Janusz Wiertel: Nowa lewica Palikota

Największą porażkę w niedzielnych wyborach poniosło SLD. Największy sukces odniósł Ruch Palikota. SLD osiągnęła najgorszy ze swoich wyników w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Jeszcze 10 lat temu, w 2001 r. SLD-Unia Pracy miały zdecydowaną większość w Sejmie. 216 mandatów dawało tej koalicji 47% poparcie. Następna w kolejności – Platforma Obywatelska, zgromadziła zaledwie 65 mandatów (14,1%). Prawo i Sprawiedliwość uzyskało czwarty wówczas wynik – 44 mandaty (9,4%) i uplasowało się za Samoobroną RP Andrzeja Leppera – 53 mandaty (11,5%).  Od 2001 r. SLD zaczęła tracić. Był to początek końca. Prawdopodobnie, jak proroczo przewiduje prezydent Aleksander Kwaśniewski, za cztery lata, w 2015 r., SLD nie zdoła przekroczyć progu 5 %. 

Miejsce po SLD ma szansę wypełnić inna partia, wyrosła ku zaskoczeniu i wbrew oczekiwaniom wielu polityków i komentatorów sceny politycznej – Ruch Palikota. Z wynikiem 10 % i 40 mandatami partia ta stała się trzecią, po PO i PiS, siłą polityczną w kraju.  Czy komu się to podoba, czy nie.

W 2005 r. Janusz Palikot został wybrany do Sejmu z ramienia Platformy Obywatelskiej. W Sejmie V kadencji (2005-2007) uczestniczył w pracach Komisji Kultury i Środków Masowego Przekazu, a także zasiadał w Prezydium Klubu Parlamentarnego PO. Ponownie trafił do Sejmu jako poseł PO w 2007 r. Do 2009 r. pracował w komisji „Przyjazne Państwo”. W październiku 2009 r. został wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO. Funkcję tę pełnił do sierpnia 2010 r. Odszedł z PO i z Sejmu (złożył mandat poselski) w atmosferze skandalu.

Janusz Palikot zapowiedział wystąpienie z PO w październiku 2010 r. podczas kongresu poparcia swojej osoby. Po burzliwych początkach i pierwszych tygodniach „politycznej roboty” Palikota „na własny rachunek” media stopniowo straciły zainteresowanie nim samym  jak i jego ugrupowaniem. Pojawiające się informacje utrzymane były raczej w tonacji groteski politycznej niż zainteresowania należnego ugrupowaniu, którego potencjał oznacza trzecie miejsce w kraju. Powrót na czołówki dzienników zapewnił Palikotowi Jarosław Kaczyński. W trakcie kampanii wyborczej 2011 r. straszył wyborców „Tusko-Palikotem”. Okazało się, że Tusko-Palikot nie taki straszny, za to Kaczyński i owszem.

Na ile ważny dla Polski jest zmierzch SLD i doskonały wynik RP okaże się dopiero w przyszłości. Już dziś jednak wyraźnie widać, że,  po pierwszych zmianach sceny politycznej w 2005 r. nadeszły kolejne. W 2005 r. znakiem ewolucji społecznej, a tym samym i politycznej było przesunięcie głównej linii podziału politycznego, a tym samym zmiana graczy rywalizujących na rynku politycznym Polski.  Wcześniej wyraźny i ugruntowany podział obejmował  ugrupowania post-PZPR-owskie i  postsolidarnościowe.  Ale już w 2005 r. rywalizacja przesunęła się  między partie o korzeniach solidarnościowych – PO i PiS. Dziś zmiany te nie tylko się ugruntowały, ale można wskazać ich kierunek.

