Łukasz A. Turski: Kształceni i kształcący – wczoraj, dziś, jutro.

Harvard-Cambridge

Tekst wykładu inauguracyjnego wygłoszonego przed kilku dniami przez Autora w szkole im. Kotarbińskiego w Olsztynie.

W 1204 r szeryf Oxfordu postanowił zaaresztować na terenie istniejącego już od niemal stu lat uniwersytetu studenta oskarżonego o pospolite przestępstwo.  Przez następne pięć lat przyszła uczelnia Newtona była zamknięta, a spór uniwersytety—władza królewska (państwowa) o granice autonomii uniwersyteckiej na Wyspach Brytyjskich trwał, aż po “ostatnie starcie” uczelnie—rząd Margaret Thatcher w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.

Znacznie gorzej było na kontynencie; biskup Paryża Tempier w XIII wieku,  książę Hanowerski zmuszający braci Grimm do opuszczenia Getyngi a Fryderyka Engelsa do podpisania lojalki, ministrowie i gauleiterzy III Rzeszy i przywódcy komunistycznych dyktatur w Europie Wschodniej, Związku Radzieckim, a dzisiaj np. w Burmie próbowali zmienić granice autonomii uniwersytetów, instytucji, które przez przeszło dziewięćset lat swego istnienia stworzyły naszą cywilizację, jak nigdy bogatą, bezpieczną i zdrową.

Lord Jenkins of Hillhead,w dokumentach kończących wspomniany już okres konfliktu uniwersytetów z Margaret Thatcher sformułował pojęcie autonomii uczelni wyższych jak następuje :

Wolność w ramach prawa do kwestionowania i sprawdzania otrzymanej wiedzy, tworzenia nowych idei i kontrowersyjnych i niepopularnych opinii bez narażania się na niebezpieczeństwo straty pracy i nabytych lub należnych przywilejów[i].

Z jakich to powodów uniwersytety, jedne z wielu instytucji pomnażających naszą wiedzę i wnoszących wkład w rozwój  cywilizacji, zasługują na taki zakres niezależności?

Przyznanie uniwersytetom tego unikatowego w skali demokratycznych społeczeństw przywileju wynikło z historycznie uznanej, choć nie spisanej umowy społecznej, zapewniającej ludzkości dostęp do cliffordowskiej bezpiecznej prawdy. Umowy pomiędzy społeczeństwami, gwarantującymi to o czym pisze Lord Jenkins, i środowiskami akademickimi składającymi się, w zasadzie, z dwóch części, które nazwę kształconymi i kształcącymi. Na nich, na nas, spoczywa obowiązek dochowania warunków tej umowy.

Definicja kształcenia przyjęta w wykpiwanym, ale powszechnie stosowanym kompendium wiedzy, Wikipedii[ii] uwzględnia już zmianę paradygmatu procesów kształcenia wywołaną przez rewolucję technologiczną. Nie uwzględnia jednak istotnego rozróżnienia dwóch gałęzi systemu kształcenia, które, za zmarłym w końcu 2010r niepokornym historykiem i socjologiem amerykańsko-kanadyjskim Davidem Noble[iii] nazwę szkoleniem i edukacją.

Według Noble’a szkolenie, to proces kształcenia narzucony konkretnej osobie przez pracodawcę lub zwierzchnika  w celu wyposażenia kształconego w umiejętności potrzebne do wydajniejszego, lepszego jakościowo i przynoszącego zwiększone korzyści działania zawodowego. Edukacja natomiast to proces kształcenia podjęty przez osobę celem realizacji jej własnych celów, zamiarów i planów włączając realizację tychże, nie koniecznie przekładających się na codzienną działalność zawodową czy społeczną danej osoby.

