Waldemar Kuczyński: Nieprawości CBA wyrosły z paranoi o Układzie

2013-01-10. Gdyby w czasach stalinizmu UB przeszło od stosowanych metod postępowania z przesłuchiwanymi do stylu przesłuchań PiS-owskiego CBA, to świat dudniłby o ogromnej liberalizacji; ba, o destalinizacji. Łapanie ludzi, choćby nocą, a potem kilkugodzinne ich przesłuchiwanie, choćby do rana, to byłby „konwejer” bardzo humanitarny. Czy to znaczy, że sędzia Igor Tuleya popełnił nadużycie mówiąc, że PiS-owski styl przesłuchań przypomina czasy stalinizmu? Moim zdaniem nie nadużył roli, poszedł tak daleko, jak powinien. Uznał, że to, co byłoby humanistyczną rewolucją w czasach stalinowskich, w państwie demokratycznym początków XXI wieku jest nadużyciem – tak dużym, by zasadne było pokazanie go na tle tamtych strasznych czasów. Po to, by dotrzeć z tak surową oceną do opinii publicznej i wywołać wstrząs, napiętnowanie tego, co robili rządzący w latach 2005-2007 – osiągnął cel.

Sędzia Igor Tuleya miał podstawy, by postąpić jak postąpił, także dlatego, że przy wszystkich różnicach czasu i kontekstu politycznego, w działaniach PiS-owskiego państwa i jego organów śledczych ujawniły się dwie cechy podobne do czasów stalinowskich. Po pierwsze świadome posługiwanie się psychicznym terrorem, zarówno w stosunku do osób podejrzanych, jak i do osób mających formalnie status świadka, by uzyskać zeznania pod przyjęte tezy. To przypominało slogan z dawnych lat, „człowiek jest ważny, dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. I tak, jak wtedy odżyła inna reguła, ładnie opisana przez Janusza Szpotańskiego o „cudownym przemienianiu świadka w podejrzanego”. Terror psychiczny, jako podstawowa metoda dochodzenia do prawdy, zyskał tak wielką rolę dlatego, że prawda była znana z góry, znana na mur beton, bez cienia wątpliwości. Prawda straszna, którą trzeba było ujawnić, choćby za bardzo wysoką cenę. Cel uświęcił psychiczny terror, maltretowanie ludzi, którzy dostali się w tryby śledcze IV RP. I to jest drugie podobieństwo z dawnymi czasami, ważniejsze od pierwszego, bo będące jego przyczyną.

Stalinizm wyrósł z paranoicznej pewności o wrogach ustroju radzieckiego, którzy są wszędzie, na mur beton i których trzeba wyciągnąć z nor, bo niszczą kraj. Powtarzam, przy wszystkich różnicach czasu i kontekstu politycznego, „kaczyzm” wyrósł z bezwzględnej, o paranoicznej wręcz sile pewności o istnieniu Układu. O przestępczej strukturze, hierarchicznej niemal, wedle Kaczyńskich, czy sieciowej, wedle Dorna, która niszczy kraj. Rozpościera się na nim, jak Polska długa i szeroka, jest wszędzie, także wśród lekarzy. Istnieje bez najmniejszych wątpliwości, trzeba tylko wydobyć ów Układ z ukrycia. Prawda jest ustalona; tylko nieujawniona. To zawzięte, patologiczne wręcz szukanie czegoś nie istniejącego w rzeczywistości, tylko w głowach twórców IV RP zrodziło wszystkie jej paskudne przejawy, także wokół sprawy doktora G.

One były do przewidzenia. W lutym 2006 roku kiedy tworzono CBA pisałem w artykule „Rodzą potwora” tak: „wyrastający z obsesji, którą opanowana jest czołówka rządząca, że w Polsce istnieje podziemny układ przestępczy, głównie ‘postkomunistyczny’, docierający wszędzie. W jego składzie więc może znaleźć się każdy, na kogo padnie jakiekolwiek podejrzenie czy niełaska kogoś ważnego. Partyjne i obsesyjne poczęcie to gwarancja, a w każdym razie ogromne niebezpieczeństwo, że urodzi się potwora, chorobliwie zmotywowaną strukturę do pościgu za enigmą, za mgławicą. Jak pięciuset zajadłych i suto opłacanych ruszy do walki, a nie znajdą tłumu winnych, to zaczną dobierać z niewinnych. Jest niebezpieczeństwo przekształcenia się CBA w rodzaj partyjnej policji PiS”.

Waldemar Kuczyński

www.wiadomości.wp.pl

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Roman Strokosz 2013-01-10
  2. de mowski 2013-01-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com