniów.  Ponad 200 figur naturalnej wielkości, które przez dwanaście lat pracy ( 1477 – 1489) wykonał Stwosz, wmontowano w solidną konstrukcję z dębu i modrzewiowe tło. Każda z figur została wyrzeźbiona z litego kloca lipowego, którego drewno już wtedy miało ponad sto lat –  więc nie jest trudno policzyć, jak stare jest drewno, z którego powstał ten wspaniały, unikalny w skali Europy ołtarz.

Lipa to bardzo okazałe, rozłożyste drzewo – nie mogła zatem zostać pominięta w heraldyce, w której drzewa i rośliny miały swoją symbolikę. Tu oznaczała stabilizację, ład, trwałość, ustalony porządek. Delikatność drewna i liści, słodki zapach kwiatów oraz pełną sylwetkę drzewa utożsamiano z elementem żeńskim, zatem lipa w herbach to także wdzięk, polor, uznanie.  W przeciwieństwie do germańskiego dębu drzewo to uważane jest za emblemat Słowiańszczyzny. Gałąź lipowa widnieje w herbie rodziny von Seckendorf, a także kaszubskiego miasta Kościerzyna, drzewo lipowe ma w swym znaku miasto Homburg i – od niedawna polskie miasto – Borne Sulinowo. Wyjątkowo ciekawą historię ma herb mazurskiego Braniewa – w centrum znaku jest lipa, która ma trzynaście liści, symbolizujących drzewa rosnące przed bramą do miasta. Z jednej strony herbu widnieje  dwunożny smok, symbol pogaństwa, z drugiej – jeleń, symbol chrześcijaństwa. Wszystkie te elementy świadczą o bardzo dawnej, bo średniowiecznej proweniencji tego interesującego znaku herbowego.

Przez wieki lipa była synonimem wysokiego drzewa z kulistą koroną, połyskliwym liściem i  pachnącym kwiatami rozwijającymi się w miesiącu nazwanym jego imieniem. Była przystanią, w której cieniu siadały, pracowały i odpoczywały liczne pokolenia. Była miododajnym drzewem, które ponadto dostarczało leczącego kwiecia i miękkiego drewna,. Z niego to ręce najznakomitszych artystów oraz wiejskich rzeźbiarzy strugały figury świętych, dziecinne zabawki i kołyski dla niemowląt.

W gwarze miejskich rzemieślników, zwłaszcza stolarzy, ten wielowiekowy synonim zmienił swe znaczenie – w porównaniu z afrykańskim hebanem, brazylijskim palisandrem, czy też syberyjską czeczotką, kiedy w XIX wieku rozwinął się przemysł meblarski, miękkie lipowe drewno powoli stawało się symbolem czegoś byle jakiego, niesolidnego, tandetnego, kłamliwego i oszukańczego. Czyli tego, co od wielu lat jawi nam się wśród polskiej klasy politycznej, dostarczającej wielu negatywnych emocji nie tylko swoim adwersarzom. Mieliśmy więc areszty wydobywcze i psa w parlamencie, marsze z pochodniami i rzucanie skutych kajdankami polityków na chodnik,  ataki na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, lżenie powszechnie wybranego prezydenta, krzyże i namioty na chodnikach, rękoczyny wobec dziennikarzy i drwiny z wykształciuchów.  Był też – w Sejmie! – bardzo bulwersujący moment kpin z ciąży jednej z wiceminister, a że kpili głównie posłowie ugrupowania broniącego życie od poczęcia, można przypuszczać, że wiele – zwłaszcza kobiet – zapamiętało ten pożałowania godny incydent. Żyjemy w cieniu tej politycznej „lipy” od wielu lat i tylko od nas, elektoratu, zależy radykalna zmiana jakości wybrańców narodu, którzy w naszym imieniu decydować będą o losie kraju przez kolejne cztery lata.

Życzyć należy nam wszystkim dobrego wyboru przy urnach – abyśmy my, wyborcy, nie znaleźli się w sytuacji owego Filipa z obscenicznej, ludowej piosenki, któremu siedząca na lipie dziewczyna – czyli, mówiąc metaforycznie, przyszła klasa polityczna – tak jak w latach poprzednich będzie składać niedwuznaczne  propozycje. Wystarczy przypomnieć sobie kolejny wers tej piosenki, ostatnio modnej wśród małomiasteczkowych weselników:

…Siedziała na lipie, wołała – Filipie…

i – mając na uwadze dalsze słowa tego tekstu – dokonać odpowiedniego wyboru. Tym razem niosącego nadzieję, że owa negatywna konotacja lipy nie będzie się już więcej kojarzyć z wątpliwej jakości ekipą wybrańców narodu zajmujących się – z racji bycia w parlamencie – tak ważną dziedziną życia społecznego, jaką jest polityka.

Anna Mosiewicz

 

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com