Uniwersytety od swego powstania były instytucjami zajmującymi się równolegle obu gałęziami kształcenia przygotowując  przedstawicieli wolnych zawodów np. lekarzy i prawników. Powolne, ale konsekwentne wprowadzanie w całej Europie Humboldtowskiej koncepcji uniwersytetów spowodował, że szkoleniowa gałąź działalności uczelni została zdominowana przez edukacyjną. Nawet sławne Napoleońskie  Grand Écoles przekształciły się w instytucje edukacyjne.  Podwaliny współczesnej nauki tworzącej postęp: matematyki, fizyki, chemii, biologii,,  itp. powstawały w pracowniach i na wydziałach uczelni europejskich gdzie traktowani z wielką atencją profesorowie przekazywali swoją wiedzę nielicznym student, którzy byli w stanie dorównać , czy starać się dorównać intelektualnie swoim mistrzom. Książę Hanowerski wiedział dlaczego finansuje Getyngę—by móc korzystać z wiedzy Radcy Karola Gaussa!

W XIX i początkach XX wieku studia wyższe, w wielu krajach Europy a przede wszystkim Rosji były też często podejmowane jako próba uzyskania odpowiedzi na zglajszachtowane dziś przez historię i media pytania: Jak żyć.

Po drugiej stronie Atlantyku  utylitarna rewolucja pary i elektryczności poprzedziła rozwój uczelni Nowego Świata. Pierwszy w historii USA profesor fizyki matematycznej, Joshua Williard Gibbs, obejmował swoją (bezpłatną) katedrę na Uniwersytecie Yale w 1871r z doktoratem uzyskanym za… projekt  zapadki w hamulcu bezwładnościowym. Ani Thomas Edison ani George Westinghouse nie mieli  wykształcenia uniwersyteckiego.  Dopiero Abraham Flexner tworząc Instytut Badań Zaawansowanych w Princeton uruchomił kulę śnieżną rozwoju amerykańskiej nauki. W ciągu praktycznie stu lat powstała potężna maszyna edukacyjno-szkoleniowa, która już przed II Wojną Światową zaczęła dominować na “naukowym rynku świata”.  Do uczelni tych ściągać zaczęły armie studentów, dosłownie armie, bo na rozwoju nauki i uczelni amerykańskich wielka wpływ miał GI Bill; uchwalone po II Wojnie prawo przyznające demobilizowanym żołnierzom subwencje umożliwiające opłacenie czesnego i kosztów studiów w college’ach i uniwersytetach.

Zwycięstwo nad totalitarnym przeciwnikiem odniesione dzięki wykorzystaniu nauki, błyskawiczne skonsumowanie przez cywilna gospodarkę osiągnięć technicznych czasu wojny i GI Bill spowodował umasowienie  kształcenia uniwersyteckiego. Na uczelnie szli już nie tylko ci, którzy chcieli się szkolić w zawodzie prawnika czy lekarza, ale też ci, którzy chcieli się edukować. Okazało się, dość szybko, że to edukacyjna gałąź kształcenia tworzy nową post-industrialną cywilizację. To nowe pokolenie college graduates podjęło  wyzwanie  rzucone przez Johna Kennedy’ego: Polećmy na księżyc, nie dlatego, że jest to łatwe wyzwanie ale że jest to trudne.  Uczelnie amerykańskie odpowiedziały na to wyzwanie młodych, bo miały dostatecznie dobrą kadrę kształcących.

Na starym kontynencie, zdewastowanym  przez wojnę edukacyjna gałąź uczelni  poniosła wyjątkową stratę  odczuwalną do dzisiaj. Potęga intelektualna niemieckich uczelni, oślepiona płomieniami faszystowskich pochodów z pochodniami  i stosów na których płonęły książki Einsteina i poezja Heinego  dziś dopiero, po wpompowaniu w nią miliardów twardych marek i mniej twardego euro zaczęła  podnosić się z upadku. Ale czasy dominacji w tworzących postęp naukach kontynentalnej i brytyjskiej nauki nie wróciły.

Miliardy inwestowane w super uczelnie Azji jak na razie nie przynoszą zmiany napisów na opakowaniach. Nad napisem Made in China  zawsze znajdujemy napis Designed in California i bardzo rzadko Designed in Europe.

