Andrzej Kołaczkowski-Bochenek: Państwo porządnego człowieka

2013-01-12. Obywatel rozumie na ogół bez trudu, że państwo, gdy ma mu służyć, musi mieć pieniądze. A że pieniądze państwo może mieć tylko od obywatela, więc obywatel –  dopóki wie za co płaci – nie buntuje się, najwyżej trochę popyskuje, ale generalnie uważa to – opłacane przez niego – państwo za swoje własne.

Pomijam tu patologie, takie jak funduje nam smoleński ludek, w niezliczonych  publikacjach skarżący się na brak wolności słowa i organizujący legalne demonstracje by wywalczyć wolność zgromadzeń. Tym już nic nie pomoże, bo wolne państwo niepodległe to tylko takie, którym oni rządzą, a o własnych siłach do władzy raczej nie dojdą. Pomóc im mogą natomiast urzędnicy aktualnego rządu.

Przez nich bowiem coraz więcej ludzi (którym nigdy nie przyszło do głowy, żeby uważać głowę pastwa za ruskiego agenta, a premiera rządu za niemieckiego namiestnika) zaczyna się zastanawiać w jakim stopniu to państwo jest jeszcze ich.

Takie myśli przychodzą ludziom do głowy nie po analizie poczynań ekonomicznych, nie przez wzgląd na inne koncepcje w sprawie polityki światowej. Obywatel ocenia działalność państwa na podstawie niepozornych codziennych działań,  na których obywatel się zna i kieruje się w nich zdrowym rozsądkiem.

Nie jest wprawdzie wyjaśnione naukowo co to ten zdrowy rozsądek jest. Ale jest. I ludzie go mają. Mają też podstawowe poczucie przyzwoitości. Nawet niektórzy złodzieje je mają. Skodyfikowane ono  jest w bardzo prostym zdaniu :”Tego porządny człowiek nie robi”.

I zawsze, gdy państwo robi coś, czego porządny człowiek nie robi, porządny człowiek zastanawia się, czy to jest jeszcze jego państwo.

Nie było to jego państwo, gdy milicjant gonił z chodnika spekulantkę  z czterema pęczkami koperku w imię sprawiedliwości społecznej Nie jest to jego państwo, gdy strażnik miejski goni z chodnika emerytkę z czterema pęczkami koperku, w imię idei upiększania miasta. I spekulantka i emerytka uchodziły z koperkiem, brnąc przez te same kałuże. Łatanie chodników nie jest bowiem w priorytetach upiększania miasta.

Koniec wstępu.

Pobieranie opłat za parkowanie w śródmieściu jest zrozumiałe, leży w interesie obywateli i, co ważniejsze, obywatele to wiedzą. Nawet jeśli klną, to wystarczy, że chwilę pomyślą i kląć przestają.

Bo obywatele wiedzą po co te opłaty są. Po to, mianowicie, by ograniczyć czas parkowania w najbardziej uczęszczanych miejscach, by inni też (czyli czasem także „ja”) mieli też szansę zatrzymać samochód, wyjść i coś załatwić.
Natomiast nie bardzo jestem pewien czy wiedzą to urzędnicy.

Mój sceptycyzm jest uzasadniony, po ostatnich osiągnięcia magistratu na polu pobierania opłat za parkingi. Płacąc w nowym automacie kierowca będzie musiał bowiem podać numer rejestracyjny swojego samochodu. Ma to podobno „wyeliminować oszustów i cwaniaków oraz uprościć system reklamacji.”

Tak to przynajmniej tłumaczy rzecznik ZDM Adam Sobieraj. P. Sobieraj dał się już poznać wcześniej jako zwolennik karania śmiercią kierowców, za przekraczanie prędkości. O tym za chwilę.

Dziś p. Sobieraj chce eliminować oszustów i cwaniaków. Jestem za tym. Zacząłbym od eliminowania tych, którzy chcą sprzedawać dwa razy ten sam towar.

Oszust i cwaniak to zdaniem magistratu ten, kto przekazuje następnemu parkującemu niewykorzystany do końca kwitek. Tę, nieuczciwą jego zdaniem, praktykę (podobno masową) magistrat chce zlikwidować. Pomijam już to, że praktyka nie jest masowa, a przekazywane „końcówki” czasu parkowania to sumy dosłownie groszowe. Jak magistrat wyliczył, że zakup bardzo drogich aparatów zostanie pokryty z tych, groszowych w gruncie rzeczy, zysków niech pozostanie jego tajemnicą. Przynajmniej do czasu, gdy dowiemy się jakimi argumentami wielka, francuska firma przekonała warszawskich urzędników do tej drogiej inwestycji.

