Azrael: Kaczyński ogłupia

Jarosław Kaczyński nie musi przekonywać w trakcie kampanii wyborczej swojego twardego elektoratu. On jest już kupiony, obezwładniony i zmanipulowany.

Joanna Kluzik-Rostkowska,niegdyś członkini Prawa i Sprawiedliwości – teraz, po przygodzie z PJN, kandydatka PO do Sejmu – napisała do Tomasza Poręby, szefa sztabu wyborczego PiS, list otwarty. Ostrzega w nim polityków bliskich Jarosławowi Kaczyńskiemu, że obserwując kampanię wizerunkową szefa PiS, jaka jest prowadzona od pewnego czasu, widzi w niej dokładnie to samo, czego była świadkiem (i współtwórcą, jako szefowa sztabu wyborczego) w roku 2010, w czasie kampanii prezydenckiej. Widzi zakłamanie, puste deklaracje i obietnice, które dzień po wyborach zostaną zanegowane i wyrzucone na śmietnik. Kluzik-Rostkowska zawraca uwagę, że tego rodzaju „trik wizerunkowy” może udać się tylko raz, a wiarygodność straci nie Kaczyński, ale osoby, które mu pomagają. I przytacza na dowód własną osobę, jako tę naiwną, która podczas poprzedniej kampanii „miała głębokie poczucie, że mówi Polakom prawdę”, i uważała, że „Jarosław Kaczyński chce poważnej dyskusji o polskich sprawach, o miejscu Polski w Europie, że ma politycznych przeciwników, a nie wrogów.” W ciepły lipcowy wieczór wyborczy okazało się, jak bardzo się myli.

Niektórzy oskarżają Joannę Kluzik-Rostkowską, że jest całkowicie niewiarygodna (taką opinię wygłosił dziennikarz „Rzeczpospolitej” Piotr Zaremba w niedzielnym programie „Loża prasowa” w TVN24). Tylko, że kto inny, jakie nie były szef sztabu kandydata na prezydenta może wiedzieć, jakie zdolności manipulacji tkwią w Kaczyńskim i jak potrafi oszukać on nie tylko wyborców, pardon, wyznawców, lecz również swoje otoczenie. Nie tylko ona, ale również inni Michał Kamiński, Paweł Poncyliusz, Jan Ołdakowski, czy Marek Migalski płacą teraz cenę za zaufanie, jakim obdarzyli Kaczyńskiego. Ta cena to prawdopodobnie ich brak w polskiej polityce.

Kaczyński nie musi przekonywać swojego twardego elektoratu. On jest już kupiony, obezwładniony i zmanipulowany. To ci, którzy święcie wierzą w spisek smoleński, w to, że żyjemy pod rządami Donalda Tuska w kondominium rosyjsko-niemieckim, że polski katolicyzm jest zagrożony przez wpływy szatana, którego emisariuszem stał się muzyk rockowy, Adam Darski – Nergal. Czeka nas katastrofa państwa, społeczeństwa, a jedyną nadzieją jest „pisowski lud”, który na kolejną miesięcznicę wręczy Kaczyńskiemu złote klucze do władzy. Jarosław Kaczyński nie buduje państwa alternatywnego – on już je zbudował w świadomości dużej części społeczeństwa. I to jest problem, z którym trzeba się będzie zmierzyć – dłużej, niż przez jedno pokolenie.

Kaczyński ma wielu stronników. To przede wszystkim dziennikarze, którzy w pełni świadomie uczestniczą w tej manipulacji, kreując znów postać dobrotliwego, ciepłego pana, który zaniepokojony jest losami państwa i ludzi. A to pochyli się nad dziećmi, przypomni o doli stoczniowców, będzie się solidaryzował z wyzyskiwanymi rolnikami, współczuje kierowcom, którzy stać muszą w korkach na nowo budowanych autostradach. A dziennikarze utwierdzają wyznawców, że winny za to wszystko jest rząd Donalda Tuska (mantra – „wina Tuska”).