Dlaczego w ostatnim 50-leciu nasz kontynent wniósł tak niewiele do naszej obecnej cywilizacji? Także dlatego, że  edukacyjna gałąź uniwersytetów  została poważnie uszkodzona uniwersytecką wiosną 68 roku. Rządy  Europy popełniły błąd kupując spokój poprzez wpuszczenie w mury uniwersytetów lawinę studentów, którym umożliwiono studiowanie bez kontroli i niemal wyłącznie celem znalezienia odpowiedzi na zdeformowane przez post-modernizm pytanie Jak Żyć?. Aby te armie studiujących, w zasadzie  bez celu, nie podzieliły losów Raskolnikowych  zapewniono im dobre warunki uczenia się. Tylko w RFN zbudowano w latach siedemdziesiątych XX w.  kilkanaście nowych uczelni.  Próby sformalizowania systemu kształcenia podjęte ostatnio w Unii Europejskiej, w ramach tzw. procesu Bolońskiego nie uczyniły europejskiego systemu uniwersyteckiego bardziej innowacyjnym (cokolwiek zresztą ma to oznaczać) dlatego, że  proces Boloński kładzie zasadniczy nacisk na szkolenie.  Szkolenia  nie tworzą zaś postępu.

Stworzony w konsekwencji wiosny 1968r europejski model kształcenia uniwersyteckiego zawiódł. Konsekwencją tego jest widoczne dzisiaj sfrustrowanie olbrzymiej liczby wykształconych w tym systemie ludzi nie znajdujących dla siebie miejsca w sytuacji  gdy “prawdziwa gospodarka”  jest jednym miejscem zatrudnienia a wirtulane struktury quasi gospodarcze, te zamki na piasku z pod herbu Lehman Brothers runęły. Wszelkie próby reform uczelni, ograniczenia możliwości studiowania bez końca, ograniczenia dostępu  do pewnych kierunków studiów gwarantujących absolwentom strukturalne bezrobocie, czy o zgrozo wprowadzenia częściowych opłat za studia kończyły  się, jeszcze nie tak dawno, walkami ulicznymi.

Rozwojowi uniwersytetów otwierających swoje podwoje dla coraz większej liczby kształconych spowodował zwiększanie liczby kształcących. Przez wiele lat prawa i przywileje kształcących, wynikające  z definicja autonomii uczelni były, formalnie, zachowywane.  Jeszcze w latach 90-tych w Niemczech karuzela aplikacji na wolne pozycje celem podniesienia swego uposażenia na macierzystej uczelni kręciła się w najlepsze.   Kształcący zajęci byli ochroną swoich przywilejów  bardziej niż tworzeniem nauki. Narastające zbiurokratyzowanie życia akademickiego, zbyt powolne konsumowanie przez europejska gospodarkę owoców edukacji, spowodowało dalszy procesu przenoszenia się wybitnych uczonych za ocean.  Nie wpłynęły też na wielo-etatowości; drugi etat wybitnych uczonych najczęściej ulokowany jest teraz w rozwijających swoje uczelnie krajach Azji, np. Singapurze i w bogatych naftowych krajach Zatoki.  Europejski system Uniwersytecki kostnieje udając unowocześniania się poprzez posługiwanie się nowo-mową “e-edukacja” , “kształcenie ustawiczne”, “pro-innowacyjność”. Itp.

Historyczne Amerykańskie gorące lata na kampusach, będące reakcją na wojnę Wietnamską doprowadziły do polepszenia warunków studiów i ich jakości.  Dlatego pomimo wielkiego kryzysu wywołanego krachem sztuczek i gierek finansowych, uczelnie nie znajdują się w stanie wrzenia. Kształcący uczą się, korzystając z dobrodziejstwa płatnych studiów, które gwarantuje im wysoki poziom kształcenia, dobre warunki i, o tym powinniśmy też w Polsce mówić pełnym głosem, powszechny dostęp do edukacji i szkoleń.

Uczelnie amerykańskie nie cierpią też na brak “sponsorów” gotowych finansować  kształcących  i kształconych oraz uczelnianą infrastrukturę.  W połowie sierpnia br., Institute of Advanced Studies w Princeton, instytucja Einsteina, Gödla, Oppenheimera ogłosił, że Jim Simons i Charles Simony wsparli wiano IAS (endowment) kolejna dotacja 100 milionów US$. Simony niezależnie finansuje katedrę swojego nazwiska w IAS dla jednego z najwybitniejszych fizyków matematycznych Edwarda Wittena z budżetem 6 milionów US$.

