Janusz J. Tomidajewicz: Trzeba założyć i wymienić bezpieczniki8 min czytania


13.02.2024

Lewy sierpowy

Z zaniepokojeniem zauważam, że kierunkowo słuszne działania nowej większości są realizowane metodami, które trzeba określić jako „jazdę po bandzie”.

Obserwując walki polityczne toczone przez Koalicję 15 października o to by „odpisowić” państwo, podlegam bardzo ambiwalentnym odczuciom. Z jednej strony gorąco kibicuję nowej większości rządzącej w jej wysiłkach by odsunąć nacjonalistyczną prawicę nie tylko od Rządu ale i od ideologicznego wpływu na cały szereg sfer życia społecznego, takich jak media i informacja, aparat ścigania i prokuratura, sądownictwo, edukacja, czy prawa człowieka, w tym prawa kobiet i mniejszości seksualnych.. Jednak równocześnie z zaniepokojeniem zauważam, że te kierunkowo słuszne działania są realizowane metodami, które określane są jako „jazda po bandzie” i co najmniej na granicy prawa a niekiedy po prostu jako pójście „na rympał”.

Wszystko to pokazuje, że dotychczasowy system konstytucyjny i prawny, konstruowany z myślą o zachowaniu zasady „Checks & balances”, w wielu aspektach okazał się nieskuteczny. W rezultacie, w ciągu 8 lat wprowadzania przez PiS rozwiązań autorytarnych, został on poważnie podważony i przekształcony w coś co określamy niekiedy jako demokraturę. Czyli w system, w którym wprawdzie zachowane zostały formalne mechanizmy wyborcze, jednak sprawowanie władzy uzyskanej w wyborach odbywa się już bez ograniczeń nakładanych na nią przez prawo i inne mechanizmy wpływu i kontroli społecznej. (Zupełnie bezczelna próbą odwrócenia pojęć i wykorzystania przez PiS okrzyku „łapać złodzieja” jest natomiast oskarżanie o demokraturę obecnej koalicji 15 października.) Ciągle działający mechanizm wyborczy pozwolił na szczęście 15 października odsunąć PiS od władzy i stworzył szansę na zatrzymanie przekształcania Polski w demokraturę. Jednak, jak w instalacji elektrycznej, przepalenie lub wyłączenie przez PiS dotychczasowych bezpieczników pokazuje, że w polskim systemie politycznym i prawnym konieczne jest nie tylko wzmocnienie i wymiana dotychczasowych bezpieczników wzajemnej kontroli i równowagi, ale także wyłonienia nowych obwodów (sfer życia społecznego) wymagających stworzenia wyodrębnionych pod obwodów i założenia na nie „korków” zabezpieczających.

W klasycznym rozumieniu, koncepcja kontroli i równowagi dotyczy rozdzielenia od siebie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Tak też została ona zapisana w polskiej konstytucji. W koncepcji wzajemnej równowagi i kontroli władz na ogół mniejszą wagę przywiązuje się do oddzielenia władzy ustawodawczej od wykonawczej. W systemach parlamentarno-gabinetowych są one nawet praktycznie połączone. Można to uzasadnić koniecznością wykorzystywania regulacji prawnych (ustawowych) jako narzędzia realizacji celów przyjętych przez władzę wykonawczą. Rodzi to tendencję do instrumentalizacji prawa oraz nadmiernej zmienności i szczegółowości systemu prawnego. Na ogół nie stanowi to jednak zagrożenia dla istnienia i funkcjonowania systemu demokratycznego, choć może powodować spadek jego sprawności i efektywności przy rozwiązywaniu problemów społecznych. Kwestia równowagi między władzą ustawodawczą i wykonawczą wymagała by jednak odrębnego rozpatrzenia i na razie ją tu pominiemy.

Natomiast niewątpliwie najważniejszym i najsilniejszym zabezpieczeniem przed autorytaryzmem władzy wykonawczej jest niezależność władzy sądowniczej. Stanowi ona bowiem główny i ostateczny bezpiecznik całego systemu demokratycznego, pozwalający na odcięcie przeciążenia (przepięć) dążeniami autorytarnymi we wszystkich pozostałych obwodach. Ten najważniejszy bezpiecznik został przez PiS wyłączony przez podporządkowanie władzy politycznej KRS i Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego przywrócenie niezależności i konstytucyjnej roli tych dwu instytucji będzie miało decydujące znaczenie dla równowago systemu demokratycznego. Równocześnie ze względów politycznych wymiana ich na bardziej efektywne oraz trwałe zabezpieczenie przed przyszłym wyłączeniem będzie najtrudniejsze, bo będzie wymagało albo zgody prezydenta albo zmian konstytucyjnych.

