Andrzej Koraszewski: Zadania domowe, czyli spór o nową szkołę7 min czytania


25.01.2024

Ostatnia trójka ministrów oświaty to było więcej niż nieszczęście. Nie ma konkretnych danych, ale nie ma również wątpliwości, że liczba nauczycieli z powołania, którzy postanowili rozstać się ze swoim zawodem, wielokrotnie przekracza liczbę księży, którzy zrzucili sutanny, nie mogąc dłużej akceptować ani ukrywania przestępstw przez Kościół, ani hipokryzji na wszystkich poziomach. Anna Zalewska, Dariusz Piontkowski, Przemysław Czarnek to czarna karta polskiej szkoły.

Tysiące nauczycieli powitały zmianę z radością i nadzieją, że wreszcie skończy się duszna atmosfera. Nowa pani minister nie jest pedagogiem, z zawodu jest informatyczką. To plus i minus, albo nie ma znaczenia, nie jestem pewien. Ważne, że jest z zupełnie innego wymiaru niż poprzednia trójka.

Jedna z jej pierwszych decyzji wywołała jednak burzę – znosimy prace domowe. Czy kontrowersje wokół tej decyzji stanowią debatę na temat nowego modelu szkoły? Nie wiem. To trochę zależy od tego, jak do tej całej sprawy podchodzi Barbara Nowacka i jej zespół.

Kiedy w początkach lat 70. ubiegłego wieku przyjechałem do Szwecji, zafascynował mnie mechanizm podejmowania decyzji na szczeblu rządowym i ministerialnym (jak również samorządowym). Kiedy zespół decydentów dochodził do wniosku, że potrzebna jest jakaś zmiana, przygotowywano projekt, który rozsyłano do zainteresowanych środowisk z prośbą o opinię. Powoływano komisję, która analizowała te opinie i głosy w mediach, czasem poprawiona wersja projektu konsultowana była raz jeszcze. Dyskusja w parlamencie oparta była na materiałach zawierających zarówno stanowisko ministerstwa, jak i zastrzeżenia wobec projektu. Nie chodziło o pełen konsensus, bo ten na ogół nie jest możliwy, chodziło o to, żeby debata prowadziła do wniosków, żeby entuzjazm nie przesłaniał kosztów, i żeby ostateczna decyzja redukowała poziom kontrowersji. (Nie mieszkam w Szwecji od prawie 40 lat, czasy się zmieniły, podobno dziś to już tak dobrze nie wygląda. Wtedy jednak decydenci przed ostateczną decyzją musieli odrobić pracę domową i to było piękne, a przynajmniej rozsądne.)

Czy nasze dzisiejsze spory wokół decyzji o likwidacji prac domowych w szkole okażą się debatą, czy zbiorem monologów?

Nauczyciele,  których pytałem o zdanie, są sceptyczni. Wszyscy bez wyjątku twierdzą, że podstawa programowa jest przeładowana, ale z tym zgadza się również Barbara Nowacka. Sama kwestia zniesienia prac domowych, (która początkowo miała obejmować tylko pierwsze trzy klasy szkoły podstawowej, ale poszło znacznie dalej), wywołuje sprzeciw, który może być związany z brakiem informacji o szczegółach projektu. Czyli pytanie numer jeden: czy wiemy o czym dyskutujemy?    

Mój prywatny mini sondaż przynosi ciekawe rezultaty. Młodsza o bez mała pół wieku przyjaciółka pisze, że odchudzenie podstawy programowej będzie zwycięstwem, a z biurokratycznymi dekretami będzie jak zawsze, nie będzie prac domowych, to będą projekty specjalne, albo inne pomysły. Języka obcego nie nauczysz się tylko na lekcjach w szkole. Pisze, że jej obowiązkiem jest motywowanie i uczenie, jak się uczyć. Matematyk mówi mniej więcej to samo, tylko inaczej. „Nie znam ucznia przygotowanego do studiów na poważnym kierunku, który nauczył się matematyki bez samodzielnej pracy w domu”. Polonistka najpierw zaklina się, że nie ma zdania, ale potem przedstawia swoje za i przeciw. Wyjaśnia, że to sprawa ambicji ucznia i „jakości” rodziców. Problemem zmieniającym prace domowe w bezsens są plagiaty z Internetu, rodzice odrabiający lekcje za swoje dzieci, rodzice dla których ważne są stopnie dziecka, a nie jego rozwój, a wreszcie rodzice traktujący szkołę jak przechowalnię. Z drugiej strony, czytania lektur nie przeniesiesz do szkoły, dla zdolnych uczniów wypracowanie w domowym zaciszu jest niezastąpionym treningiem zbierania materiałów i samodzielnego myślenia. Więc pytanie nie brzmi, czy zadawać prace domowe, ale ile i jak motywować uczniów do samodzielnej pracy.