Jim Simons ufundował już uprzednio kilka instytutów badawczych na uniwersytecie w Stony Brook (gdzie w latach 70-tych był twórcą tzw. teorii pola Cherna-Simonsa, dziekanem Wydziału Matematyki i uzyskał  nagrodę Veblena.), jest też fundatorem wielu projektów badawczych w dziedzinie neurologii oraz dużego programu badania autyzmu. Fundusze na tą działalność pochodzą z jego zarobków jako szefa  Renaissance Technologies jednej z wiodących firmy inżynierii finansowej.

Charles Simony to twórca Micrsoft Office, multimiliarder finansujący, m.innym katedrę Richarda Dawkinsa i w wolnych chwilach dwukrotnie odwiedzający, jako prywatny astronauta, Międzynarodową Stacje Kosmiczną.

Simons i Simony to tylko “czubek góry lodowej”, czołówka liczących tysiące przedstawicieli kapitału finansujących wydziały w mniejszych uczelniach, fundujący mniej znane katedry personalne w już dziesiątkach uczelni.

Sędzia federalny uznający obligatoryjne przenoszenie profesorów uniwersyteckich na emeryturę za bezprawne przyczynił się bardziej do rozwoju amerykańskich uniwersytetów niż wszelkie reformatorskie ustawy Kongresu łącznie z prawem Bayh—Dole. Uruchomił mechanizm kierujący strumień dążących do kariery młodych naukowców z tradycyjnych uczelni na “prowincjonalne”. Znaleźli oni tam swoich lokalnych “simonsów” i dzisiaj wysokiej jakości badania naukowe realizowane są już nie tylko w murach Harwardu i MIT ale i, symbolicznie,  w uczelniach poniżej linii Masona-Dixona. Wraz z napływem wysokiej jakości kształcących, kształceni, nawet w mniejszych ośrodkach,zaczęli pobierać naukę na poziomie jeszcze kilkanaście lat temu tam niedostępnych.

Umysł Ameryki nie został zamknięty, jak się tego obawiał Allan Bloom[iv], a Ameryka, mimo toczenia wojen i krachów giełdowych ciągle ma wewnętrzną siłę by wznieść się nad zbliżający się huragan[v].

W Europie niewielu majętnych ludzi sukcesu inwestuje swoje “nadwyżki” finansowe w edukację i po części dlatego mamy tak mało sukcesów technologicznych, naukowych. W naszej  części Europy, wielkie fortuny inwestowane są w kluby sportowe (raczej tandetne) chętniej niż w biblioteki na kampusach.  Wynika to z generalnego odmiennego spojrzenia na  życia w Europie. Zapożyczając (niefortunny) tytuł słynnej książki  Thomasa Friedmana[vi], dla Europy “Ziemia nie jest płaska”.

Za kilkanaście obchodzić będziemy symboliczne dziesięciolecie początku nowej technologicznej ery[vii]. Ery, w której konsumpcja, tworzenie, przekaz informacji, kultury, wiedzy zostały przeniesione do chmury  informatycznej. Jak ta nowa rewolucja porównywalna, o ile nie większa, z Gutenbergowską wpłynie na dalszy rozwój uniwersytetów? Jak zmieni się rola kształcących i kształconych?

Przewidywanie przyszłości nie należy do bezpiecznych zajęć; zaryzykuję jednak kilka hipotez.

Europejskie uniwersytety jeżeli chcą przetrwać XXI wiek będą musiały drastycznie zmienić swoja formalną strukturę. Studenci, podobnie jak to dzieje się w USA będą przychodzili “na uniwersytet” a nie na poszczególne wydział tego uniwersytetu. Zamiast tradycyjnych  programowych zajęć dla podzielonych na grupy  roczników,  oraz semestralnych czy rocznych zaliczeń kształcący będą zorganizowani w mini—portale edukacyjne, dalekich kuzynów dzisiejszych seminariów doktoranckim mistrzów przedmiotów humanistycznych, tyle, że istniejących w chmurze i organizowanych w oparciu o kompetencje uczestników a nie lata  ich przebywania na uczelni. Dla pokolenia Facebooka taka forma działania  będzie wreszcie naturalna.