Doświadczenie pokazuje jednak, że sfer życia społecznego wymagających oddzielenia i niezależności od władzy politycznej (i to zarówno od silnie ze sobą powiązanych władzy wykonawczej jak ustawodawczej) jest znacznie więcej. Tworzą one sieć bezpieczników chroniących system społeczny przed nadmierną ingerencją władzy politycznej. W systemie sprawiedliwości takimi zdecentralizowanymi bezpiecznikami chroniącymi przed „przepięciami” autorytaryzmu są niezawisłość sędziowska, zdecentralizowana kontrola konstytucjonalności, czy niezależność prokuratora a w przyszłości oddzielenie prokuratury od ministerstwa sprawiedliwości. W innych dziedzinach takimi bezpiecznikami miały być: NIK, KRRiT, niezależność NBP, apolityczność służby cywilnej, instytucje rzeczników praw (obywatelskich, finansowych, dziecka, uczniów, pacjenta itp.). Niestety także większość tych zdecentralizowanych bezpieczników demokracji i praw obywatelskich została w ramach „dobrej zmiany” albo rozmontowana, albo wymieniona na zbyt słabe a więc nie spełniające swej roli. Dodatkowo PiS postarał się także by obsadzone przez siebie (słabe) bezpieczniki ochronić przed wymianą. W rezultacie obecne władze dziedziczą sytuację w której system demokratyczny pełen jest obwodów niezabezpieczonych, albo dlatego, że bezpieczniki są zbyt słabe, albo dlatego, że zostały one całkowicie wyłączone.

Wobec tej sytuacji przed obecna koalicją staje z jednej strony konieczność wymiany i założenia bezpieczników tam gdzie 8-letnie rządy PiS je wyłączyły lub osłabiły oraz z drugiej strony takiej rekonstrukcji szeroko rozumianego systemu „Checks & balances”, która zapewni jego trwałą stabilność i nienaruszalność. Przy tym na krótką metę te dwa zadania mogą wydawać się sprzeczne. Bowiem wymiana „zabetonowanych przez PiS” bezpieczników cząstkowych (takich jak w systemie sprawiedliwości: prokurator krajowy, prezesi sadów powszechnych, czy sądownictwo dyscyplinarne) wymaga politycznej interwencji w tych postulatywnie niezależnych dziedzinach, zaś rozwiązania systemowe mają je uchronić przed taka ingerencją w przyszłości. Oznacza to, że na krótką metę obecna koalicja musi wykorzystywać wszystkie luki i słabości obecnego systemu zabezpieczeń a równocześnie tworzyć system, który nie będzie podatny na ponowne upolitycznienie w przyszłości.

Oczekujemy więc, że odpartyjnione i w znacznym stopniu niezależnie od władzy politycznej będą takie sfery jak: prokuratura, media, twórczość artystyczna i kultura, badania naukowe i szkolnictwo wyższe, edukacja oraz ochrona praw obywatelskich w tym praw mniejszości (seksualnych, etnicznych i narodowościowych, rasowych czy religijnych), czy zarządzanie gospodarką (w szczególności spółkami skarbu państwa). We wszystkich tych (a także jeszcze kilku innych) dziedzinach konieczne jest więc stworzenie niezależnych instytucji i urzędów (bezpieczników) mających chronić je przed polityczną ingerencją. Doświadczenie pokazuje, że aby zabezpieczenia te były trwałe często nie wystarczy ich ustanowienie ustawowe, bowiem każdorazowa większość parlamentarna uzyskuje możliwość ich zmiany i rozmontowania. Nie sposób także wszystkich tych zabezpieczeń zapisać w konstytucji. Byłaby ona zbyt rozbudowana i szczegółowa. Jak się wydaje takim dodatkowym gwarantem niezależności (odpolitycznienia) tych instytucji mogło by być przyjęcie zasady, że zmiany w dotyczących ich ustawach wymagają dla uchwalenia większości kwalifikowanej. Tu jednak pytanie do prawników: czy możliwe jest postawienie takiego warunku bez wyraźnego upoważnienia konstytucyjnego?.

Ostatnie propozycje dotyczące obsady zarządów spółek skarbu państwa wskazują, że gwarancji ich apolityczności szuka się w określeniu warunków, jakie powinny spełniać osoby kandydujące na te stanowiska. Ustawowe określenie tych warunków może (tu i w innych wskazywanych instytucjach) w przyszłości stać się dodatkowym zabezpieczeniem ich niezależności. Warunki te mogą dotyczyć dwu aspektów: kompetencji merytorycznych i niezależności politycznej. W odniesieniu do kompetencji merytorycznych szuka się tu rozwiązań w postaci niezależnych „komitetów nominacyjnych” zaś w odniesieniu do apolityczności proponuje się zakaz łączenia funkcji w niezależnych instytucjach z działalnością i/lub członkostwem w partiach politycznych. Doświadczenie i choćby przykład PAD, pokazuje jednak, że formalna rezygnacja z członkostwa w partii w momencie obejmowania urzędu lub funkcji może być niewystarczająca. Dlatego, być może, należało by nawet wymagać braku zaangażowania partyjnego w ciągu kilku lat poprzedzających nominację.

Kolejnym środkiem do zapewnienia niezależności w działaniu wskazanych tu urzędów i instytucji i urzędów jest także kadencyjność i częściowa wymiana składów ciał i organów zarządzających instytucjami, z założenia niezależnymi od rządu i partii politycznych.

Podsumowując: Choć niekiedy niepokoi mnie jazda po bandzie stosowana dla oczyszczenia pozostałości po PiS, to prawdziwym sprawdzianem dla koalicji 15 października będzie jej zdolność do stworzenia takiego systemu obwodów i bezpieczników, który zabezpieczy polski system demokratyczny przed nawrotem autorytaryzmu.

Janusz J. Tomidajewicz

Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

Print Friendly, PDF & Email
 

3 komentarze

  1. ohir 13.02.2024 Odpowiedz
    • Paweł 14.02.2024 Odpowiedz
  2. ohir 14.02.2024 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo