Marta Curry: Occupy Wall Street

Korespondencja z USA

Poniższe z rzeczy najnowszych.

Zaczynam się ostatnio czuć coraz bardziej jak upierdliwa staruszka, narzekająca na tę straszną młodzież w jej obcisłych rurkowatych dżinsach, z jej okropną muzyką, używająca słowa ‘like‘, jak przecinka i wypełniacza pustki, co doprowadza mnie do spazmów rozpaczy. W barach — młódź, nawet barmani robią się coraz młodsi… Nie mogę się też wyzbyć tej zrzędliwości, kiedy patrzę na kwitnący ruch Occupy Wall Street.

Fakt — wkoło nas świat powoli osuwa się w cień, społeczeństwo obywatelskie przybrało straszną mordę Tea Party, kapitalizm gnije wydając przy tym wyjątkowo smrodliwą woń… Nie wsiądę jednak na mój rower, wyprodukowany przez amerykańską korporację, która obecnie produkuje ten sam rower w Chinach i nie pojadę na Manhattan, by dołączyć do protestu, przypiąwszy uprzednio rower tytanowym zamkiem do parkowego ogrodzenia z obawy, by mi moi bracia nie upłynnili własności prywatnej. Do propozycji rewolucyjnej redystrybucji dóbr podchodzę jak do jeża. Przede wszystkim jednak patrząc na ten protest mam wrażenie, że ruch jest wszystkim, cel… cel w sumie też jest, like,  wszystkim.

Od jakichś dwóch tygodni Zucotti Park na Dolnym Manhattanie okupowany jest przez grupę około 300-400 osób, przeważnie młodych, choć nie wyłącznie, z hasłami wymalowanymi pisakiem na kartonach wydartych z pudel, zapewne pochodzących z dostaw wszelkiego rodzaju dóbr do sklepów sieciowych, których zroszone łzami i potem trzeciego świata produkty są na nowojorskiej ulicy widokiem codziennym, jak powiedzmy trampki Converse, szalenie popularne wśród protestujących.

Powiewa nad nimi flaga przysłana im przez Paula McCartney’s. Hasła, jak to hasła — rożne: od odwetowych (dzięki grupce z Workers World), rewolucyjnych (ww. redystrybucja), przez miłość i braterstwo wszystkiego i wszystkich, do zielonych (klasyczne save the wales), gay rights, etc.

Jak się okazuje najskuteczniejsza metoda stworzenia ruchu masowego jest jednak nie tyle ideologia, lecz Radiohead.

Z malej grupki wytrwale koczującej w parku w piątek zrobił się blisko 5-cio tysięczny tłum. Powód — ktoś puścił płotkę, że w Zucotti Park ma się pojawić Radiohead.

Nowojorska policja, jak to nowojorska policja: pryska gazem pieprzowym prosto w twarz i aresztuje en masse. W sobotę NYP stanęła przed nie lada zadaniem aresztowania ponad 700 osób blokujących nitkę ruchu kołowego na moście Brooklyńskim. Marsz na Brooklyn był podobno spontaniczny – ci, którzy poszli kładką dla pieszych filmowali tych, którzy postanowili iść dołem i których NYPD metodycznie zakuwała w kajdanki i pakowała do suk przez parę godzin . Żółty banner z napisem „We the People” tymczasowo zwinięto.

Większość aresztowanych wypuszczono po około 10-12 godzinach. Ściągali z powrotem do parku Zucotti witani jak bohaterowie. Po ożywczym śnie od jutra znów będą protestować i obalać system. Ruch jest wszystkim, cel się określi i doszlifuje. Like.

Marta Curry

 

Print Friendly, PDF & Email