Nie oznacza to powrotu do e-edukacyjnego wariantu kształcenia, ale stworzenie jeszcze dalej idącej, niż na uczelniach amerykańskich indywidualizacji studiów.  Istotny sposób zwiększy się wymiar edukacyjny studiów a jego wariant szkoleniowy przeniesie się do działalności gospodarczej. Kształceni będą musieli znacznie więcej się uczyć i od niemal pierwszych chwil na uczelni uczestniczyć w życiu naukowym. Dla kształcących oznaczać to będzie więcej, ale za to ciekawszej i twórczej pracy . Dla całej społeczności akademickiej zbudowanie nowego modelu uczelni z nowym znaczeniem klasycznej struktury mistrz—uczeń. Ważne też, by uczelnie przygotowały tak polityków przyszłości by  sprostali wymaganiom przyszłych wyzwań; charyzmatycznych finansjerów nauki nie zabraknie.

Świat za kilka lat będzie inny niż dzisiaj. Z kryzysu wyjdziemy pewnie i na długo gdy na nowo oprzemy nasze działania na rzetelnej wiedzy i wszystkich klasycznych wartościach naszej cywilizacji nie starając się jednak wtłoczyć światowego rozwoju w przetarte przez nas koleiny.  Naszym młodszym kolego w fachu, studentom chciałbym przekazać to co 6 lat temu Steven Jobes powiedział na uniwersytecie Stanforda: uczcie się abyście nie musieli żyć życiem innych ludzi.

Vivat Academia, At Multos Annos.

Łukasz A. Turski
Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, Uniwersytet Kardynała  Stefana Wyszyńskiego.

l.a.turski@cft.edu.pl


[i] Academic Freedom amendment to Education Reform Bill moved by Lord Jenkins of Hillhead, 19 May 1988. Cytowane w: Conrad Russell, Academic Freedom, Routledge, New Yorki, 1993

[ii] Kształcenie – to całość doświadczeń składających się na proces zdobywania przez jednostkę umiejętniości, wiedzy oraz rozumienia otaczającego ją świata. Kształcenie obejmuje zarówno proces nauczania jak i uczenia się. Pojęcie kształcenie często utożsamia się z formalnym kształceniem w instytucjach systemu szkolnictwa. W szerszym rozumieniu, obejmuje ono także kształcenie nieformalne, mające źródło w codziennych doświadczeniach, rodzinnych, kontaktach z rówieśnikami i informacjami pochodzącymi z mass mediów

3 David Noble (1945-2010) kontrowersyjny, lewicujący, historyk i socjolog, autor wielu budzących zaciekłe dyskusje publikacji, np. Forces of Production: A Social History of Industrial Automation (1984) opublikował w 2001 r obszerny tekst Digital Diploma Mills; The Automation of Higher Education, bedący druzgocąca krytyką początków tzw. e-edukacji, która przyrównał do skandalu edukacyjnego lat trzydziestych związanego z edukacją korespondencyjną.

[iv] Allan Bloom, Closing of  the American Mind.  Simon and Schuster, Newy York, 1987

[v] Rising Above the Gathering Storm, Revisited: Rapidly Approaching Category 5: Condensed Version. National Academy of Sciences (USA). Washington DC, 2011

[vi] Thomas L. Friedman, The  World is Flat ; A brief history of the twenty-first century. Farrar, Straus and Giroux. New York 2007

7 23.10.2011 mija dziesięć lat od wprowadzenia na rynek iPoda firmy Apple a z nim przeniesienia środka ciężkości działania systemu konsumpcji i dystrybucji dóbr intelektualnych do sieci.

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Rafal 2011-10-15
    • Ł.A.Turski 2011-10-16
  2. Hazelhard 2011-10-16
  3. PK 2012-03-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com