Telemach: Dlaczego Niemiec nie chciał Wandy?

Trudno obecnie powiedzieć. Może była szpetna? Może najzwyczajniej durna? A może zarówno jedno jak i drugie? Na pewno była niezdarna. No bo, jak powszechnie wiadomo, potknęła się, spadła do Wisły i ponieważ nie umiała pływać nie skończyło się to dla niej dobrze.

Żarty na bok. Głównym powodem dla którego Niemiec nie mógł chcieć Wandy, był jej brak. Tak, brak. Historycy są obecnie zgodni co do tego, że jej nigdy nie było. I już. Podobnie jak jej tatusia. Wszystko jedno czy zwał się Krak, czy też (jak podaje Kopaliński) Kruk. Nie było. Niemca zresztą też nie. Tak że w zasadzie, powinno nam być obojętne kto z nieistniejących kogo z nieistniejących chciał lub nie chciał. Najwidoczniej jednak nie jest i polska dziatwa szkolna od wieków karmiona jest. Leży Wanda w Polskiej ziemi bo nie chciała Niemca. Kto nigdy w dzieciństwie nie słyszał o Wandzie, która nie chciała, ręka do góry. Nie widzę. To może jednak lepiej wyjaśnić? Spróbujmy.

Twórcą Kraka jest Kadłubek Wincenty, o którym wiadomo, że łgał jak z nut. Kadłubek miał wyobraźnię i najwidoczniej głęboko zakorzenione przeświadczenie, że rodakom trzeba wymyślić przeszłość, bo odpowiedniej jakoś nie mają. Łgał nieudolnie i mało wiarygodnie. Nieszczęsnemu Krakowi kazał na zmianę kłopotać się ze względu na smoka, lub też pokonywać Aleksandra Macedońskiego i Rzymian. Wandę też wymyślił, twierdząc w dodatku, że jej poddani to Wandalowie. Czyli my. Ale jej nie uśmiercił, wręcz przeciwnie, to nieznany z imienia książę lemański zrobił sobie sepuku po tym, jak jego armia, porażona pięknością nieistniejącej Wandy, poddała się bez walki. Wymyślona przez Kadłubka Wanda była (nad Niemcem) górą. Ale zmarła jako dziewica ze starości. Co powinno piewców jej piękności zastanowić.

W stworzonej przez niezidentyfikowanego (do końca i z całą pewnością) autora Kronice Wielkopolskiej nieznany książę lemański nabiera po raz pierwszy cech niemieckich. Ale i tym razem Wanda się nie topi. Utopi ją dopiero Długosz Jan. Aby nadać swym wymysłom pozory autentyczności, Długosz podaje nazwisko niemieckiego niegodziwca. W ten sposób do polskiego dziejopisarstwa wkracza niejaki Rüdiger von Bechelaren. I zagnieżdża się w nim na dobre. Skąd się wziął? Odpowiedź jest prosta: z popularnej w średniowieczu Sagi o Nibelungach. Jak się znalazł nad Wisłą? Tego nie wie nikt. Był jakiś obco brzmiący Helmut Długoszowi potrzebny, więc się znalazł. A że równie prawdopodobny jak smok wawelski? A kto tam się zorientuje.

Kronika mistrza Wincentego Kadłubka traktowana była do XVIII wieku jako poważne źródło historyczne. Nauczano z niej studentów traktując ją jako podręcznik uniwersytecki. Do czasów Naruszewicza. Adama. Nie, to nie żart. Encyklopedyści zostali już pochowani z honorami, Voltaire dogorywał, w Królewcu Kant głosił bezkarnie agnostycyzm poznawczy. A u nas objaśniano dalej świat w oparciu o niewydarzone bzdury wymyślone przed stuleciami przez nieudolnie, ale nader patriotycznie łgającego biskupa.

Mitologia potrzebna jest (podobnież) narodom do podtrzymywania swej kruchej tożsamości. Niektóre narody miały – w przeciwieństwie do nas – pod tym względem chyba jednak większe szczęście. Skutki, w postaci spustoszeń w świadomości widoczne są do dziś. Tak bywa, gdy wymyślanie tożsamości narodowej powierza się biskupom.

Telemach: Religia i pornografia

Telemach

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Angor 2011-09-19
  2. elkaem 2011-09-22
  3. Roman Czubiński 2011-10-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com