Drugą, jeszcze silniejszą i zdeterminowaną grupą, która sprzyja Kaczyńskiemu i będzie miała kolosalny wpływ na wybory, szczególnie w małych ośrodkach miejskich i na wsiach, jest kler katolicki. Otwarcie, jak nigdy dotąd wspiera PiS, niektórzy kandydaci na posłów, jak choćby Jan Żaryn, kandydat z województwa olsztyńskiego, nie wahają się robić spotkań wyborczych w kościołach, po mszach. Kościół ma tym swój własny interes. Wie doskonale, że jego pozycja systematycznie spada, afera z przekrętami komisji majątkowej została zręcznie – przy wydatnym udziale Platformy Obywatelskiej – „skręcona”, ale jej zgniły zapach czuć dalej w powietrzu. Zmiany cywilizacyjne są nieuchronne, laicyzacja powoli następuje. I tylko w PiS nadzieja, że normy zakazów, nakazów i terroru katolickiej poprawności zostaną utrzymane.

A teraz gra idzie o tych, którym można sprzedać proste prawdy, że są źle traktowani przez rząd Donalda Tuska. Stąd seksistowka w swojej wymowie kampania promowania młodych działaczek PiS na plakatach i bilbordach. Kaczyński tłumaczy wprawdzie, że to nic takiego, że kandydatki na posłanki są „młode i ładne”, ale Joanna Kluzik-Rostkowska przytomnie przypomina, jak po ubiegłorocznej kampanii nie była już politykiem, ale razem z Pawłem Poncyliuszem została określona jako „piękna buzia” I te młode kobiety, teraz chętnie eksponowane, jeżeli nawet cześć z nich wejdzie do Sejmu, to zajmą miejsca w 7, 8 rzędzie Bo i tak będzie rządził zakon, wyznaczony przez samego prezesa.

Gra idzie o zdobycie elektoratu niezdecydowanego, przy maksymalnym obniżeniu frekwencji, działającej na korzyść Platformy Obywatelskiej. Dlatego między innymi sam Kaczyński, jak również jego pomocnicy unikają debat, nie tylko z tego powodu, że nie ma przygotowanych merytorycznie fachowców. Również dlatego, że chce ponad głowami innych kandydatów, a także samego Donalda Tuska dotrzeć do wyborców ze swoim przekazem, niezakłóconym przez wątpliwości i debatę innych polityków. Jego argumenty są przez to bardziej „czyste” i przekonujące, jeżeli nie podlegają weryfikacji przez konkurentów. Bo jedyna prawda, jedyne dobre rozwiązania problemów mogą pochodzić z krynicy wiedzy i doświadczenia samego prezesa. To on stoi za programem politycznym, społecznym ekonomicznym – i on mylić się nie może.

Efektem takiego podejścia jest to, że nikt nie może spytać Jarosława Kaczyńskiego, gdzie i jak zamierza zdobyć pieniądze na swoje rozliczne projekty. Bo w materiałach pisanych trudno znaleźć źródła finansowania, co jest szczególnie ważne w kryzysie. Jest jeszcze jeden powód unikania debaty przez samego szefa PiS-u – to przegrana z kretesem wymiana opinii z Donaldem Tuskiem w roku 2007. Wie doskonale, że jeżeli potwierdzą się niektóre sondaże o małej różnicy poparcia dla PO i PiS, telewizyjna debata może mieć kolosalne znaczenie. A nie czuje się na siłach wobec witalności, przygotowania premiera stanąć do zwarcia.

Z głównego nurtu przekazu kampanii zniknęła sprawa katastrofy smoleńskiej, aktywność Antoniego Macierewicza zmalała – tę rolę spełniają media Tomasza Sakiewicza i braci Karnowskich, one są od brudnej roboty. Ale wyborcom dobitnie należy przypomnieć, że gra idzie o to, czy rządzić będą zwolennicy „Republiki Smoleńskiej”, czy III Rzeczpospolitej. Jeżeli Polacy pozwolą na to, aby państwem rządziła ta pierwsza opcja, to niech po 9 października nie płaczą, że państwem rządzą Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, Anna Fotyga, a do służb wróci Bogdan Święczkowski…

Azrael

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com