Mnie razi, że magistrat nazywa oszustem kierowcę, który wynajął od miasta na określony w umowie czas, odcinek ulicy do swoich celów i wykorzystuje ten czas jak mu się podoba. Nie oszukuje, ani nie kradnie, za ten czas zapłacił.
Jeżeli odjeżdża wcześniej, to czysty zysk dla miasta, które będzie mogło sprzedać to miejsce jeszcze raz o tych kilka minut wcześniej I z tego miasto się powinno cieszyć.

Martwić się ma prawo, gdy kierowca nie płaci. I prawdziwego oszusta ścigać. Natomiast szukanie łatwych pieniędzy i traktowanie mieszkańców jak złodziei nie stawia pani prezydent w dobrym świetle. Nawet jeżeli takie decyzje zapadają na niższych szczeblach.

Może ktoś z biegłych w prawie wyjaśni jaka w ogóle jest podstawa prawna pobierania opłat za parkowanie.
Czy płaci się za zatrzymanie przy chodniku, czy za czas zatrzymania się przy chodniku. Czy miasto pobiera opłatę za czasowe unieruchomienie pojazdu, czy wynajmuje odcinek ulicy dla parkowania. A jeżeli tak to na postawie jakiego tytułu własności.

Mam też wątpliwości, co do zgodności tego typu automatów z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych. W kraju gdzie na klatce nie może być spisu lokatorów, taki niekontrolowany dostęp do danych osobowych budzi wątpliwości. Bo przecież zdobyte dane pozwalają odtworzyć obraz poruszania się po mieście.

Kara śmierci za przekroczenie prędkości

To znowu p. Sobieraj, A było tak.

Parę miesięcy temu w Warszawie samochód wpadł na barierę, tzw. energochłonną. Kobieta prowadząca samochód uszła z życiem, gdyż bariera wbiła się w samochód jakimś cudem jej nie raniąc. O „pochłonięciu” energii mowy i tak nie było. Bariera jest starego typu i jej zadaniem nie jest żadne pochłanianie energii tylko bycie przeszkodą. Takich barier w Polsce instalować już nie wolno, ale też nie ma obowiązku wymieniać już zainstalowanych.

Na pytania dziennikarzy, czy jednak nie warto by zainstalować tu bariery zgodnej z obowiązującymi w Polsce przepisami p. Sobieraj odpowiedział:

Na pewno nie zamierzamy jej przebudować. Osoby muszą się dostosować do takiego układu drogowego, jaki panuje”

Na ogół „osoby” dostosowują się do takiego układu jaki panuje, i na ogół obszary ruchu wyznaczają namalowane pasy, bez potrzeby budowania barier. Czyli już w tym wypadku p. Sobieraj przyznał pośrednio, że niektórzy się stosują, a niektórzy nie i dla tych właśnie trzeba instalować bariery.

Trudno, są i tacy, ale czy naprawdę za przekroczenie przepisów, trzeba ich karać śmiercią?
Bo jak inaczej zrozumieć inną jego wypowiedz w tej sprawie:

My stawiamy bariery na prędkości obowiązujące, a nie brawurowe”.

Proszę państwa, proszę się w tym zdaniu rozsmakować. MY stawiamy bariery na prędkości OBOWIĄZUJĄCE, a nie BRAWUROWE.

MY – pan Sobieraj i koledzy określają prędkość, a potem stawiają bariery, które zabijają kierowców, przekraczających limit jaki p. Sobieraj z kolegami sobie arbitralnie określili.

Takiej arogancji, bezczelności i pogardy dla ludzi nie ośmielił się okazać publicznie jeszcze żaden urzędnik. I teraz pytanie, czy Adam Sobieraj bardziej gardzi ludźmi niż ogół urzędników, czy ogół urzędników wypowiada się ostrożniej od Adama Sobieraja.

I pełno zbójców na drodze

Coraz większa jest wśród ludzi świadomość rozbieżności między deklarowanymi, a rzeczywistymi celami kasty urzędniczej. Kto miał jeszcze wątpliwości – nie ma ich po zaplanowaniu przez min. Rostowskiego wpływów z radarów do budżetu. Jeszcze żaden urzędnik nie powiedział tak brutalnie, o co chodzi w tych wszystkich usiłowaniach przejmowania kontroli nad obywatelem.

