Janusz J. Tomidajewicz: Odpolitycznimy i uspołecznimy media publiczne5 min czytania


19.12.2023

Lewy sierpowy

Demokratyczna większość jako jedno pierwszych zadań stawia sobie odebranie PiS decydującego wpływu na media publiczne i przywrócenie (nadanie) im funkcji względnie obiektywnego, pluralistycznego i niezależnego źródła informacji oraz komentarzy.

Obietnica odpolitycznienia i uspołecznienia mediów znalazła się w 100 konkretach na pierwsze 100 dni rządów. To czego oczekujemy i jak wyobrażamy sobie działanie mediów publicznych zostało już wielokrotnie sformułowane i w zasadzie nie budzi poważniejszych kontrowersji.

Na poziomie deklaratywnym, mimo politycznej i światopoglądowej polaryzacji naszego społeczeństwa, udało by się zapewne uzyskać zgodę na konieczność przestrzegania przez media zestawu zasad oraz realizację zadań określonych w ramach tzw. misji mediów publicznych. Zostały one sformułowane już pierwszej wersji Ustawy o radiofonii i telewizji, później poszerzone i rozwinięte w Karcie Etycznej Mediów z 1995 r. oraz na poziomie europejskim potwierdzone w protokole 29 do Traktatu Amsterdamskiego, w którym zadeklarowano, że „system publicznego nadawania w Państwach Członkowskich jest bezpośrednio związany z potrzebami demokratycznymi, społecznymi i kulturowymi każdego społeczeństwa oraz z koniecznością zachowania pluralizmu w mediach”.

W rezultacie można przyjąć, iż istnieje dość powszechna zgoda na to, że misją mediów publicznych jest :

  • rzetelne i obiektywne dostarczanie informacji,
  • budowanie debaty publicznej,
  • tłumaczenie przemian zachodzących w kraju i na świecie,
  • promowanie wysokiej kultury, dobrego gustu,
  • wspieranie inicjatyw edukacyjnych i ich promocję w TVP,
  • udostępnianie widzom artystycznych filmów fabularnych i dokumentalnych ,
  • promujących autentyczną wiedzę, programów naukowych,
  • promocja języka ojczystego i kultury (w tym tej regionalnej).

Problem z realizacją tak rozumianej misji pojawia się jednak na kilku poziomach:

– Po pierwsze na poziomie interpretacji zawartych w niej ocen i wartości. Pojawiają się więc pytania:

Co powinna obejmować i czego dotyczyć obiektywna informacja ? Czego powinna dotyczyć i co ma być przedmiotem debaty publicznej ? Co zalicza się do wysokiej kultury i określa dobry gust? Czy na promocję zasługują wszystkie inicjatywy edukacyjne ? A jeśli nie wszystkie, to które ? Które filmy zasługują na miano artystycznych.? Która wiedza jest autentyczna i jak ją odróżnić od „nieautentycznej”? Które warstwy „kultury ojczystej” zasługują na promowanie? (Czy należy promować np. te tradycje i dzieła ojczystej kultury, które przesiąknięte są antysemityzmem lub rasizmem ?)

Na tym interpretacyjnym poziomie problem polega w rezultacie na tym, kto i na jakich podstawach ma uzyskać prawo do wykładni i decydowania o tym jak ma być rozumiana misja mediów publicznych. Teoretycznie możliwe są tu dwa modelowe rozwiązania: merytokratyczne i demokratyczne (populistyczne?). Przy pierwszym o interpretacji misji decydowała by „rada mądrych” tj. autorytetów i ekspertów. Przy drugim „głos ludu” wyrażany przez jego przedstawicieli. Osobiście bliższy jest mi model merytokratyczny, lecz zapewne bardziej realistyczne mogą być rozwiązania mieszane W Polsce, w obecnym stanie konstytucyjnym, w sposób ogólny prawo to przyznano KRRiT. Jednak doświadczenie pokazuje, że dotychczasowe zasady jej powoływania i funkcjonowania nie gwarantują wystarczająco apolityczności, obiektywizmu i pluralizmu w jej działaniu.

