Andrzej Kołaczkowski- Bochenek: A dlaczego ten żółw bez smyczy?

2013-01-06. Torebki leżą sobie w pudełeczku przy drzwiach wejściowych do bloku. Ładne i solidne. Papier prawie pergaminowy. Tekturowa łopatka do napełnienia torebki stosowną zawartością budzi zaufanie, że nie zawiedzie.

Taki sposób zachęcenia właścicieli psów do sprzątania po pupilach można tylko pochwalić.

I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że urzędnicy od „środowiska” nie uwzględnili, że w magistracie jest też korytarz z urzędnikami od „porządku”, a ci postanowili już wcześniej, że „na tereny przeznaczone do wspólnego użytku psy należy wyprowadzać na smyczy”. Dopuszcza się wprawdzie zwolnienie psa ze smyczy, ale tylko w miejscach „mało uczęszczanych przez ludzi” co czytamy w „Regulaminie utrzymania czystości i porządku na terenie Miasta Stołecznego Warszawy”.

Jak wiadomo, miejsc „mało uczęszczanych przez ludzi” mamy w stolicy zatrzęsienie. Pies pozostanie więc raczej na smyczy. No i właśnie. Interesujące byłoby zobaczyć urzędników z Biura Ochrony Środowiska Urzędu m.st. Warszawy, jak próbują tekturową łopatką włożyć do papierowej torebki to co trzeba, podczas gdy pies szarpie się na smyczy. Ćwiczenie to, powtarzane przez  urzędnika wielokrotnie, mogłoby doprowadzić (przy sprzyjających okolicznościach) do tak zaawansowanej stymulacji kory mózgowej , że po serii ćwiczeń urzędnik byłby w stanie skojarzyć, iż dwuręczna torebka w połączeniu z jednoręczną smyczą daje przeciętnie trzy ręce na warszawiaka z psem.

Drugim elementem stroju psa jest kaganiec. Choć jest obowiązkowy tylko dla psów ras uznanych za agresywne, miałem ostatnio scysję z kierowniczką autobusu miejskiego w Warszawie, która nie chciała nas wpuścić do autobusu bez kagańca. Scysja był spora, bo ja swojego kagańca nie używam z zasady, a pies w ogóle nie posiada. Gdy jeszcze do tego usłyszałem, że te przepisy narzuciła Polsce Unia, wykipiałem. Świadomych tematu na poziomie kierowniczki pojazdu powiadamiam, że mieszkam w Unii Europejskiej dłużej, niż Polska jest jej członkiem i nigdy, ale to przenigdy nie widziałem psa w kagańcu. W Niemczech jest to nawet uważane za dręczenie zwierzęcia i jedyne psy, jakie mają obowiązek nosić kaganiec to te, które po testach na osobowość zostały przez specjalistę zakwalifikowane jako niebezpieczne.

Scysja zakończyła się tym, czym się zakończyć musiała. Spełniona władzą kierowniczka siadła za kierownicę, ja wskoczyłem niepostrzeżenie do autobusu, pasażerowie powitali mnie z uznaniem, ci bliżsi głaskali moja sunię, a ona, suka jedna, dopominała się o więcej i podawała do podrapania brzuszek. Bo Polacy psy generalnie lubią, nie lubią za to generalnie okazującego władzę bucostwa wszelakiej płci i rangi.

Pisząc ten tekst musiałem się zapoznać ze wspomnianym wyżej dokumentem pod nazwą Regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie Miasta Stołecznego Warszawy”.

A w szczególności z rozdziałem VII, poświęconym utrzymywaniu zwierząt. Zawiera on siedem  paragrafów (28-34), z czego sześć zbędnych. Wszystko co trzeba zawarte jest paragrafie 28.

1. Utrzymujący zwierzęta domowe ponoszą pełną odpowiedzialność za zachowanie utrzymywanych zwierząt.

2. Utrzymujący zwierzęta domowe są zobowiązani do zachowania  środków ostrożności zapewniających ochronę zdrowia i  życia ludzi i innych zwierząt oraz w szczególności do dołożenia starań,  by zwierzęta te były jak najmniej uciążliwe dla otoczenia i nie zakłócały spokoju domowego i nie zanieczyszczały miejsc przeznaczonych do wspólnego użytku.

Reszta to już tylko typowe urzędnicze gadulstwo, niepozbawione jednak pewnego wdzięku, gdy dowiadujemy się, że naszego żółwia posadzić na trawniku możemy jedynie na smyczy:

§ 29  pkt 4 Zwierzęta egzotyczne mogą być wyprowadzane poza lokal jedynie na uwięzi lub w klatce.

Nieprzestrzeganie wyprowadzania żółwia na smyczy zagrożone jest mandatem karnym od 20-500 zł lub wnioskiem o ukaranie do sądu. I proszę tego nie lekceważyć.

Tajemniczy jest ostatni punkt tego paragrafu

11. Zabrania się pozostawiania psów i innych zwierząt w obrębie nieruchomości niezamieszkałych lub nieużytkowanych.

Jedyna sytuacja jaka mi przychodzi do głowy, to taka że zwyrodnialec, chcący się pozbyć psa, zamiast fatygować się jazdą do lasu, pozostawia go w obrębie „nieruchomości niezamieszkałej lub nieużytkowanej”, czyli przywiązuje zwierzaka w opuszczonej hali fabrycznej, albo jakiejś ruderze. Gdyby taki był cel tego zapisu, to mimo szlachetnych intencji i tak nie byłby godny pochwały. Bo to przepis martwy, nie do wyegzekwowania. Jedyne co może zapobiec temu barbarzyństwu to możliwość zidentyfikowania barbarzyńcy. W wielu krajach Unii, także w Polsce, zaleca się wszczepianie chipu. Od lipca 2011r. chip posiadać muszą zwierzęta (psy i koty) przekraczające granice wewnątrz Unii. Niektóre kraje, jak np. Austria, wprowadziły obowiązek posiadania chipu, także wewnątrz kraju.

Nie ma najmniejszego powodu, by nie wprowadzić takiego obowiązku także w Polsce.
To wprawdzie nie jest przez Unię wymagane, ale jest dozwolone. I na pewno znacznie bardziej w jej liberalnym duchu, niż męczenie psów kagańcami w autobusie.

Wszystkie przytaczane tu przepisy mają za podstawę prawną  Art. 77 Kodeksu Wykroczeń.

 Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Prawodawca wyraźnie rozróżnił zwykłe środki ostrożności od nakazanych. Zwykłe, to wiem. Wynikają z odpowiedzialności za zwierzę, za ludzi, ze znajomości zwierzęcych zachowań, z empatii, z okoliczności, z wiedzy o otoczeniu, konieczności współżycia z sąsiadami i z normalnego ludzkiego rozsądku.
A te nakazane – to pewnie wręcz przeciwnie.

Andrzej Kołaczkowski- Bochenek

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. BM 2013-01-06
  2. A. K-B 2013-01-06
  3. BM 2013-01-06
  4. Roman Strokosz 2013-01-07
  5. Katarzyna Pawłowska-Horna 2013-01-07
  6. Anna 2013-01-07
  7. Beata 2013-01-08
  8. wersy 2013-01-09
  9. Pielińska 2013-01-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com