Miarka się przebrała. Ludzie organizują się by jeździć wolno. Min Nowak w ostatnim wywiadzie powiedział wprawdzie, że nie widzi tego jako protestu społecznego. „- Przeciwnie. Razem z Jackiem Cichockim, szefem MSW, z przyjemnością zapiszemy się do akcji społecznej pod hasłem “zero złotych dla Rostowskiego z mandatów”. To będzie oznaczało, że ludzie nie przekraczają prędkości i jest mniej zabitych na drogach.

Nie byłbym na jego miejscu taki spokojny. To nie jest jeszcze poziom Marii Antoniny, która radziła ludowi jeść ciastka, ale brak orientacji w nastojach społecznych – zbliżony.

Ludzie organizują się z wściekłości. Nie dlatego, by było bezpieczniej, ale by nie dać się doić, nie dać pieniędzy Rostowskiemu. Jeżeli to się uda, to rząd będzie miał poważny problem. Po raz pierwszy będzie miał przeciw sobie obywateli, którzy nagle poczuli, że to państwo nie jest ich. Będzie miał społeczeństwo zorganizowane nie wokół wydumanej histerii nieudanego polityka, ale wobec konkretnej idei wymuszenia na państwie szacunku dla… obywatela? Obywatela też, ale przede wszystkim szacunku dla obowiązków, jakie obywatel temu państwo powierzył.
Ryki narodowców, i zaklęcia smoleńskiego ludu może sobie rząd lekceważyć.

Naprawdę groźne jest społeczeństwo zdecydowane przypomnieć rządowi art. 4 Konstytucji. Punkt 1 tego artykułu brzmi

„Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.”

A to oznacza nie tylko mobilizowanie się raz na cztery lata przed wyborami, ale codzienne traktowanie swojego zwierzchnika serio i z szacunkiem.

Przykład: min Nowak zapowiedział ostatnio audyt gminnych fotoradarów. Lepsze to niż nic. Ale dlaczego nie wybrał rozwiązania najprostszego – czyli uniemożliwienia gminom dojenia podróżnych? Przyczyna może być taka, że jeszcze do tego szczebla władzy nie dotarło, jak szkodliwe jest dla wizerunku rządu dopuszczanie do sytuacji, którą ogół społeczeństwa odbiera jako nadużywanie słusznych haseł dla bezczelnego rabunku.

Kto wymaga od innych obywatelskiej świadomości, nie może sam jej lekceważyć. Zakłamanie na górze demoralizuje na dole.

Ja bardzo proszę pana ministra Nowaka i innych członków rządu, by zawsze mieli przed oczami tę prawdę, że jeżeli cwany wójt postanowi zarabiać na radarze, albo zarozumiały, oderwany od rzeczywistości urzędnik wymyśla obywatelom hurtem od oszustów, to nie tylko obciąża to rząd, który do tego dopuścił, ale na dłuższą metę skutkuje spadkiem braku zaufania do instytucji państwowych w ogóle. Doprowadza, do sytuacji, w której obywatel zaczyna czuć „To państwo jest nieprzyzwoite, to państwo nie jest moje.”

Fachowo to się nazywa odebranie legitymizacji rządowi.

Dlatego moja propozycja jest taka, żeby rząd mniej koncentrował się na kontroli obywateli, więcej na kontroli własnych urzędników. Może by wprowadzić nawet (jeżeli to nie zbyt rewolucyjne) jakąś formę odpowiedzialności za urzędnicze decyzje i słowa. Np. przyznanie zasiłku dla bezrobotnych.

Inaczej zdarzyć się może, że zwierzchnik rządu zastosuje punkt 2 art 4 Konstytucji

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.”

A to jest najmniejsze czego Polska teraz potrzebuje.

Andrzej Kołaczkowski-Bochenek

Print Friendly, PDF & Email

20 komentarzy

  1. jsg 2013-01-12
  2. Roman Strokosz 2013-01-12
  3. nexton 2013-01-12
    • Cezary Bryka 2013-01-12
      • nexton 2013-01-12
  4. Katarzyna Pawłowska-Horna 2013-01-12
  5. nexton 2013-01-12
    • Katarzyna Pawłowska-Horna 2013-01-12
  6. Federpusz 2013-01-12
  7. nickt 2013-01-12
  8. Cezary Bryka 2013-01-13
  9. bisnetus 2013-01-13
    • Federpusz 2013-01-14
      • bisnetus 2013-01-14
        • Federpusz 2013-01-14
        • bisnetus 2013-01-15
  10. Federpusz 2013-01-15
    • bisnetus 2013-01-15
  11. A. K-B 2013-01-16
    • bisnetus 2013-01-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com