Podział post-PZPR-owski i postsolidarnościowy był niezwykle głęboki i sięgał korzeniami roku 1980 i początku NSZZ „Solidarność”. A jeśli przyjąć szerszą perspektywę, to jeszcze głębiej –  roku 1944 r. i rodzącego się oporu przeciw coraz większemu podporządkowywaniu Polski Związkowi Radzieckiemu. Formalnie moment ten wyznaczają sfałszowane wybory z czerwca 1945 r. Kto wie, czy na drugim końcu tego okresu nie powinny się znaleźć właśnie ostatnie wybory? Być może to jest właśnie koniec PRL-u wyznaczony przez  zmierzch SLD?

Grzegorz Napieralski poddał się pod osąd kolegów partyjnych i zapowiedział, że nie będzie się ubiegał o ponowny wybór na stanowisko przewodniczącego SLD. Trudno go jednak obwiniać za ewentualne wyroki historii, nawet jeśli wierzył we własną charyzmę i to, że SLD można odmłodzić. To by tylko przedłużyło agonię  jego partii, a może oznaczałoby reanimację trupa. Napieralskiemu na szczęście charyzmy zabrakło. Nie jest to osobowość na miarę Leszka Millera,  Aleksandra Kwaśniewskiego, Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza czy nawet generała Jaruzelskiego. Oni w zasadzie odeszli do historii, podobnie jak wykruszył się ich elektorat.

Lewica w Polsce traci swoje historyczne piętno, upodabniając się do innych ugrupowań tego typu na świecie, czego znakiem jest zwycięstwo Ruchu Palikota. Nie ma znaczenia dla wyborców Janusz Palikota to, że jego ojciec należał do PZPR-u. Każda rodzina w tym kraju flirtowała z komunistami, nawet jeśli coraz mniej ludzi to pamięta, nie wspominając o tych, którzy się do tego nie przyznawali. Dziś nie ma powodu przyznawać się lub nie i to jest cenne. Tego rodzaju kryteria to archaizm. Znaczenie za to ma program. A najbardziej porywającym programem okazał się ten Palikota. Kryje się za nim to, czego brak innym partiom – otwartość, i typowa dla młodych ugrupowań nieskażonych jeszcze przetargami koalicyjnymi i politycznym życiem – bezkompromisowość.

Palikot jako jedyny z polityków otwiera szeroko scenę polityczną ludziom wykluczonym, zapraszając tych, których tak chętnie piętnujemy, do władzy. Bez kompleksów i bez uprzedzeń. „Wykluczonych”, a nie „zaniedbanych”, bo dziś inwalidzi ruchu, niewidomi, głusi i lekko upośledzeni umysłowo, walczący z barierami architektonicznymi, czy natrafiający na tępy opór biurokracji, są „zaniedbani” przez administrację państwa, a nie wykluczeni. Wykluczeni są ci, o których nie lubimy myśleć jak o ludziach takich jak my, czujących, myślących, mogących być odpowiedzialnymi za siebie i innych, a w polityce zwłaszcza za innych.

Tymczasem Janusz Palikot zaprosił do dyskusji o nowej lewicy znaczące postacie przegranej lewicy. Wynik 10% to nie wszystko co można uzyskać. Są jeszcze tacy posłowie, którzy gotowi są opuścić tonącą partię. Wie to Palikot i wie to Donald Tusk. Siłą i zachętą do przystąpienia do partii Palikota jest jego dynamizm i powinowactwo ideologiczne – koszula zawsze jest bliższa ciału. Z kolei Platforma Obywatelska ze swoją bardzo szeroką formułą, godzącą poglądy Jarosława Gowina i do niedawna samego Janusza Palikota, ma dodatkowe atuty jako partia władzy. Kontrapunkt od dawna na polskiej scenie politycznej tworzy PiS. To ugrupowanie wyczerpało już jednak swoje potencjalne możliwości polityczne. A i wszyscy, którzy mieliby ochotę przejść do tej partii od dawna się w niej znajdują…

Przetargi trwają. Lewica ewoluuje.  Le roi est mort! Vive le roi!

Janusz Wiertel

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com