Karol Modzelewski: Sędzia przed trybunałem polityków

2013-01-08. Sędzia Tuleya miał dość odwagi i za­wodowej odpowiedzialności, by pod­nieść alarm. Kto go ucisza, działa na naszą wspólną szkodę.

Sędzia Igor Tuleya, uzasad­niając wyrok w sprawie dok­tora G., zapowiedział zawiadomienie prokuratury o możliwości naruszenia pra­wa przez CBA podczas śledztwa.

Wśród tych bezprawnych poczy­nań sędzia wymienił wielogodzinne nocne przesłuchania współoskarżonych i świadków. Sędzia ośmielił się porównać tę praktykę do podobnego sposobu wymuszania pożądanych zeznań, który stosowano w czasach sta­linowskich i określano wówczas za­pożyczonym przez Urząd Bezpieczeństwa od radzieckich kolegów po fachu terminem „konwejer”. W prze­kładzie na polski termin ten oznacza taśmę montażową”. Jest to oczywi­ście określenie żartobliwe, podobnie jak późniejsza „ścieżka zdrowia”.

Porównanie do praktyk stalinowskich wywołało falę oburzenia ze strony polityków związanych z obozem sprawują­cym władzę w czasie operacji przeciw­ko doktorowi G., a także dystyngowane zakłopotanie polityków związanych z obozem obecriie rządzącym. Pisze te słowa pod świeżym i silnym wrażeniem wypowiedzi europosła Jacka Kurskiego i b. wicemarszałka Sejmu Marka Jurka na antenie TVN 24. Marek Jurek pod­kreślił z naciskiem, że stalinowska PRL była państwem pozbawionym suwe­renności, podczas gdy CBA i ABW są służbami specjalnymi niepodległej Pol­ski, więc ich metod śledczych nie wolno porównywać z tym, co robiła bezpieka.

Myśl byłego wicemarszałka nie jest dla mnie całkiem jasna. Czy chodzi mu o to, że stalinowski „konwejer” był nie­godziwy, bo służył władzy, która nie­woliła naród polski w interesie obcego mocarstwa, podczas gdy podobna tech­nika przesłuchań w rękach służb spe­cjalnych Polski niepodległej jest godziwa, bo służy naszym narodowym celom? Czy może chodzi o to, że nie­dopuszczalne jest porównywanie me­tod śledczych stosowanych w różnych ustrojach?

Ale sędzia nie zajmował się kon­tekstem ustrojowym ani geopolityką. Zwrócił tylko uwagę, że podobnej tech­niki wymuszania zeznań nie stoso­wano u nas od czasów stalinowskich. To prawda. Dlaczego więc nazwanie jej po imieniu tak bulwersuje nasz po­lityczny establishment?

Dziennikarz telewizyjny prowa­dzący obie te rozmowy (należał do ka­tegorii zakłopotanych, a nie oburzonych) wyraził pogląd, że pozbawianie snu to jednak nie to samo co tortury. Rozumiem, że dziennikarz nie był po­zbawiany, wiec może nie wiedzieć. Oile wiem, Marek Jurek też nie ma za sobą więziennych doświadczeń, no i bardzo dobrze. Nie zamierzam umniejszać je­go niewątpliwych zasług w walce z komunistyczną dyktaturą, podobnie jak zasług Jacka Kurskiego, ale służę im . i innym politykom oburzonym na sę­dziego Tuleyę własnym doświadcze­niem. Nie jestem od panów polityków odważniejszy, tylko starszy, i więcej wi­działem, więc niech posłuchają.

W więzieniach Polski Ludowej spę­dziłem łącznie osiem i pół roku. W pa­wilonie III Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów byłem przesłuchiwany w latach 1965-69 i 1982-84. Stosowano tam rozmaite metody nacisku psychicznego i manipulacji śledczej, ale nikt mnie i moich współoskarżonych nie bił ani nie torturował. Raz tyl­ko, bodaj w 1968 r., major Stefan Bogal ze Służby Bezpieczeństwa przetrzy­mał mnie w pokoju przesłuchań do go­dziny 22.30 (cisza nocna obowiązywała od godz. 21). Nie miałem oczywiście zegarka, ale na przegubie śledczego za­uważyłem, która jest godzina, i zapy­tałem, czy zamierza stosować wobec mnie konwejer. Major bardzo się stro­pił, zaczął się tłumaczyć i zawołał straż­nika, żeby mnie sprowadził do celi. Nie jestem dobrego zdania o Stefanie Bogalu, ale on przynajmniej wiedział, że nie wolno przesłuchiwać w nocy.

To porównanie nie przemawia na korzyść funkcjonariuszy CBA, cho­ciaż to major Bogal (o ile żyje) jest dziś pozbawiony przywilejów emerytal­nych. Może Marek Jurek lub Jacek Kurski będą wołać, że nie wolno mi czynić takich porównań, ale niech się nie fatygują, będzie to próżne wołanie.

Od dawna wiem, na czym polegał konwejer. Opowiadał mi o tym w grud­niu 1954r., tuż po wyjściu z aresztu In­formacji Wojskowej, mój nieżyjący już przyjaciel Witold Leder. Był on za­stępcą gen. Wacława Komara w II Od­dziale Sztabu Generalnego. Areszto­wano ich w marcu 1952 r. pod fałszy­wym zarzutem szpiegostwa. Śledztwo nadzorował osobiście Bolesłąw Bierut i może dlatego wydano zakaz bicia aresztowanych w tej sprawie. Zamiast bicia stosowano konwejer, wobec Wi­tolda przez 6 tygodni. Potem już po­zwolono mu w nocy spać, bo prócz nie­go i oskarżonego Augustynka (byłego górnika i twardego człowieka) wszy­scy pozostali przyznali się do niepopełnionych zbrodni i obciążyli, kogo im kazano obciążyć. Kilka tygodni bez snu wystarczyło, nie trzeba było bicia. Dywagacje, czy była to tortura, pozostawiani subtelnym amatorom.

Domyślam się, że śledczy z CBA byli mniej brutalni od podwładnych Skulbaszewskiego, Wozniesienskiego i Fejgina. Ale tortury, również w wer­sji soft, są przestępstwem. Gdy prze­stępstwo takie popełniają służby spe­cjalne niepodległego państwa, znaczy to, że w organizm państwowy wdała się gangrena. Wtedy trzeba podnieść alarm, a nie szeptać delikatne słówka.

Sędzia Tuleya miał dość odwagi i za­wodowej odpowiedzialności, by pod­nieść alarm. Kto go ucisza, działa na naszą wspólną szkodę. Objawem cięż­kiej choroby trawiącej organizm pań­stwowy jest też sytuacja, gdy politycy nie krępują się stawiać do raportu są­dów, a były wicemarszałek Sejmu, besztając sędziów, nazywa ich urzęd­nikami i wydaje się nieświadomy wła­snej ignorancji.

prof. Karol Modzelewski

 historyk średniowiecza; więzień polityczny w PRL, współtwórca i działacz „Solidarności” w latach 1980-81.

 Gazeta Wyborcza, 8.01.2013

 

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Roman Strokosz 2013-01-08
  2. jotbe_x 2013-01-08
    • Roman Strokosz 2013-01-09
  3. TadeuszK. 2013-01-09
  4. wojdan 2013-02-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com