Drugi poziom problemów związanych z realizacją misji mediów publicznych, do którego w ten sposób przechodzimy, ma charakter instytucjonalny i organizacyjny. Sprowadza się on do pytania, jak zorganizować zarządzanie, nadzór i kontrolę nad mediami publicznymi, by realizowały one swą misję w sposób zgodny z jej społecznie zaakceptowaną i przyjętą interpretacją. Jak się wydaje, niezależnie od podziału funkcji i kształtu organów i instytucji powołanych do ich sprawowania, kluczowe znaczenie ma tu sposób powoływania, skład osobowy, kompetencje i gwarancje niezawisłości organów i osób zarządzających mediami publicznymi.

W obecnym stanie konstytucyjnym i prawnym w Polsce przyjęto, że nadzór i kontrolę nad mediami w ogóle a publicznymi w szczególności sprawuje KRRiT, zaś zarządzanie mediami publicznymi, w wyniku zmian wprowadzonych przez PiS, zostało przekazane do niekonstytucyjnej Rady Mediów Narodowych oraz Przewodniczących i Zarządów odpowiednich instytucji (spółek) medialnych. Sposób powoływania i skład KRRiT zostały określone w konstytucji, co powoduje, że bardzo trudno będzie je zmienić. Natomiast RMN powstała na drodze ustawowej bez wyraźnego upoważnienia konstytucyjnego. To otwiera drogę do jej reformy lub nawet likwidacji przez większość parlamentarną, jednak barierą polityczną będzie tu prawdopodobne veto obecnego prezydenta. W rezultacie, na krótką metę, demokratyczna większość parlamentarna będzie próbowała dokonać zmian działaniu mediów publicznych poprzez personalną rekonstrukcję ich kierownictw, przeprowadzoną 9chyba?) w oparciu o rolę państwa (Ministerstwa Kultury) jako właściciela mediów publicznych. Ministrowi B. Sienkiewiczowi, który ma tę operacje przeprowadzić możemy jedynie życzyć by okazała się możliwa prawnie i skuteczna politycznie.

Równocześnie powinniśmy jednak mieć świadomość, iż zmiany przeprowadzone przez demokratyczną większość będą świadectwem, że wszystkie dotychczasowe zabezpieczenia, mające chronić media publiczne przed ingerencją polityczną, i to zarówno te wynikające z konstytucji jak te nowe, stworzone przez PiS by „zabetonować” ich pisowski charakter, okazały się niewystarczające. To zaś będzie oznaczało, że tak naprawdę w naszym systemie zarządzania i nadzoru nad mediami publicznymi brak jest skutecznych zabezpieczeń przed podporządkowaniem ich aktualnej władzy politycznej.

Dlatego kibicując dziś operacji jaką ma przeprowadzić B. Sienkiewicz, trzeba się jednak zastanowić, jak systemowo uchronić media publiczne przed takimi operacjami w przyszłości i zapewnić im trwałą polityczną niezależność, pluralizm i obiektywizm. Na długą metę oznacza to konieczność ponownego przyjrzenia się zarówno ustawie o Radiofonii i telewizji, jak ustawie o Radzie Mediów Narodowych oraz statutom spółek medialnych i przygotowania takiej ich nowelizacji, która lepiej niż dotąd zabezpieczy media publiczne przed ingerencją polityczną. Takie zasadnicze reformy będą zapewne możliwe dopiero po wyborach prezydenckich. Daje to jednak czas na dobre ich przygotowanie i dogłębne przedyskutowanie. Przed obecną większością demokratyczną stoi więc nie tylko szybki „konkret na 100 dni”, lecz także znacznie trudniejsze opracowanie zasadniczej reformy strukturalnej, która umożliwi społeczną kontrolę zarówno nad mediami publicznymi jak i funkcjonowaniem całego rynku medialnego.

Janusz J. Tomidajewicz

Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

Print Friendly, PDF & Email
 

One Response

  1. Krzysztof 07.01.2024