Na problem plagiatów informatyk odpowiada, że w nowym świecie plagiaty to problem nie tylko z uczniami, ale również z wieloma profesorami wyższych uczelni. Uważa, że właśnie dlatego zadaje uczniom prace domowe, żeby nauczyli się uczciwego korzystania z informacji w sieci. Jeśli wcześnie nauczą się podawania źródeł i własnej interpretacji tego, co ściągnęli, to może nie będą robili plagiatów na studiach. Przypomina, że przygotowujemy nowe pokolenie do życia w nowym dla nas świecie.       

Nauczyciele z powołania (znajdziesz takich niemal w każdej szkole, chociaż prawdopodobnie są mniejszością), dzielą się na tych, którzy koncentrują swoją uwagę na ambitnych i utalentowanych, i na tych, dla których głównym wyzwaniem są uczniowie, którzy nie mają stymulacji w domu i których charakteryzuje brak wiary w siebie i stała utrata ciekawości.

Wiele lat temu dostałem list od wiejskiej nauczycielki, która opisywała dzieci, kiedy przychodzą do pierwszej klasy pełne radości i zaciekawienia i jak ich ciekawość świata zostaje w ciągu pięciu lat wygaszona i zmieniona w oczekiwanie na dzwonek oznajmiający koniec lekcji.     

Zamożni i dobrze wykształceni rodzice poszukują dla swoich dzieci dobrych szkół, dobre szkoły zazwyczaj próbują selekcjonować uczniów, żeby utrzymać poziom. W szkołach prywatnych, czy społecznych dekret o zniesieniu prac domowych niczego nie zmieni.

Czy pogorszy wyniki nauczania w szkołach wiejskich, w szkołach w małych miasteczkach, w szkołach na robotniczych przedmieściach?

Jedni twierdzą, że tak, inni, że nie. Zdaniem jednych będzie to kolejna zachęta do ignorowania nauki, a już na tym polu zrobiono bardzo wiele. Inni mówią, że nauczyciel z powołania znajdzie sposób namówienia ambitnych uczniów do pracy w domu, a uczniowie zgubieni są zgubieni i nie ma na to rady. Czy zatem biurokratyczna decyzja może pogorszyć szanse startu tych, którzy już są w najgorszej sytuacji, tam gdzie nauczycieli z powołania jest mniej i gdzie rodzice częściej blokują ambicje dziecka niż je wzmacniają? Doświadczenie podpowiada, że tak, co zaledwie prowadzi do apelu o ostrożność.

Być może cały problem jest źle postawiony. Celem Ministerstwa Edukacji Narodowej jest rozwój intelektualnego potencjału społeczeństwa. Ministerstwo określa podstawę programową, ocenia i dopuszcza do użytku podręczniki, nadzoruje programy kształcenia nauczycieli i kształtuje politykę kadrową. Kto wie, czy to ostatnie nie jest najważniejsze. (Tu pojawia się pytanie o reformę kuratoriów.) Nie ma dwóch takich samych szkół, nie ma dwóch takich samych nauczycieli. O jakości szkoły w ogromnym stopniu decyduje dyrektor/dyrektorka. Dobry dyrektor to człowiek, który szuka nauczycieli z powołania, tworzy im najlepsze możliwe warunki pracy, nagradza za wyniki. Wybór dyrektora jest w rękach samorządu i kuratorium, jeśli szukamy nowego modelu szkoły, być może pytanie o kadrę dyrektorów szkół jest kluczowe.

Nauczycielka, która pisała do mnie o szkole zabijającej ciekawość w oczach dzieci, już nie żyje. Opowiadałem jej o zdumiewającym systemie w Korei Południowej, gdzie dostanie się do seminarium dla nauczycieli nauczania początkowego jest większym wyczynem niż dostanie się na medycynę. Dlaczego? To nauczyciele w pierwszych klasach wyrównują poziom między tymi, którzy mają stymulację w domu, i tymi dziećmi, które jej nie mają. To oni uczą uczenia się i podtrzymują naturalną ciekawość dziecka. To od nich zależy, czy na kolejnych etapach nauczania, uczniowie będą rozumieli przerabiany program, czy będą czekać na koniec lekcji, a nauczyciel będzie więcej czasu poświęcać na utrzymanie minimalnej dyscypliny w klasie niż na przekazywanie wiedzy. 

Problem zadań domowych jest jakimś problemem, ale z pewnością nie jest priorytetem.       

Debata o nowej szkole dopiero się zaczyna i nie chodzi tu tylko o nową epokę po Przemysławie Czarnku. Pytanie, czy w epoce sztucznej inteligencji będziemy umieli kształcić inteligentnych, ciekawych życia i zdolnych do samodzielnego myślenia gimnazjalistów, licealistów, studentów i obywateli? Pytanie, czy zdołamy odrobić tę lekcję bez ściągania i bez plagiatów.                                             

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Facebook

Artykuł ukaże się również jutro w witrynie Listy z naszego sadu. Publikacja za zezwoleniem Autora.

Print Friendly, PDF & Email
 

5 komentarzy

  1. buond 26.01.2024
  2. PIRS 26.01.2024
  3. slawek 26.01.2024
  4. buond 27.01.2024